Był z nią do końca. To zdradził o Kołaczkowskiej. "Nie zdawaliśmy sobie sprawy"
Joanna Kołaczkowska odeszła nieco ponad cztery miesiące temu. Dopiero niedawno jej szwagier, przyjaciel i zarazem współpracownik z kabaretu Hrabi, Dariusz Kamys, był w stanie otworzyć się bardziej nt. choroby i śmierci uwielbianej artystki kabaretowej. To wyjawił.
- Joanna Kołaczkowska przez wiele lat kariery bawiła Polaków do łez.
- W lipcu br. wiele osób płakało z jej powodu – niestety już nie z radości, ale wielkiego smutku.
- Śmierć znanej z kabaretu Hrabi artystki wywołała wielkie poruszenie, a z jej odejściem wciąż nie może się pogodzić m.in. Dariusz Kamys.
Polacy dowiedzieli się o chorobie nowotworowej Joanny Kołaczkowskiej w kwietniu. Chociaż popularna artystka kabaretowa od razu zaczęła otrzymywać ogromne wyrazy wsparcia z różnych stron, to niestety ani to, ani leczenie i opieka lekarzy nie były w stanie uchronić jej przed najgorszym. Kołaczkowska zmarła w nocy z 16 na 17 lipca. Miała 59 lat.
Joanna Kołaczkowska była "jedną z kobiet jego życia"
Do dzisiaj wiele osób nie może uwierzyć w to, że uwielbianej artystki kabaretowej nie ma już z nami. Joanna Kołaczkowska pozostaje wiecznie żywa – podobnie jak jej dorobek – we wspomnieniach fanów, kolegów z branży, przyjaciół i rodziny.
Odcisnęła bowiem wielki wpływ na życie wielu osób, w tym na życie swojego przyjaciela i jednocześnie szwagra, Dariusza Kamysa, z którym założyła w 2002 r. kabaret Hrabi. W nowym wywiadzie dla Wp.pl Kamys wskazał:
Ona bez wątpienia była jedną z kobiet mojego życia. Drugą, z którą najczęściej się widywałem. [...] Snuliśmy plany artystyczne, toczyliśmy długie rozmowy - nieraz bardzo poważne, innym razem bez znaczenia. Abstrahując od osiągnięć artystycznych, przez 40 lat znajomości nasza przyjaźń przetrwała. To wielkie osiągnięcie. [...] Mam poczucie, że przez 40 lat przyjaźni powiedzieliśmy sobie wszystko. A może jednak nie? Przecież mielibyśmy jeszcze wiele wspólnych tematów.
Podkreślił, że on, Joanna Kołaczkowska i reszta kabaretu Hrabi, a także ich menedżerowie i ludzie z obsługi technicznej byli dla siebie "jak rodzina". Nie krył przy tym:
Dopiero teraz, po odejściu Asi, widzę, jak wspaniałe mieliśmy życie. Jeszcze pół rok temu nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Człowiek zawsze docenia takie rzeczy z perspektywy czasu.
Dariusz Kamys otwarcie nt. śmierci Kołaczkowskiej
Dariusz Kamys wyjawił, że chorująca na glejaka Joanna Kołaczkowska w ostatnich tygodniach życia nie była w stanie porozumiewać się płynnie z bliskimi. Stąd pozostały im gesty i spojrzenia. Współtwórca kabaretu Hrabi przyznał też, że po przekazaniu diagnozy "lekarze od początku nie pozostawiali złudzeń", ale on "do samego końca wierzył", że jego przyjaciółce uda się z tego wyjść.
Myślałem, że skoro [...] tylu ludzi myśli o Aśce, to cała ta dobra energia nie pójdzie na marne - tłumaczył.
Dariusz Kamys dodał, że teraz, cztery miesiące po śmierci Joanny Kołaczkowskiej, on "stara się prowadzić normalne życie". Dodatkowo "mocno pracuje nad nowym programem kabaretu Hrabi".
Podkreślił jednak, że "nieraz przychodzą trudne chwile", gdyż "jej odejście wytworzyło pustkę, która nigdy nie zostanie wypełniona". Pomimo tego – a może raczej ze względu na to – Kamys czasami zapomina o tym, iż... Joanna Kołaczkowska odeszła.
Po śmierci Asi kilka razy do niej dzwoniłem. Cały czas mam zapisany jej numer. [...] Trochę maluję. Zawsze, gdy stworzyłem obraz, wysyłałem go Aśce. Była niezwykle wrażliwą artystką, więc jej opinia była dla mnie bardzo ważna. Ostatnio znów coś namalowałem i już łapałem za telefon, by jej wysłać. Nagle zdałem sobie sprawę, że się nie da - oznajmił.