advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Maryla Rodowicz szczerze o dawnych zarobkach. Mowa o fortunie? Bynajmniej!

AM
3 min. czytania
26.02.2024 17:52
Zareaguj Reakcja

"Choć pamiętam, że kiedy przez całe lata 70. wynajmowałam mieszkania, czasem nie miałam na rachunek telefoniczny" - wyznała Maryla Rodowicz w jednym z wywiadów. Wszystko wskazuje na to, że królowa polskiej piosenki nie zawsze mogła pochwalić się wielką fortuną. Nie do wiary, jak w czasach PRL-u wyglądały jej zarobki.

Maryla Rodowicz zadebiutowała albumem studyjnym pod tytułem "Żyj mój świecie" na początku lat 70. XX wieku. Od tamtego czasu nagrała aż dwadzieścia polskojęzycznych płyt. W repertuarze artystki znajdują się takie ponadczasowe przeboje jak „Małgośka”, „Jadą wozy kolorowe”, „Sing Sing”, „Ale to już było” czy „Niech żyje bal”.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!

Gwiazda w 2017 roku obchodziła huczny jubileusz 50-lecia działalności artystycznej. Okrągłą rocznicę świętowała podczas 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu pod nazwą "Wariatka tańczy - 50 lat na scenie". Nic też dziwnego, że od pięciu dekad polską widownię nieustannie rozgrzewa temat zarobków piosenkarki. Okazuje się, że Maryla Rodowicz - u szczytu swojej kariery - wcale nie mogła nacieszyć się luksusem.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo...

Zobacz także: Gorące wieści o Kayah! Zrobi to po latach

mogła poszczycić się fortuną w czasach PRL-u?

Maryla Rodowicz w rozmowie z serwisem weekend.gazeta.pl zdradziła kulisy swoich pierwszych kroków w branży muzycznej. Wygląda na to, że gwiazda występowała przed laty na największych międzynarodowych scenach. Z sentymentem wspomniała o trasach zagranicznych, podczas których odwiedziła takie kraje jak Rosja, NRD, Czechosłowacja, Bułgaria, a nawet Kuba. Wyznała, że dawne realia zupełnie różniły się od dzisiejszych standardów.

- My z kolei, po całym dniu opalania, pływania, szalonych tańcach przy żywej muzyce, zostawaliśmy na noc w tym klubie, spaliśmy na dekoracjach. Słońce nas budziło o świcie. Pięknie było... - opowiadała Maryla Rodowicz. - A teraz wszystko mi przeszkadza. Muszę mieć klimatyzację, wygodne łóżko. W gorszych hotelach mają sztuczną, sztywną pościel, której nie cierpię. Poduszka twarda jak kamień - dodała dla portalu weekend.gazeta.pl.

Zobacz także: Doda i Smolasty pominięci! To rozczarowało duet

Maryla Rodowicz we wspomnianym wywiadzie opowiedziała również, w jaki sposób wyglądał system płac za zagraniczne koncerty. - "Po koncertach w demoludach pieniądze zwykle szły na konto Pagartu [Polska Agencja Artystyczna "Pagart" - przyp. red.], a stamtąd wypłacali nam wynagrodzenie w złotówkach" - mówiła gwiazda. Z kolei w Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech artyści otrzymywali gotówkę bezpośrednio po występach.

Zobacz także: Legendarne gwiazdy w wyjątkowym duecie. To zrobili na scenie!

Co ciekawe, na polskim podwórku funkcjonowały tzw. stawki ministerialne, które wypłacano w zależności od uzyskanej kategorii. Chociaż Maryla Rodowicz uzyskała najwyższą z nich, a mianowicie - kategorię "S", nie mogła nacieszyć się wysokimi zarobkami.

- Pieniądze były z tego marne, około 90 złotych. A myśmy i tak wrzucali wszystko do kapelusza, żeby kupić gitary czy wzmacniacze. Później, kiedy grałam już 30 koncertów miesięcznie, zarabiałam więcej niż moja mama - wyznała gwiazda dla weekend.gazeta.pl. - Choć pamiętam, że kiedy przez całe lata 70. wynajmowałam mieszkania, czasem nie miałam na rachunek telefoniczny. Zalegałam też z czynszem, więc któregoś dnia właściciel się włamał i ukradł mi adapter - dodała Maryla Rodowicz.

Zobacz także: Koniec plotek! Złamał serce Darii Zawiałow? Ta piosenka mówi wiele

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!