Zaginione nagrania George'a Michaela w kinach. 38 lat później to nadal hit
Długo wyczekiwana premiera "George Michael: The Faith Tour" okazała się absolutnym hitem. Bliscy współpracownicy piosenkarza nagrodzonego Grammy, reżyser Andy Morahan i autor tekstów David Austin, zdołali przenieść widzów w sam środek widowiskowego show, dbając o każdy, nawet najdrobniejszy detal. W filmie nie zabrakło niespodzianek, osobistych wspomnień George'a Michaela ani wielkich przebojów, które urosły do rozmiarów symbolu lat 80. XX w. Po tym seansie trudno uwierzyć, że nagrania z Paryża przeleżały prawie cztery dekady w archiwach. Wzięłam ten tytuł pod lupę i sprawdziłam, czy rzeczywiście warto poświęcić mu czas. Oto recenzja, w której oceniam jego najsłabsze i najmocniejsze strony.
- Film "George Michael: The Faith Tour" jest wyjątkowym połączeniem nostalgii za latami 80. XX w., doskonałej ścieżki dźwiękowej oraz wysokiej jakości obrazu.
- Produkcja przedstawia słynny koncert z 1988 roku, kiedy to George Michael, będąc u szczytu kariery, zaskoczył świat swoim solowym występem.
- Odnaleziona po latach filmowa "kapsuła czasu" z trasy Faith Tour pozwala zobaczyć ikonę popu na wielkim ekranie. Przeczytaj recenzję.
Entuzjaści złotych czasów muzyki pop mogą już wzbogacić swoją listę "do sprawdzenia" o dodatkowe dzieło godne uwagi. Sam przedsmak – w tym obiecujące zapowiedzi Mercury Studios i opublikowany w marcu teaser – namieszał w mediach społecznościowych i zrobił niemałe wrażenie na internautach. W czwartek, 5 listopada 2026 roku, odbył się pokaz specjalny filmu koncertowego "George Michael: The Faith Tour" w warszawskim kinie IMAX. Miałam okazję zobaczyć tę głośną produkcję jeszcze przed ogólnopolską premierą. Jakie wrażenie na mnie wywarła? Czy zostaje w pamięci i czy rzeczywiście mamy do czynienia z muzycznym majstersztykiem na miarę naszych czasów? W tym tekście zebrałam wszystkie plusy i minusy tej premiery.
Odnaleziono zaginioną "kapsułę czasu" George'a Michaela. "The Faith Tour" zachwyca?
Początek listopada przyniósł ze sobą okazję, o którą nikt nie pytał, ale – jak się okazało – każdy potrzebował. Zgromadzeni na sali widzowie dali się porwać atmosferze i, sądząc po żywych i radosnych reakcjach, z pewnością poczuli magię tych dwóch wieczorów w Palais Omnisports de Paris-Bercy w Paryżu. Warto wspomnieć, że zdjęcia do filmowego "The Faith Tour" nakręcono aż trzydzieści osiem lat temu, a dokładnie 30 i 31 maja 1988 roku. W tamtym okresie George Michael, podczas swojej pierwszej solowej trasy koncertowej, był już jedną z największych gwiazd swojego pokolenia. Ikoną u szczytu kariery.
Produkcja trwająca godzinę i 53 minuty przybliża wczesną dyskografię muzyka. Choć nieco nawiązuje do albumów Wham!, współtworzonych z Andrew Ridgeleyem, skupia się głównie na debiutanckim "Faith" Michaela z 1987 roku.
Niespodzianka dla fanów Michaela. Film koncertowy jest już w kinach
U schyłku lat 80. XX w. koncerty nagrywano albo za pomocą przenośnych magnetofonów kasetowych, albo przy użyciu cięższych sprzętów telewizyjnych. Ku uciesze fanów, show George'a Michaela zarejestrowano z wielkim rozmachem. Na widowni, scenie i za kulisami rozstawiono aż czternaście kamer kinowych na taśmę 35 mm.
Oznacza to, że europejskie tournée uwieczniono z wykorzystaniem najwyższych możliwości technologicznych tamtego okresu.
Analogowa kamera wpłynęła na wizualną stronę "The Faith Tour". Dzięki zastosowanym urządzeniom o tak wysokiej rozdzielczości obraz zyskał charakterystyczne "ziarno", plastyczną scenerię oraz wyrazistą, żywą kolorystykę. Materiał kręcono prawdopodobnie z myślą o wielkich, kinowych ekranach, o czym mogą świadczyć chociażby szerokie ujęcia tłumu, szczegółowe zbliżenia na detale i dynamiczne przejścia obiektywu.
Momentami montaż bywał tak precyzyjny, że zapominałam, że oglądam pełnowymiarowy koncert, a nie do granic dopieszczony teledysk.
Magia lat 80. wraca na ekrany. Taśma na 35 mm, ponadczasowe hity i świetna zabawa
Długo uważano, że nagrania z "The Faith Tour" przepadły. Dopiero kilkadziesiąt lat po słynnym koncercie w Paryżu odnaleziono je w archiwach George Michael Entertainment. Mimo upływu czasu taśmy zachowały się w doskonałym stanie.
Reżyser teledysków Andy Morahan, znany ze współpracy z wybitnymi artystami, takimi jak Elton John, Bryan Adams i Aretha Franklin, połączył siły z Davidem Austinem – współautorem "Turn to Gold", a zarazem wieloletnim współpracownikiem i przyjacielem Michaela. Artyści odświeżyli zaginiony materiał z 1988 roku, a następnie poddali go cyfrowej obróbce.
To właśnie w takich okolicznościach narodziła się ta wyjątkowa, niesłychanie intymna "kapsuła czasu", która, bez względu na epokę, miejsce i sytuację na świecie, może w sekundę przenieść widzów do muzycznego świata George'a Michaela. Czy warto przyjąć to zaproszenie?
"Faith" to arcydzieło? Na taką podróż z ikoną popu trzeba być gotowym
Największymi atutami filmu, moim zdaniem, są ścieżka dźwiękowa, oprawa muzyczna i dźwięk sam w sobie. George Michael traktował "The Faith Tour" ambicjonalnie. Nic też dziwnego, rozpoczął wówczas nową erę w swojej karierze. Zaledwie dwudziestoczteroletni piosenkarz opuścił macierzysty zespół i wszystkie karty postawił na siebie.
Gdy wyruszał w pierwsze solowe tournée, zamarzył sobie, że na największych scenach świata będzie grać setlistę, jakiej jeszcze nikt nigdy nie słyszał. Tak też się stało, ponieważ Michael odsłonił się w całości, biorąc na warsztat utwory ze swojego najbardziej osobistego albumu.
"Faith", określane nie bez powodu mianem "arcydzieła", jest nie tylko idealnym przykładem klasycznego popu, ale przede wszystkim dowodem na ogromny talent George'a Michaela. Piosenkarz niemal samodzielnie wyprodukował, zaaranżował i napisał znaczną część utworów z tego albumu. W krótkometrażówce w reżyserii Mary McCartney – poprzedzającej część z koncertem – możemy usłyszeć, że większość piosenek jego autorstwa dotyka osobistych tematów.
Jak sam podreślał, w jego głowie pojawiały się dane frazy i melodie, które niekiedy tkwiły tam całymi latami. Co ciekawe, miernikiem "przebojowości" w wielu przypadkach okazywała się... jego pamięć. Jeśli zapomniał o nowym pomyśle, nie był on wart zapamiętania.
To jeden z najlepszych albumów wszech czasów. Dziś można usłyszeć go "na żywo"
Ponad dwie dekady temu, w 2003 roku, debiutanckie wydawnictwo George'a Michaela w szczególny sposób zostało wyróżnione przez magazyn "Rolling Stone". "Faith", razem z "The Score" The Fugees, "Back to Black" Amy Winehouse i wieloma innymi kultowymi tytułami, znalazło się na liście "500 najlepszych albumów wszech czasów". Poza tym, że redakcja określiła produkcję "smakowitym kąskiem", zwróciła również uwagę na nową dojrzałość artystyczną piosenkarza.
Rok 1987 był dla George'a Michaela pierwszym krokiem w stronę wielkich zmian. Gwiazdor całkowicie odciął się od wizerunku grzecznego, uśmiechniętego chłopca z Wham!
Jako solowy artysta zaczął wydawać piosenki, które wyraźnie różniły się od jego dotychczasowego repertuaru. Zapuścił zarost, założył okulary przeciwsłoneczne, a w końcu zaprzyjaźnił się z czarną skórą i przetartym jeansem.
Takie "znaki firmowe" piosenkarza nie były ani częścią jego nowej persony, ani zwykłą kreacją sceniczną. Nowy image nie sprawiał, że czuł się przebrany, a idealnie dopełniał się z jego charakterem. Stąd ta niesłychana pewność siebie.
Zdaniem muzyka on i jemu podobni otrzymali dar, który muszą szanować, bo – choć wielu miałoby taką nadzieję – nie jest on niezniszczalny. Dla George'a Michaela scena stała się drugim domem, co rzeczywiście widać w kinowym "The Faith Tour".
Od pierwszego numeru, aż do ostatniego bisu, pozostaje w roli. Jest gwiazdą przedstawienia, a gdy śpiewa, uwalnia się w nim jakaś siła, której sam do końca nie rozumie. Swoją energią dzieli się ze zgromadzoną w hali publicznością. Tańczy, wzrusza się i tą muzyką żyje. Siedząc w kinie i patrząc na te kadry, myślałam sobie, w jak niesamowitych czasach żyjemy, że – tak blisko, tak realnie – możemy spojrzeć na artystę, który tworzył prawdziwą historię w latach 80. XX w.
"George Michael: The Faith Tour" – recenzja. Czy warto zobaczyć?
George Michael z właściwą sobie charyzmą sceniczną, podczas tych dwóch wieczorów w Paryżu, wykonywał największe hity ze swojego dorobku, w tym "Father Figure", "One More Try" czy też "Monkey". Prawdziwą wisienką na torcie okazał się jednak występ z "Faith" w roli głównej.
Michael odtworzył kultową scenę z teledysku, a nawet poprosił publiczność o drobną pomoc. "Zaśpiewam tylko pierwszy wers, a wy całą resztę, dobrze?" – pytał uśmiechnięty ze sceny. Widownia skandowała, biła brawa i śpiewała, zdanie po zdaniu. Gwarantuję, to wyłącznie jeden z licznych "smaczków", które można zobaczyć w tym filmie.
Choć nieco zabrakło mi kulisów i przemyśleń George'a Michaela, sama produkcja broni się, ponieważ spełnia swoje główne założenia. To świetnie przygotowany materiał, koncert, jakich już się nie robi, i oczywiście, technologiczny fenomen. Mimo że film powstał dla "Yoga", jest w rzeczywistości hołdem dla wszystkich osób, którzy tę trasę współtworzyli, od muzyków, po charakteryzatorów, makijażystów i techników.
Andy Morahan i David Austin za sprawą "George Michael: The Faith Tour" wyrazili swoją głęboką wdzięczność wobec wszystkich odbiorców Michaela. I to właśnie oni w pierwszej kolejności powinni wybrać się na ten film.
Od kiedy "George Michael: The Faith Tour" w Polsce?
Światowa premiera filmu "George Michael: The Faith Tour" odbyła się w ubiegłą środę, 4 listopada 2026 roku. Od piątku, 6 listopada, produkcję wydaną przez Universal Pictures będzie można zobaczyć w polskich kinach.
Tu zobaczysz zwiastun "George Michael: The Faith Tour":
Źródło: ZlotePrzeboje.pl, Universalpictures.co.uk, RollingStone.com