Z tą decyzją Egurrola nie może się pogodzić. "On chce tam umrzeć"
Szczera rozmowa w radiu odsłoniła mniej znaną stronę Agustina Egurroli – zamiast energii i scenicznego temperamentu pojawiły się refleksje o rodzinie, tęsknocie i trudnych realiach życia na Kubie, które rzuciły cień nawet na egzotyczne wakacje.
- Agustin Egurrola przyznał, że wyjazd do Miami i na Bahamy miał głębszy cel.
- Opowiedział o dramatycznej sytuacji na Kubie, przywołując historię ojca.
- Artysta mówił o wdzięczności za rodzinę i potrzebie zatrzymania się w codziennym pędzie.
W sobotnie popołudnie na antenie Radia Złote Przeboje padło wiele słów, które, choć wypowiedziane w lekkiej, wakacyjnej atmosferze, niosły ze sobą zaskakująco dużo emocji. Agustin Egurrola, znany ze swojego temperamentu i scenicznej energii, tym razem odsłonił znacznie bardziej refleksyjną stronę. A wszystko zaczęło się niewinnie – od rozmowy o urlopie, który szybko okazał się czymś więcej niż tylko chwilą oddechu.
W audycji "Weekend jak marzenie" Marzena Rogalska rozmawiała z polskim tancerzem i choreografem, synem kubańskiego lekarza weterynarii i polskiej tłumaczki języka hiszpańskiego. Agustin Egurrola odpowiadał za oprawę taneczną m.in. "Tańca z gwiazdami", "The Voice of Poland", "Jaka to melodia?", był jednym z jurorów "You Can Dance - Po prostu tańcz" oraz "Mam talent!". Nic więc dziwnego, że "wyrwanie" urlopu to dla niego nie lada wyzwanie.
Dwa tygodnie w Miami i na Bahamach udało się wyrwać. W międzyczasie jeszcze rejs statkiem, więc, jak na prawdziwego pracoholika przystało, każdy dzień był wypełniony do granic możliwości. Moja żona wszystko planowała, ale dzięki temu nie było tego niepokoju, który często pojawia się u osób uzależnionych od pracy, gdy nagle zostają od niej odcięte. Tyle się działo, tyle emocji, tyle bodźców i fantastycznych ludzi, których spotkałem – to było naprawdę cudowne - opowiadał Marzenie Rogalskiej.
Agustin Egurrola chciał być jak najbliżej ojca
Choć mogłoby się wydawać, że egzotyczna podróż to wyłącznie beztroska, Agustin Egurrola nie ukrywał, że za kulisami tej wyprawy kryło się coś znacznie głębszego. W rozmowie szybko pojawił się wątek rodzinny, który – jak się okazało – wciąż pozostaje dla niego niezwykle bolesny i aktualny.
Tak naprawdę wybierałem się, żeby odwiedzić ojca, ale sytuacja była taka, że nie było samolotów. Chciałem wykorzystać ten czas, więc zdecydowałem się na Miami. Byłem blisko niego, byliśmy na telefonie, rozmawialiśmy, bo wiem, jaka jest sytuacja. Trochę poczułem się jak na Kubie, ale w takiej Kubie, która będzie wolna. Każdego dnia myślałem o nim, wysyłałem SMS-y, pytałem, co się dzieje, czy czegoś potrzebują. Byłem tak blisko, a jednocześnie tak daleko, bo nie mogłem po prostu wsiąść w samolot i do niego polecieć - mówił pełen żalu.
Przypomnijmy, sytuacja geopolityczna na Kubie jest krytyczna. Trwa tam najgorszy kryzys gospodarczy od czasów rewolucji, związany z rosnącym napięciem w relacjach z USA oraz zagrożeniem humanitarnym. Wyspa znajduje się w stanie głębokiego niedoboru surowców, energii i żywności.
Kuba. Idealizm kontra rzeczywistość
Opowieść Agustina Egurroli nabrała jeszcze bardziej osobistego tonu, gdy wspomniał o sytuacji swojego ojca i realiach życia na wyspie. W jego słowach wybrzmiewała nie tylko troska, ale i gorzka refleksja nad losem całego narodu.
Ojciec ma dwa fakultety, doktorat, a jego emerytura to osiem dolarów. Bohater rewolucji kubańskiej... Taka ironia losu. Jak z nim rozmawiałem, powiedziałem: "Tato, coś ta rewolucja wam nie wyszła". A on odpowiedział, że rewolucja się udała, tylko ludzie zawiedli. Uważa, że to ludzie nie dowieźli tych ideałów, że byli za słabi, że się poddali, że wkradło się za dużo małości, chciwości i różnych pokus. I że nie udało im się tego wprowadzić w życie tak, jak sobie wyobrażali - opowiadał na antenie Radia Złote Przeboje.
W dalszej części rozmowy artysta – już bez typowej dla siebie lekkości – próbował zmierzyć się z tymi słowami i nadać im szerszy kontekst. Nie zabrakło też wątku, który szczególnie poruszył słuchaczy, a mianowicie decyzji ojca o pozostaniu na Kubie mimo dramatycznych warunków. Egurrola mówił o tym z wyraźnym wzruszeniem, nie kryjąc jednocześnie wewnętrznego rozdarcia.
Mówię mu: "Tato, mógłbyś zamieszkać w Polsce, żyć spokojnie, cieszyć się życiem, nie martwić się o podstawowe rzeczy". A on odpowiada, że Kuba to jego miejsce na ziemi i że chce tam umrzeć, że to jego ojczyzna i największa miłość. Jest prawdziwym patriotą i mimo że wszystko się wali, mimo że życie tam jest bardzo trudne, on nie ucieknie z tego statku. I ja mam to cały czas w głowie, tę świadomość, że on tam jest, że ci ludzie są odcięci od świata i po prostu czekają - dodał.
Piękno, które dostrzega w codzienności
W tej szczerej rozmowie nie zabrakło jednak również pozytywnych wątków, które pokazały zupełnie inne oblicze Agustina Egurroli. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat jego codzienności – i tu pojawiło się zaskakująco dużo czułości.
To jest naprawdę najlepszy czas w moim życiu. Czuję ogromną radość i wdzięczność, staram się sobie to powtarzać każdego dnia, chociaż jestem w ciągłym pędzie i mam kolejne marzenia. Mówię sobie: "Agustin, nie zapominaj się zatrzymać i cieszyć tym, co już masz". A mam cudowną, mądrą i piękną żonę Dianę i dwójkę dzieci. I łapię się na tym, że za mało dziękuję za to wszystko. Czasem widzę mojego syna, jak biegnie obok mnie, i myślę: "To jest najcudowniejsze, co mogłeś w życiu osiągnąć" - przyznał z rozbrajającą szczerością.
Obejrzyj cały wywiad:
Źródło: ZlotePrzeboje.pl