Włącz radio

Był gwiazdą "Misia" i w PRL bawił do łez. Polacy nie mieli pojęcia o tragedii

4 min. czytania
20.10.2025 08:32
Zareaguj Reakcja

Jerzy Turek należał do tych aktorów, którzy potrafili jednym gestem czy spojrzeniem zapisać się w historii polskiego kina. Choć na ekranie często grał postaci pełne humoru i ciepła, jego prywatne życie naznaczone było zarówno wielką miłością, jak i dramatem, którego nigdy nie udało mu się zapomnieć.

Jerzy Turek. Spotkanie, które odmieniło życie
fot. kadry z filmów i seriali
  • Jerzy Turek to aktor znany z kultowego "Misia" i "Kogla-mogla".
  • Za kulisami sławy krył się człowiek cichy, skromny i głęboko oddany rodzinie.
  • Choć los go nie oszczędzał, do końca pozostał wierny swoim wartościom.

Jerzy Turek, znany z niezapomnianych ról w filmach z okresu PRL, zapisał się w pamięci Polaków jako niepodrabialny Jarząbek w kultowym "Misiu", nieprzejednany Zenon Solski z "Kogla-mogla" czy rozczulający listonosz Józef ze Złotopolic. Prywatnie przez całe życie pozostał wierny jednej kobiecie. Jego małżeństwo z Lesią przetrwało niemal pół wieku – mimo ogromnej tragedii rodzinnej, jaką przyniósł los.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz PRL. Pamiętasz film "Miś"? Tylko geniusz zgarnie 16/20!

1/20 Dokończ tekst. "Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie!"
Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza, dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu "Tęcza". Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!

"To jeszcze ja – Jarząbek Wacław, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam! To śpiewałem ja – Jarząbek" - brzmi najbardziej kultowy cytat Jerzego Turka.

Choć widzowie zapamiętali go przede wszystkim z roli wiernego prezesowi, prywatnie Jerzy Turek potrafił być równie lojalny i oddany – szczególnie wobec swojej ukochanej żony.

Scenariusz jak z filmu

Historia ich spotkania przypomina scenariusz filmowy, w którym los splótł drogi młodego Jerzego Turka i zagubionej, uciekającej przed dotychczasowym życiem dziewczyny w sposób zupełnie nieprzypadkowy.

Bolesława Masłowska miała zaledwie 16 lat, gdy zdecydowała się wyruszyć z rodzinnej Nowej Wsi na Wileńszczyźnie w poszukiwaniu lepszego życia w Polsce. Trafiła do Lądka-Zdroju, gdzie dzięki pomocy stryja podjęła pracę jako kelnerka w ośrodku Funduszu Wczasów Pracowniczych. Przypadek sprawił, że w tym samym czasie w okolicy kręcono film "Baza ludzi umarłych". W ośrodku zatrzymała się ekipa filmowa, w której był m.in. Roman Kłosowski.

Aktor, poruszony historią młodej dziewczyny, zaproponował jej wyjazd do Warszawy. Wraz z żoną Krystyną Kłosowską przyjęli Lesię pod swój dach i traktowali ją jak członka rodziny. Dziewczyna pomagała im w opiece nad małym Tomkiem, a jednocześnie kontynuowała naukę.

Jerzy Turek. Spotkanie, które odmieniło życie

To właśnie w domu Kłosowskich doszło do spotkania, które na zawsze odmieniło losy Lesi. Na jednym z towarzyskich spotkań pojawił się młody aktor – Jerzy Turek. Wówczas miał 24 lata i dopiero rozpoczynał swoją artystyczną drogę. Urok i wdzięk Bolesławy od razu zwróciły jego uwagę. Choć początkowo dziewczyna nie odwzajemniała zainteresowania, z czasem uległa, pod wrażeniem jego wytrwałości.

Między nimi szybko zrodziło się uczucie, które przerodziło się w miłość. Mimo że Krystyna Kłosowska miała do Jerzego Turka żal, że "odciąga Lesię od książek", młodzi byli pewni, że chcą spędzić życie razem.

6 października 1962 roku powiedzieli sobie "tak" w warszawskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Kilka dni później odbył się ślub kościelny w parafii św. Augustyna na Nowolipkach.

Redakcja poleca

Trudne początki rodzinnego szczęścia

Małżonkowie - Jerzy Turek i Bolesława Masłowska - zaczynali skromnie. Mieszkali w wynajmowanej kawalerce, starając się pogodzić obowiązki zawodowe i domowe. Dwa lata po ślubie, 20 marca 1964 roku, ich życie odmieniło się po raz kolejny – na świecie pojawili się bliźniacy, Piotr i Paweł.

Jerzy Turek, wówczas aktor Teatru Polskiego, mógł liczyć na pomoc środowiska. Kolega po fachu Mariusz Dmochowski, dzięki swoim wpływom, załatwił im mieszkanie w Warszawie przy Parku Sowińskiego. Bolesława, poświęcając własne ambicje zawodowe, zrezygnowała ze studiów chemicznych i zajęła się wychowaniem synów.

Cios, po którym nigdy się nie podniósł

Ich rodzinne szczęście przerwała tragedia. W wieku 13 lat jeden z bliźniaków, Paweł, ciężko zachorował. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować. Strata była ciosem, z którego Jerzy Turek nigdy się nie otrząsnął.

Cieszyłem się, że idę spać, bo wtedy rozmawialiśmy, bawiliśmy się, planowaliśmy, tak jakby żył. [...] Mówią, że jak człowiek umiera, to nie ma nic, a to nieprawda - mówił w rozmowie z autorem książki "Zapatrzeni".

Aktor wielokrotnie przyznawał, że to wydarzenie całkowicie go odmieniło: "Do czterdziestego roku życia byłem zupełnie innym człowiekiem. Zanim syn mi zmarł. Od tego czasu życie mi się straszliwie zmieniło. Z takim garbem już się do śmierci chodzi, nie pogodzę się z tym aż do końca" - wyznał.

Redakcja poleca

Jerzy Turek i miłość silniejsza niż śmierć

Mimo bólu i cierpienia, które zostały z rodziną na zawsze, Jerzy Turek i jego żona trwali przy sobie do końca. Aktor w niemal każdym wywiadzie podkreślał, że Lesia była jego największym oparciem. "Lepszej żony nie mogłem sobie wymarzyć" - mówił w rozmowie z Echem Dnia.

W ostatnich latach aktor występował głównie w serialu Złotopolscy, gdzie wcielał się w listonosza Józefa. Zrezygnował z roli z powodów zdrowotnych.

Jerzy Turek zmarł 14 lutego 2010 roku. Zgodnie z jego wolą został pochowany obok ukochanego syna Pawła na cmentarzu w Kobyłce pod Warszawą.

Oglądaj