advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Katastrofy lotnicze w PRL. Te tragedie wstrząsnęły całą Polską

5 min. czytania
18.12.2024 08:15
Zareaguj Reakcja

PRL był okresem, w którym na polskim niebie królowały przestarzałe i niesamowicie awaryjne radzieckie maszyny. Powszechnie używane samoloty przyczyniły się do kilku dramatycznych katastrof komunikacyjnych, o których pamiętamy do dzisiaj. Jedna z nich pochłonęła niemal 90 ofiar, wśród których znalazła się piosenkarka Anna Jantar. 

W jednej z katastrof lotniczych zginęła Anna Jantar.
fot. NAC / Nieznany autor / Domena publiczna / Wikimedia Commons

Jedną z takich maszyn był samolot pasażerski Iljuszyn Ił-62, którego awarie przyczyniły się do dwóch największych katastrof lotniczych epoki PRL. Brał bowiem udział nie tylko we wspomnianej katastrofie w pobliżu warszawskiego lotniska Okęcie. Awaria tego typu samolotu doprowadziła również do tragedii w Lesie Kabackim, do której doszło kilka lat później. Te dwa zdarzenia, chociaż najbardziej dramatyczne w skutkach, nie były jedynymi, jakie pozostawiły trwały ślad na polskim lotnictwie. 

Katastrofa lotu Anny Jantar

Do katastrofy lotniczej na Okęciu doszło 14 marca 1980 roku o godzinie 11:15. Tego dnia samolot Polskich Linii Lotniczych LOT Ił-62 "Mikołaj Kopernik", lecący z Nowego Jorku do Warszawy, rozbił się w pobliżu stołecznego portu lotniczego. Zdarzenie pochłonęło w sumie 87 ofiar, wśród których znalazła się 30-letnia wówczas piosenkarka Anna Jantar. Na pokładzie znajdowali się nie tylko obywatele Polski, ale także USA, NRD czy ZSRR. W wypadku zginęło także czternastu członków pięściarskiej reprezentacji Stanów Zjednoczonych oraz osiem innych osób, związanych z organizacją USA Boxing. 

Redakcja poleca:33 lata "Rozmów kontrolowanych". "Czasem dziwi, z czego młodzi rechoczą"

"Mikołaj Kopernik", chociaż wystartował z opóźnieniem, wynikającym ze śnieżycy, panującej w Nowym Jorku, po wzbiciu się w powietrze leciał spokojnie aż do Warszawy. Gdy piloci przygotowywali się do lądowania, zauważyli świecącą się kontrolkę wysunięcia podwozia, którą zgłosili do wieży kontroli lotów. Podobna usterka występowała dość często w radzieckich samolotach i wymagała uwagi mechanika pokładowego. Zwykle jednak nie przerywano lądowania, podobnie było i tym razem.  

Podczas wykonywania manewru kontroler lotu wydał polecenie przejścia samolotu na wyższy pułap. Jednak w momencie zwiększania mocy silników doszło do pęknięcia wału turbiny jednego z silników, które ostatecznie doprowadziło do jej wybuchu. Odłamki rozerwanej części uszkodziły nie tylko cały silnik, ale także przebiły kadłub, doprowadzając do uszkodzenia układów sterowniczych. Awarii uległo również zasilanie czarnej skrzynki, przez co nie udało się zarejestrować ostatnich 26 sekund lotu. Niecałe trzydzieści sekund później bezwładna maszyna zaczęła ścinać drzewa prawym skrzydłem, aż w końcu rozbiła się na terenie fortu "Okęcie" Twierdzy Warszawa.

Radzieccy eksperci odrzucili raport

W celu zbadania okoliczności wypadku powołano komisję, która miała ostatecznie wskazać przyczyny katastrofy. Z raportu końcowego wynika, że przyczyną pęknięcia turbiny była wada konstrukcyjno-wykonawcza. Jednakże wysłany do Związku Radzieckiego raport został odrzucony, a wszelkie jego założenia podważone. Według tamtejszych ekspertów pęknięcie nie przyczyniło się do rozbicia samolotu, a było jednym z jego skutków.  

W końcowej fazie lotu, podczas podejścia samolotu do lądowania, nastąpiło zniszczenie turbiny lewego, wewnętrznego silnika na skutek niekorzystnego i przypadkowego zbiegu okoliczności i ukrytych wad materiałowo-technologicznych, które doprowadziły do przedwczesnego zmęczenia wału silnika. Częściami zniszczonej turbiny zostały uszkodzone dwa inne silniki i układy sterowania samolotem: ster wysokości i kierunku […] - napisano w odrzuconym przez Rosjan raporcie.

Po latach magazyn "Newsweek" opublikował informacje IPN-u, z których wynika, że do katastrofy przyczyniły się także zaniedbania ze strony Polskich Linii Lotniczych. Z danych Instytutu wynika, że przewoźnik zignorował problemy techniczne związane z silnikami, wykorzystywanymi w Iłach-62. Te, na skutek cięć budżetowych, nie zostały w odpowiednim czasie wymienione. 

Redakcja poleca:Ten artysta przerósł The Beatles. "Jest brytyjskim klejnotem"

Siedem lat później historia się powtórzyła

Siedem lat później, tj. 9 maja 1987 o godzinie 11:12, doszło do największej katastrofy lotniczej PRL, czyli tragedii w Lesie Kabackim. Wypadkowi uległa ta sama maszyna, lecz w nieco zmienionej wersji, czyli Iljuszyn Ił-62M, nosząca nazwę "Tadeusz Kościuszko". Samolot o numerze LO 5055, lecący na trasie Warszawa–Nowy Jork, rozbił się w trakcie podchodzenia do awaryjnego lądowania, które próbowano wykonać po awarii silników. 

Problemy statku powietrznego "Tadeusz Kościuszko" zaczęły się niedługo po wystartowaniu, a mianowicie około godziny 10:30, gdy załoga samolotu otrzymała polecenie zwiększenia pułapu lotu. Powtórzyła się wówczas sytuacja sprzed kilku lat. Po zwiększeniu mocy silników przez mechanika pokładowego doszło do awarii. Tym razem doszło do dekompresji kadłuba maszyny, utraty dwóch silników oraz pożaru Iła-62M. 

Dowódca załogi Zygmunt Pawlaczyk podjął decyzję o zmianie trasy lotu i zawróceniu maszyny do portu w Warszawie. Chociaż kilka minut później sygnalizacja w maszynie wskazała na ugaszenie pożaru, rozpoczęto awaryjne zrzucanie paliwa. Obniżona waga samolotu miała zminimalizować uszkodzenia, do których mogło dojść w przypadku awaryjnego lądowania. Wraz z upływającym czasem dostrzeżono kolejne usterki, w tym generatora prądu, który powodował między innymi nieprawidłowe działanie steru wysokości.

Rozważano więc wcześniejsze podejście do awaryjnego lądowania już na lotnisku Gdańsk-Rębiechowo. Dowódca "Kościuszki" zdecydował jednak o dalszym locie do stolicy. W pewnym momencie szykowano się także do lądowania na wojskowym lotnisku w Modlinie pod Warszawą. Jednak ze względu na problemy komunikacyjne oraz brak wystarczających informacji, dotyczących warunków, panujących na lądowisku, kapitan Pawlaczyk ostatecznie skierował maszynę na Okęcie. 

Rozległe uszkodzenia pojazdu zmusiły załogę do próby awaryjnego lądowania, którą podjęto kilka minut po godzinie 11:00. Dodatkowym utrudnieniem był brak możliwości wysunięcia podwozia, przez co pilot musiał wykonać lądowanie "na brzuchu" samolotu. Jednak wyniku postępującego pożaru kapitan Pawlaczyk nie był w stanie zapanować nad wahnięciami samolotu. Niedługo później Ił-62 zaczął ścinać drzewa Lasu Kabackiego, aż w końcu doszło do rozbicia maszyny. Siła uderzenia roztrzaskała statek na części, które zostały rozrzucone na przestrzeni kilkuset metrów. Doszło do zapłonu resztek paliwa i wybuchu pożaru w miejscu katastrofy. 

Najmroczniejszy cytat dla polskiego lotnictwa

Czarne skrzynki "Tadeusza Kościuszko" zarejestrowały ostatnie słowa pilota tuż przed rozbiciem Iła. Słowa: "Dobranoc, do widzenia! Cześć, giniemy!" stały się makabrycznym symbolem katastrofy w Lesie Kabackim. Nagranie zostało przerwane przez huk wytworzony w momencie uderzenia maszyny o ziemię.  

Wszystkie osoby, które znajdowały się na pokładzie "Tadeusza Kościuszki" zginęły na miejscu. Szczególny był jednak przypadek stewardesy Hanny Chęcińskiej, której zabrakło w momencie próby lądowania, co zauważyła pozostała część załogi. Jeden ze scenariuszy zdarzenia zakłada, że kobieta została wyssana na zewnątrz samolotu w chwili dekompresji kadłuba. Drugi zaś mówi o tym, że Chęcińska w momencie zderzenia z ziemią znajdowała się w pomieszczeniu technicznym i zginęła w pożarze tylnej części kadłuba. Jednak jej ciała nigdy nie odnaleziono, a dokładny moment jej śmierci nie został określony.  

Klątwa radzieckich samolotów trwała do upadku komunizmu

Te dwa wypadki z udziałem Iłów nie były jednak jedynymi. Równie pechowym był wąskokadłubowy samolot pasażerski An-24, który rozbijał się kilkukrotnie od końcówki lat 60. niemal do końca PRL. Większość z nich spowodowana była błędami pilotów, a najpoważniejszy z nich wydarzył się w kwietniu 1969 roku na stoku Policy, szczycie pasma, wchodzącego w skład Pasma Babiogórskiego.

Lot PLL LOT 165 rozpoczął się na warszawskim Okęciu i miał się zakończyć w krakowskim porcie lotniczym. Jednakże z niewyjaśnionych dotąd przyczyn samolot zboczył z trasy i rozbił się na zalesionym terenie niedaleko lotniska w Balicach. Niejasne pozostają również inne szczegóły dotyczące nieszczęśliwego lotu. Jedna z teorii głosi, iż piloci samolotu próbowali uciec z Polski, lecz ich plan zakończył się w nieprzewidziany, tragiczny sposób.  

W komunikacie dotyczącym wypadku jako oficjalne przyczyny podano między innymi błędy ludzkie, wady systemu czy naruszenia przepisów kierowania ruchem lotniczym. W 36. rocznicę wypadku na Policy postawiono pomnik upamiętniający ofiary katastrofy

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!