advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Eurowizja 2025. Osiągnęliby więcej niż Steczkowska? "Poziom był bardzo niski"

13 min. czytania
13.06.2025 06:35
Zareaguj Reakcja

Chrust to zespół, który mimo krótkiego stażu na polskiej scenie muzycznej zdążył podbić serca tysięcy słuchaczy. Muzycy szerszej publiczności dali się poznać podczas preselekcji do Konkursu Piosenki Eurowizji 2025. Jak powstała piosenka "Tempo", z którą walczyli o zwycięstwo? Nad czym teraz pracują? Gdzie będzie można spotkać formację? O tym zespół Chrust opowiedział w wywiadzie z dziennikarką serwisu ZłotePrzeboje.pl.

Wywiad z zespołem Chrust na ZlotePrzeboje.pl
fot. Anita Walczewska / East News
  • Chrust to grupa muzyczna grająca nowoczesną muzykę etniczną.
  • Jakiś czas temu zespół wydał swój drugi album "Przed Zmierzchem".
  • W rozmowie z dziennikarką ZlotePrzeboje.pl muzycy zdradzili plany na przyszłość. 

W 2021 roku w Gdańsku Małgorzata Oleszczuk, Karol Konop i Dariusz Mrozek postanowili zrealizować swoje muzyczne marzenia twrząc tym samym zespół Chrust. Jeszcze w tym samym roku grupa wydała swój debiutancki singiel "Hen za Rzeką". Rok później, w maju 2022 roku ukazał się ich pierwszy, w pełni autorski album "Chrust".

Autostradą z Gdańska do muzycznego świata

Szerszej publiczności zespół Chrust dał się poznać na początku br. Wówczas grupa wzięła udział w krajowych preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji 2025, zajmując czwarte miejsce z utworem "Tempo", który łączy folk, electropop oraz rock. Co było dalej? Udział w programie "Must Be the Music", premiera drugiego krążka oraz coraz śmielsze zaznaczanie swojej obecności na polskiej scenie muzycznej.

Jaka jest historia grupy, która gra nowoczesną muzykę etniczną? To jeden z tematów, jaki zespół Chrust poruszył w rozmowie z dziennikarką serwisu ZłotePrzeboje.pl. Muzycy opowiedzieli o swojej przygodzie z Eurowizją, programem "Must Be the Music", planach na najbliższą przyszłość, a także płytą "Przed Zmierzchem", której premiera miała miejsce 13 kwietnia.

Chrust – tak zaczęła się historia zespołu

Zofia Koszczyńska, dziennikarka serwisu ZłotePrzeboje.pl: Myślę, że to nie tylko mnie ciekawi, ale też czytelników, którzy może jeszcze nie mieli do końca zapoznać się z waszą twórczością. Skąd w ogóle pomysł na to, żeby założyć zespół? Jak się poznaliście?

Małgorzata Oleszczuk: To się bardzo naturalnie stało. To było tak, że Darek prowadzi szkołę muzyczną, więc zatrudnił mnie jako nauczyciela śpiewu i tak się poznaliśmy. W tym samym czasie mieszkał z Karolem i też tworzyli razem muzykę. Pewnego razu wyjechałam na plażę z ukulele, żeby się z nim trochę zapoznać i nauczyć na nim grać. Plumkałam na plaży w nocy, i wysyłałam Darkowi fragmenty, które udało mi się stworzyć, a następnego dnia dostałam od Karola już taką pełną wersję utworu i tak stwierdziliśmy, że w sumie to świetnie ze sobą koresponduje i postanowiliśmy założyć zespół.

Piosenka, o której mówisz, to było "Hen za rzeką", wasz debiutancki utwór?

M. O.: Tak, dokładnie

Skąd pomysł, żeby tworzyć muzykę w klimacie słowiańskim połączonym z nowoczesnością?

Karol Konop: Na pewno chcieliśmy robić coś po polsku. Brakowało nam trochę na scenie polskie takiej alternatywnej muzyki dobrze wyprodukowanej, rockowej, elektronicznej, ale jednak po polsku nie udającej, niewzorującej jakoś specjalnie na czymś. Chcieliśmy zrobić coś alternatywnego. Jak popatrzysz na to, jak wyglądamy, co gramy, to nie jesteśmy stricte zespołem ludowym, nie odtwarzamy pieśni ludowych, starych słowiańskich, tak, jak niektóre zespoły. Inspirujemy się kulturą ludową, ale de facto tworzymy coś nowoczesnego.

Monika Kutkowska / Materiały prasowe zespołu Chrust
fot. Monika Kutkowska / Materiały prasowe zespołu Chrust

M. O.: Wyszło też tak dlatego, że każdy z nas trochę miłuje się w innym stylu muzyki. Karol na przykład bardzo słucha elektronicznej muzyki, techno. Ja jestem właśnie tą stroną folkową, którą przywiozłam ze wschodu naszej Polski kochanej, a Dariusz jest mocno rockowy. W połączaniu po prostu wyszedł nam Chrust.

K. K.: Wszyscy utrwalają to z folkiem, choć nie do końca jest to prawda. Folk z definicji jest muzyką nowoczesną, inspirowaną muzyką ludową. Ludzie oczekują akordeonu. Więc jeśli myślimy stereotypami, które ludzie sobie wytworzyli, no to nie jest taki czysty folk biesiadny, którego ludzie oczekują, słysząc, że przyjeżdża kapela folkowa. Ale mieszamy te style.

Oglądaj

Jesteście jednym z zespołów, które sięgają po muzykę ludową. Wydaje mi się, że teraz jest coraz więcej zespołów, wokalistów, którzy sięgają do tych polskich korzeni.

K. K.: Wydaje mi się, że minął taki okres post PRL-owskiego zachwytu tym, co z zagranicy. Wydaje mi się, że to był taki głód tego wszystkiego, czego wcześniej nie było. Ale tak, jak w większości przypadków się okazuje, nie wszystko, co przychodzi z zagranicy, jest takie fajne. Te nasze rzeczy pokazują jakąś wartość, reprezentują coś ciekawego na arenie międzynarodowej. Myślę, że to jest taki po prostu okres dojrzewania kultury.

Eurowizja 2025. Ten utwór zrobił furorę

Mówiąc o arenie międzynarodowej, nie sposób nie wspomnieć o Eurowizji 2025 i o preselekcjach, w których mieliście okazję wziąć udział z utworem "Tempo". Jaka jest historia tej piosenki?

M. O.: To Darek jest głównym twórcą tekstu do piosenki. Pracuje w straży granicznej, więc został wydelegowany. To były trudne czasy dla Polski, bo był kryzys migracyjny, końcówka pandemii. To wszystko skumulowało się w jednym czasie.

Darek z jednej strony musiał tam być i wiedział, że to jest jego powinność, a z drugiej siedział akurat w fiacie Panda, bo padało i kontrolował granicę z poziomu samochodu i zastanawiał się po prostu nad tym wszystkim, co on, jako człowiek, jako muzyk, jako on, robi na tej granicy?

Kim on jest, żeby w ogóle to kontrolować? Czy chce tam w ogóle być, czy nie chce? Z jednej strony jest właśnie w tym samochodzie, po drugiej stronie Polski ma swoją żonę, za którą tęskni, swoich przyjaciół, swój dom i było mu bardzo ciężko, więc po prostu wziął się za pisanie wyznania i przelał na papier.

Agnieszka Piasecka / Materiały prasowe zespołu Chrust
fot. Agnieszka Piasecka / Materiały prasowe zespołu Chrust

Od żartów na ogólnopolską scenę? Tak zgłosili się na Eurowizję

K. K.: A jak to się stało, że się zgłosiliśmy? Z żartu się to wzięło! Na początku nie braliśmy w ogóle pod uwagę takiej opcji, żebyśmy mogli się dostać na Eurowizję albo żeby w ogóle nas wzięto pod uwagę, bo stwierdziliśmy, że jesteśmy za mali i że ta muzyka jest trochę za bardzo alternatywna.

M. O.: Rok wcześniej oglądaliśmy Eurowizję, między koncertami i siedzieliśmy w jakiejś wiosce w hoteliku i akurat leciała Eurowizja. W pewnym momencie stwierdziłam zrobię taką “storkę”, że Chrust na Eurowizję. Zrobiłam grafikę z naszym zdjęciem i z ich identyfikacją. Napisałam "Chrust podczas Eurowizji" i ludzie po prostu oszaleli. Mieliśmy chyba najwięcej reakcji na social mediach naszych, że tak "zgłaszajcie się", "ale to byłby szał", "to byłby jedyny słuszny reprezentant Polski".

Od śmiechu przeszło do poważnej dyskusji?

M.O.: Tak. Zaczęliśmy rozmawiać, że może faktycznie spróbujemy się kiedyś zgłosić, a potem okazało się, że Krzysiu Polkowski, nasz przyjaciel też siedzi i ogląda, też wrzuca jakieś relacje i postanowiliśmy, że może kiedyś spróbujemy z nim współpracować, żeby stworzyć jakiś utwór, który być może się spodoba na Eurowizji.

No i tak się też stało. Spotkaliśmy się. Od słowa, do słowa, od żartu do żartu i suma summarum żeśmy się spotkali, żeby to nagrać i wysłaliśmy. Wysłaliśmy i w sumie też chyba dwa dni przed końcem zgłoszeń, także to było bardzo wszystko takie na wariata i no udało się. Czwarte miejsce.

Oglądaj

Czyli ta piosenka nie była stricte pisana pod Eurowizję, tylko po prostu wyszła z serducha i później została w jakiś tam sposób przerobiona, tak, żeby pasowała pod Eurowizję?

M. O.: Ona leżała w szufladzie długo. Darek napisał ten tekst, on sobie leżał. Zrobiliśmy jakieś próby podejścia do tego, ale nie do końca. Zrobiliśmy szkic z melodią, z rytmem, ty napisałeś też motyw "dana, dana" i on faktycznie przeleżał długo z nami w szufladzie.

W końcu poprosiliśmy o pomoc Krzysia Falkowskiego i on dopieścił tę piosenkę. Zrobił z niej kompletny utwór, dopisując kolejne części. On dopisał właśnie ten spokojny fragment i stwierdziliśmy, że to jest dopiero wersja, którą chcielibyśmy pokazać światu i ją zgłosić.

"Praca w telewizji jest męcząca fizycznie"

Planujecie kolejne preselekcje, czy na razie nie ma takich planów?

K. K.: Trwają dyskusje w zespole. To jest drenujące doświadczenie. Ogólnie praca w telewizji jest dosyć męcząca fizycznie. Dostajesz za to pieniądze, które ledwo pokrywają koszta całego przedsięwzięcia. Próby są przeważnie od rana do nocy, nagrania są od rana do nocy. Oczywiście Telewizja Polska bardzo się stara, żeby to wszystko było wygodne. Niemniej jednak praca w telewizji jest męcząca.

M. O.: Mamy nowych fanów, którzy już z nami zostaną i zresztą tak się zdeklarowali. Do dziś dostajemy naprawdę ciepłe wiadomości związane z preselekcjami. Także ogólnie bardzo pozytywnie odebraliśmy to wszystko.

K. K.: Trzeba w to włożyć dużo pracy, wszystko zaplanować i przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy w stanie tym razem pogodzić to z naszym prywatnym życiem. Bo wtedy tego nie zrobiliśmy. Nie zadaliśmy sobie tego pytania i było ciężko. Przede wszystkim musimy napisać utwór, który faktycznie uznamy za godny reprezentowania naszego kraju.

Umówmy się, to nie może być byle co, bo to, że umiemy ładnie coś zagrać, nie znaczy, że to będzie naprawdę godne reprezentacji naszego kraju. Musimy mieć utwór i wtedy się będziemy też zastanawiać czy się zgłosimy, czy nie, a też musimy czekać na decyzję Polski, czy przyszłym roku weźmie udział, bo jest teraz bardzo duże zamieszanie.

Czyli oglądaliście Eurowizję 2025?

M. O.: Ja półfinały oglądałam wszystkie i to też z przyjaciółmi, z którymi się zgadywałam, a finał oglądaliśmy w samochodzie, wracając z koncertu.

Chrust wprost o konkurencji. To myślą o Justynie Steczkowskiej

Jak oceniacie Justynę Steczkowską? Bo też przemyciła trochę tej polskiej kultury w tej piosence.

M. O.: Wydaje mi się, że zasłużyła naprawdę na dużo wyższe miejsce podczas całego widowiska w finale. Przykro jest mi to stwierdzić, ale naprawdę poziom był bardzo niski, jeśli chodzi o całą Eurowizję 2025. Justyna naprawdę zrobiła porządną robotę. Naprawdę mocno jej kibicowaliśmy.

Byłam pewna, że ona będzie w “top 5”. Niestety po prostu tak nas ci jurorzy z różnych krajów załatwili. Zresztą widzowie sami pokazali ilością punktów, którą przyznali Polakom, że też im się Justyna naprawdę podobała, także nie wiemy, co poszło nie tak.

K.K.: Eurowizja to jest dość kontrowersyjne przedsięwzięcie. Justyna naprawdę zrobiła dobrą robotę. Zrobiła eurowizyjne show. Bardzo dobrze jakościowo to wykonali - i tancerze, i ona. Śpiewała, biegała, wszystko robiła na tej scenie. Przedstawiła Polskę w bardzo dobrym świetle.

Materiały prasowe zespołu Chrust
fot. Materiały prasowe zespołu Chrust

"Must Be the Music" otworzyło im drzwi do świata show-biznesu?

Ale te preselekcje, to też nie było jedyne duże wydarzenie w tym roku, w którym braliście udział, bo przecież był jeszcze "Must Be the Music".

K. K.: Tak jest. Tak, no polecieliśmy trochę w telewizję tym roku. Zdradzę ci, że planujemy jeszcze się zgłosić do "Familiady" (śmiech)! "Must Be the Music" to było bardzo sympatyczne przedsięwzięcie. Znowu praca w telewizji, czekasz 8 godzin, żeby cię nakręcili 15 minut, a potem czekasz 6 godzin, żeby cię nakręcili 20 minut.

Ale jurorzy dali cztery razy "tak". Udało się!

K.K.: Tak. Cztery razy "tak". I to jest na pewno wynagradzające. Nie dość, że cztery razy na "tak", to od każdego z jurorów dostaliśmy taką małą litanię planu pokładowego, której nie pokazano niestety w telewizji.

M.O.: Nie został pokazany nasz cały występ, co było bardzo krzywdzące. Sam Karpiel-Bułecka został pokazany, jak mówi: "Fajne, to przejście z tej spokojnej części na energiczną". Ale w ogóle nie było tej spokojnej części pokazanej, bo ją wycięli. No i szkoda, że nie dali dojść do głosu na wizji wszystkim jurorom, którzy naprawdę mówili ciekawe rzeczy do nas po naszym występie.

Dali fajną analizę i merytoryczny feedback od nich. No ale telewizja się rządzi swoimi prawami. Wzięliśmy w tym udział głównie po to, żeby po prostu pokazać nasz zespół szerszej publiczności. I to się udało, więc cel został osiągnięty.

Nie mieliśmy żadnych oczekiwań względem tego, czy się dostaniemy dalej, czy nie. Natomiast to, że dostaliśmy cztery razy "tak", jest dla nas naprawdę pozytywnym odzewem, zwłaszcza u tak doświadczonych muzyków, jakich mieliśmy przed sobą w jury.

Oglądaj

Nowy album zespołu Chrust - tak wygląda praca nad płytą

No dobrze, no to teraz przejdziemy do tematu najnowszej płyty "Przed Zmierzchem", której premiera miała miejsce 13 kwietnia. Na albumie znalazł się wspomniany już utwór "Tempo". Czy praca nad drugą płytą była trudniejsza, czy łatwiejsza? Czy w ogóle nie da się tego porównać?

M.O.: Praca była inna, bo nauczyliśmy się trochę ze sobą rozmawiać i trochę iść na kompromisy. Teraz jesteśmy już po pięciu latach przyjaźni, można to tak nazwać szczerze, więc też znamy się na tyle i wiemy, kto jak mniej więcej reaguje na różne rzeczy. Wyszliśmy z takiego okresu, gdzie się "obrażamy" na siebie i po prostu moja racja jest największą racją, tylko faktycznie dyskutujemy.

K.K.: Przy pierwszej płycie chyba co utwór były jakieś takie starcia. Tutaj było może jeden dwa na album. No ale to też wynika z tego po prostu, że każdy wierzy i chce zrobić to tak, jak czuje w sobie najlepiej, a to się czasami mija z tym, co ta osoba obok uważa, że jest najlepiej. To nie z zawiści, tylko z chęci tego, żeby wyprodukować możliwie coś najlepszego.

Na albumie mieliśmy świetnych gości, czyli Czesia (Czesław Mozil), Patrycję Mizerską, Szymona Lipińskiego, Liubou Tsadzilę... Fajnie jest, jak są tacy goście i są tacy zaangażowani, ale to też jest 50 proc. dodatkowej pracy. Ale odpowiadając na pytanie, myślę, że praca była łatwiejsza nad drugim albumem, bo się bardziej znamy i lepiej komunikujemy.

Sebastian Bertnatowicz / Materiały prasowe zespołu Chrust
fot. Sebastian Bertnatowicz / Materiały prasowe zespołu Chrust

Kto pracował przy płycie?

My wszystko robimy sami. Wszystko piszemy sami, nagrywamy, robimy swój marketing, trasy i tak dalej i tak dalej. Więc no niestety coś gdzieś czasem umknie. Ale ja jestem bardzo dumny z nas i zadowolony z tego, jaką gdzieś tam jakość produkujemy wszystkiego. Nie udało nam się chyba dostatecznie dobrze zakomunikować tego, że na płycie fizycznej jest dwa razy więcej materiału.

Tak, są tam dodatkowo przejścia między utworami.

K.K.: Są intermedia i są dodatkowe wiersze nagrane. Jest jeden utwór Darka, który jest tak jakby całym utworem dodatkowym. Na streamingach tego nie ma. Nie wiemy, jak to zrobić organizacyjnie. To dla mnie był taki fajny eksperyment, bo łączenie tego, to było głównie gdzieś tam moje zadanie. Myślę, że będziemy w to iść dalej, taką mam nadzieję. Podoba mi się ten koncept i mam ochotę go rozwinąć.

M.O.: Na pierwszej płycie była zaangażowana rodzina Karola, teraz jest moja rodzinka, bo też tak to trochę pomieszaliśmy.

Czyli pośrednio cała rodzina była zaangażowana w tworzenie tej płyty?

K.K.: Tak, jeździliśmy z dyktafonem po rodzinie. Gosia po dziadkach - kazała im czytać wierszyki i opowiadać. Ja po dzieciach.

A czy w ogóle macie jakąś ulubioną piosenkę z drugiej płyty, czy tak się nie da? Czy to jest tak jak z dziećmi, że nie można wybrać jednego ulubionego?

M. O.: Można wybrać, ale nie można im mówić. Żartuję oczywiście. Wszystkie dzieci nasze są. Ja ukochałam sobie chyba "Gdybym ci ja była", przez to, że to jest takie bardzo naturalne, dzięki naszym gościom, którzy uraczyli nas akordeonem, klarnetem basowym, klarnetem fletami i tak dalej. To wszystko wydało mi się bardzo glezmersko-bałkańsko-polkowe, nie wiem, jak to nazwać, ale uwielbiam takie klimaty. Ten utwór też bardzo płynnie nam wyszedł. Bardzo szybko powstał.

K. K.: Tak, dla mnie chyba też, chyba może z innych powodów, ale "Gdyby mi ci ja była", bo ja znowu te wszystkie ciężkie „kloce” co tam są, to są moje. Jak słucham tej płyty, to fajnie posłuchać czegoś lżejszego.

M. O.: Bardzo mocno podoba mi się też "Spokój", bo gramy go już bardzo długo, a on faktycznie ewoluuje razem z nami i teraz gramy go trochę w innej wersji, niż te dwa lata temu, jak zaczynaliśmy, więc on też bardzo dojrzał ten utwór razem z nami. Także spokój też, czy też bym dołożyła do tej, do tej puli "najulubieńszych".

Oglądaj

Na płycie jest bardzo dużo gości. Wśród utworów wybija się "Róża", do której został zaproszony Czesław Mozil. Jak to się w ogóle stało? Skąd taki pomysł?

M. O.: Sytuacja z Czesiem wyglądała w ten sposób, że ja kiedyś na naszym pierwszym ever graniu, czyli konkurs Fest Muza w Olsztynie chyba w 2022 roku, dostaliśmy nagrodę pojechania na obóz z ZAIKS-u. To był obóz, na który zapraszani są goście specjalni, którzy mają z tobą stworzyć piosenkę. I między innymi był tam Czesław Mozil.

Postanowiliśmy, że ja pojadę. Nigdy w życiu nie spotkałam się z nim w żadnym z pokoi, w których trzeba było otworzyć te piosenki, tylko się spotkaliśmy na takim tak zwanym odsłuchu piosenek. Czesław Mozil siedział za mną i poleciała piosenka, w której on śpiewał, a ja za każdym razem, kiedy słyszę teraz głos Czesława Mozila, to po prostu przed oczami mam tego kochanego bałwanka Olafa.

Jak leciał jego głos w takim poważnym tekście, to ja odwróciłam się do niego i powiedziałam: "Tu chyba jakiś Olaf śpiewa". I on wtedy mówi: "He, znam kolesia, podobno fajny typ". To była cała nasza interakcja podczas tego obozu. To wszystko. Później zapomnieliśmy w ogóle, że już byłam obozie i Karol wysłał nam któregoś razu piosenkę, którą napisał w bardzo surowej wersji tylko ukulele i jego śpiew.

Te utwory powstały podczas terapii. "Teksty nosiłem do psychologa"

K. K.: Ja większość tych tekstów tworzyłem w czasie mojej sześcioletniej terapii psychoanalitycznej. Teksty nosiłem do psychologa i je z nim omawiałem, żeby gdzieś znaleźć to, co się we mnie kotłuje. To był pierwszy utwór, który próbowałem napisać wbrew sobie.

Wszystko, co pisałem, to było bezpośrednie pisanie tego, co przeżywam, przeważnie z punktu widzenia mężczyzny, interpersonalne, osobowe. I myślę "a spróbuję napisać coś zupełnie od siebie" właśnie, daleko od swojego prywatnego życia.

M. O.: Słuchając od pierwszych dźwięków tego, co wysłał Karol, mówię "kurde słyszę tam akordeon". I nagle wchodzi śpiew i myślę "Boże ja słyszę głos Czesława Mozila". Nie słyszałam w ogóle, żeby ktokolwiek inny mógł to wykonywać niż jak Czesław Mozil z Karolem w duecie.

Piszę do chłopaków: "Słuchajcie, szalony pomysł. Ja tam słyszę Czesława Mozila i jego akordeon, jego śpiew w duecie z Karolem”. Karol mówi: "Nie, to dobra, to niech śpiewa wszystko". Więc napisałam do niego na Facebooku, że się znamy z ZAIKS-u, z tego obozu i że mamy taki pomysł szalony z naszym zespołem, żeby zaśpiewał razem z nami.

Wysłałam mu próbkę, którą nam podesłał Karol i oczywiście teksty z akordami, żeby przesłuchał i zdecydował czy chce to zrobić, czy nie, a on odpisał, że absolutnie podoba mu się to. On w to wchodzi, podpisze się pod tym rękoma, nogami i robimy to. Długa historia, ale warta opowiadania moim zdaniem.

Oglądaj

A macie jakiegoś artystę, z którym bardzo chcielibyście pracować? Jakieś takie marzenie na przyszłość?

M. O.: Wydaje mi się, że ja bym bardzo chciała wziąć udział kiedyś w pieśniach współczesnych Miuosha. Myślę, że to byłoby fantastyczne przeżycie. On współpracuje z fenomenalnymi kompozytorami, aranżerami, z fantastycznymi gośćmi i z orkiestrą całą.

Wydaje mi się, że moglibyśmy naprawdę odnaleźć się w takiej odsłonie i no ja byłabym naprawdę zauroczona taką czcią pracy, więc wydaje mi się, że Miuosh i jego projekty będą piękne.

K. K.: Mnie bardziej chyba jara odkrywanie. Na przykład tak, jak nagraliśmy z Liubou z Szymkiem. Ja nie jestem muzykiem z wykształcenia i trzymam się swojego poletka syntezatorowego. Fajnie jest mi odnajdywać takie ciekawe połączenia, jak Czesław z akordeonem. Nie mam nikogo takiego konkretnego, ale szukam jakichś ciekawych nowych połączeń.

Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

K. K.: Praca, bo my wszyscy pracujemy na etacie, więc od poniedziałku do piątku korpo. Większość koncertów, które gramy, to są koncerty darmowe. To są koncerty organizowane w ramach jakichś tam imprez gminnych. Trochę nam tego potrzeba, trochę stęskniliśmy się za graniem.

M.O.: U nas jakby utwory piszą się pod wpływem chwili przede wszystkim. Zbieramy te utwory w jednym miejscu. Każdy, kto ma jakiś pomysł, wrzuca to na dysk. Niektóre utwory mają już po dwa, trzy lata, więc to się tak sukcesywnie zbiera. Podejrzewam, że do naszej najbliższej przyszłości również będzie się zaliczać tworzenie nowych piosenek.

M. O.: Nasza współpraca z Krzysztofem Falkowskim się nie skończyła na Eurowizji i to nas to cieszy. Mamy także w planie, żeby nasze utwory zarejestrować w wersjach orkiestrowych. Bardzo nam się marzy właśnie taka trasa, nie wiem, może pięć, cztery koncerty takie konkretne w salach koncertowych albo w filharmoniach z takim pełnym orkiestrowym składem. Myślę, że to by było też świetne. To moje marzenie.

K. K.: Pomysłów mamy aż nadto.

Trzymam kciuki, żeby wszystkie zostały zrealizowane! Dziękuję za rozmowę.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!