Zagrał Zenka w "Nie ma mocnych". Po latach Dymna go nie poznała
10 marca przypada rocznica urodzin Andrzeja Wasilewicza – aktora, którego widzowie zapamiętali przede wszystkim jako Zenka Adamca z kultowego filmu "Nie ma mocnych". Choć na początku swojej kariery zapowiadał się na gwiazdę polskiego kina, jego życie potoczyło się zupełnie inaczej.
- 7 zdjęć Zobacz galerię
- Andrzej Wasilewicz urodził się 10 marca 1951 roku.
- Zasłynął rolą Zenka Adamca w filmie "Nie ma mocnych".
- W wyniku sytuacji politycznej w Polsce wyemigrował do USA.
Andrzej Wasilewicz urodził się 10 marca 1951 roku w Białogardzie. Już jako dziecko interesował się teatrem, a pierwsze kroki na scenie stawiał jeszcze w szkole podstawowej. W 1975 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie i niemal natychmiast zaczął występować w Teatrze Powszechnym.
Zachęcamy do obejrzenia zdjęć Andrzeja Wasilewicza w naszej galerii. Kliknij >>>TUTAJ.
Sławę przyniosła mu jednak rola Zenka Adamca w filmie "Nie ma mocnych", drugiej części trylogii "Sami swoi", gdzie wystąpił u boku Anny Dymnej. Jego postać szybko podbiła serca widzów, a sam aktor stał się jednym z najbardziej obiecujących talentów tamtych lat. Andrzej Wasilewicz zagrał także w innych głośnych produkcjach, takich jak "Kochaj albo rzuć", "Miś", "Trzecia granica" czy "Aria dla atlety". W pewnym momencie zdobył nawet przydomek "polski Marlon Brando".
Andrzej Wasilewicz niespodziewanie zmienił kurs
Pomimo świetnie zapowiadającej się kariery, Andrzej Wasilewicz podjął decyzję o wyjeździe z Polski. Nie była to jednak jego dobrowolna decyzja. Jak sam mówił: "Wszystko przez Jaruzelskiego". Sytuacja polityczna w kraju oraz brak możliwości rozwoju zmusiły go do emigracji. Najpierw wyjechał do Francji, później do Niemiec, aż w końcu osiadł w Stanach Zjednoczonych.
Za oceanem rozpoczął nowe życie – studiował reżyserię na Uniwersytecie Columbia, ale też pracował jako barman. "W dzień studiowałem reżyserię filmową, w nocy zarabiałem. Musiałem utrzymać rodzinę. [...] Byłem legendą jako barman. Przychodził do mnie syn prezydenta Johna Kennedy'ego. Rozmawialiśmy o życiu" – wspominał po latach.
Choć w Ameryce nie wrócił na aktorskie szczyty, stał się rozpoznawalną postacią w środowisku polonijnym. W 1981 roku, tuż przed planowanym powrotem do Polski, dotarła do niego informacja o wprowadzeniu stanu wojennego. To wydarzenie na nowo ukształtowało jego losy – zamiast wrócić, Andrzej Wasilewicz zaczął angażować się w działania na rzecz wolności kraju. Pisał pieśni patriotyczne, reżyserował programy dla amerykańskiej Polonii i aktywnie wspierał opozycję wobec reżimu Jaruzelskiego.
Powrót do kraju i ostateczna decyzja
Pod koniec lat 90. Andrzej Wasilewicz wrócił na chwilę do Polski, by zagrać w swoim ostatnim filmie – "Szczęśliwego Nowego Jorku". Na stałe jednak pozostał w Stanach Zjednoczonych, osiedlając się w Southampton. W wywiadach mówił, że amerykańskie doświadczenie nauczyło go pokory i dobroczynności, a pozostanie w Polsce mogłoby uczynić go "butnym gwiazdorem".
Niestety w późniejszych latach zaczął zmagać się z chorobą Parkinsona. Jego ciało bardzo się zmieniło. Jego dawna ekranowa żona, Anna Dymna, wspominała spotkanie z nim w Nowym Jorku. "Przyglądał mi się jakiś mężczyzna, ale nie rozpoznałam w nim Andrzeja. Pamiętałam go jako witalnego, silnego, a ten był wychudzony, spowolniony, ledwo mówił" — mówiła w rozmowie z "Faktem".
Choć przez lata utrzymywał kontakt z przyjaciółmi, zdaniem Dymnej "był chyba bardzo samotny". Zmarł 13 grudnia 2016 roku w szpitalu na Long Island, mając 65 lat. Choć jego życie potoczyło się inaczej, niż można było przewidzieć na początku kariery, Andrzej Wasilewicz pozostaje w pamięci widzów jako charyzmatyczny aktor i człowiek, który zawsze szukał swojej drogi.
Zachęcamy do obejrzenia zdjęć Andrzeja Wasilewicza w naszej galerii. Kliknij >>>TUTAJ.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!