advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Obejrzałam film "Ministranci". Czy słusznie wygrał Złote Lwy? [RECENZJA]

4 min. czytania
20.11.2025 13:44
Zareaguj Reakcja

21 listopada do kin trafił film "Ministranci". Produkcja w reżyserii Piotra Domalewskiego wygrała zarówno Złote Lwy jak i Nagrodę Publiczności ma 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Sprawdziłam, czy warto się na nią wybrać. 

Recenzja filmu "Ministranci"
fot. kadr z filmu "Ministranci"
  • 21 listopada do kin w całej Polsce trafił film "Ministranci".
  • Produkcja została nagrodzona Złotymi Lwami na FPFF 2025.
  • Sprawdziłam, czy warto wybrać się na "Ministrantów".

"Ministranci" to film, który opowiada o grupie młodych chłopców, którzy rozczarowani obojętnością kościoła na sprawy parafian, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i wdrożyć w życie nietypowy plan odnowy moralnej.

Ministranci zakładają podsłuch w konfesjonale, aby lepiej poznać mieszkańców parafii i we własny sposób, działając zgodnie z przykazaniami bożymi, odciążyć ich od trosk doczesnych. Niestety sprawa szybko wymyka się jednak spod kontroli…

Ten film zdobył Złote Lwy. Czy słusznie?

Podczas 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni "Ministranci" byli jedną z najbardziej obleganych produkcji. Pełne sale zaowocowały nie tylko Nagrodą Publiczności, ale także Złotymi Lwami! Sytuacja, w której film w równym stopniu zdobywa serca widzów i krytyków, nie zdarza się często. Dodatkowo na FPFF 2025 "Ministranci" zostali także docenieni za najlepszy montaż i scenariusz.

Film Piotra Domalewskiego zdobył także Złotego Kangura, czyli Nagrodę Australijskich Dystrybutorów, Nagrodę Stowarzyszenia Kin Studyjnych oraz Nagrodę Festiwali i Przeglądów Filmu Polskiego za Granicą.

Więcej o Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni przeczytasz >>>  TUTAJ.

Mając tak bogate portfolio nagród, sukcesy reżysera w postaci "Cichej nocy" czy "Hiacynta" oraz słysząc nieustanne zachwyty nad "Ministrantami", postanowiłam obejrzeć ten film. Na jednym z pokazów przedpremierowych sala była pełna. Czy widzowie wyszli z kina zadowoleni?

Obejrzałam "Ministrantów". Tym się zaskoczyłam

W ostatnich latach polscy filmowcy coraz chętniej i śmielej sięgają po tematykę kościelną. Powstały przecież takie produkcje jak "Johnny", "Kler" czy też duma narodowa od Jana Komasy "Boże Ciało". Trzeba przyznać, że każda z nich intrygowała na swój sposób i wzbudzała ogromne zainteresowanie wśród widzów.

Bez wątpienia kościół jest w polskim kinie tematem, który budzi emocje i niesie za sobą pewne oczekiwania. Mimo to, szukając niejako istoty chrześcijańskiej, w założeniu powinno obchodzić się z nim delikatnie.

Zobacz także:  Widziałam film "Bugonia" i chyba uwierzę w UFO. To istny obłęd na ekranie

W filmie "Ministranci" Piotr Domalewski przedstawia nam rzeczywistość jakich wiele w polskim kinie. Mimo to reżyser jednocześnie pokazuje, że wystarczy odrobina pomysłowości, żeby z kolejnej na pierwszy rzut oka typowej produkcji stworzyć film na miarę Złotych Lwów.

Oglądaj

Recenzja filmu "Ministranci". To zaskoczyło mnie najbardziej

Małe, szare miasteczko, kościół, stanowiący centrum miejscowości, przynajmniej dla głównych bohaterów i ministranci, którzy naprawdę wierzą, że w ludziach kryje się dobro, a za ich służeniem przez nich do mszy kryje się prawdziwa misja i powołanie.

Akcja filmu rozpoczyna się w momencie ministranckiego konkursu. Niestety decyzja sędziów tytułowi bohaterowie przegrywają stracie z inną grupą, co rodzi pierwszy z wielu buntów wobec otaczającego ich świata.

Cała akcja nabiera tempa, kiedy chłopacy odkrywają, że ksiądz, który miał być dla nich wzorem do naśladowania, pokazuje, że jego zamiary znacząco różnią się od bożych przykazań, które wygłasza podczas nabożeństw. Wówczas to chłopcy postanawiają stanąć w obronie słabszych.

Zobacz także:  "Heweliusz" obudził polskie demony. Ta historia może zaboleć

Ich cel jest prosty. Chcą karać tych, którzy nie żałują za swoje grzechy i pomagać tym, którzy potrzebują wsparcia.

Tytułowych ministrantów jest czterech. Choć każdy z nim reprezentuje inny dom - bogaty dzieciak, dla którego rodzice nie mają czasu czy chłopiec, na którego w domu czeka uzależniona od alkoholu matka - łączy ich jeden cel. Chęć niesienia pomocy innym. Na swój sposób.

Wcielający się w rolę głównych bohaterów Tobiasz Wajda, Bruno Błach-Baar, Mikołaj Juszczyk oraz Filip Juszczyk doskonale odnajdują się na ekranie. Czuć między nimi chemię, a przyjaźń, jaką widać na ekranie z pewnością funkcjonowała także poza nim.

W przypadku ministrantów Domalewski sprytnie żongluje postaciami i w zestawianiu z innymi dziecięcymi bohaterami pokazuje całe polskie społeczeństwo na mapie jednego osiedla. Zręcznie pokazuje różne troski, które dotykają zwykłych ludzi oraz ich próby radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. 

Jednocześnie stawia pytania o to, jak radzić sobie z grzechem, winą z także odpowiedzialnością. Zostawia także widzów z refleksjami na temat wiary, moralności, roli kościoła w życiu zwykłych ludzi oraz tym, co to właściwie znaczy być dobrym człowiekiem. 

Czy warto wybrać się na "Ministrantów" do kina?

"Ministranci" to film o dorastaniu, wierze i sprawczości. To opowieść, która pokazuje, że młodzi ludzie nie muszą czekać na autorytety, by działać. Sami potrafią stawać w obronie wartości, które uważają za słuszne. Domalewski tworzy metaforę moralnej rewolucji, w której dzieci stają się sędziami własnego losu, ale jednocześnie uczą się, że życie nie daje prostych odpowiedzi.

"Ministranci" to w moim odczuciu film obnażający ludzkie oczekiwania. Każdy z nas ma swoje marzenia, plany czy cele, do których dąży. Bez względu na to, czy związane są one z religią, pracą czy też życiem rodzinnym.

Choć wydaje nam się, że to, co robimy, wydaje się właściwe i dobre oraz że być może doprowadzi do zmian, życie często weryfikuje to w najgorszy sposób i pokazuje, że jedyne, na co mamy wpływ to tylko nasze myśli, bo działania nie zawsze doprowadzają do tego, czego byśmy chcieli.