Tajemnica intymnych przebojów Kultu. "To jak wkroczenie w prywatność"
"Ja nie mogłem bez Ani oddychać. Wszystko, co się działo poza byciem z nią, było takie bez sensu, tak głupie!" - mówił o początkach związku Kazik Staszewski. Z miłości do żony napisał jeden z najpiękniejszych tryptyków w historii polskiej muzyki.
"Czy wiesz, że gdy odjeżdżam, umieram dziewięć razy / Umieram, stojąc w oknie na korytarzu" - śpiewa Kazik Staszewski w utworze "Do Ani". Tytułowa Ania nie jest przypadkową postacią. Wokalista śpiewa ją do Anny Kamińskiej, która niespełna rok później będzie jego żoną. W przyszłości napisał dla niej jeszcze dwie piosenki. Każda z nich opowiada historię ich niezwykłej miłości, która trwa już od 40 lat.
Rozwiąż test na inteligencję. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Kult czy Republika? Tylko prawdziwy fan zdobędzie 20 punktów!
Część pierwsza: "Do Ani"
Kazik Staszewski i Anna Kamińska poznali się w latach 80. On był początkującym wokalistą nowopowstałego zespołu Warsaw, ona śpiewała w Bikini. Wymienili kilka zdań i… to by było na tyle. Przynajmniej po pierwszym spotkaniu. Za drugim razem zwrócili na siebie uwagę.
"[...] Spotykaliśmy się, bo mieliśmy wspólnych znajomych. No i ja go podrywałam. Ja go porywałam, a on myślał, że robię sobie z niego jaja. Był wstydliwy dość mocno" - wspomina Anna Staszewska w "Kult. Biała Księga".
Jakiś czas później Kazik poszedł na koncert zespołu Bikini. Od razu rozpoznał Anię. "[...] Ja już wtedy w Toruniu czułem, że ona przewierca mnie wzrokiem, coś się tam dzieje takiego, czego nie byłem w stanie pojąć" - tłumaczył w rozmowie z Wiesławem Weissem.
Redakcja poleca:Ten artysta przerósł The Beatles. "Jest brytyjskim klejnotem"
Na kolejne spotkanie musieli poczekać dwa lata. Czas nie zmienił jednak ich uczuć. Wokalista był wówczas bardzo nieśmiały, dlatego Ania postanowiła przejść inicjatywę. Napisała do niego list, który dał początek niezwykłej, miłosnej historii.
Początki nie były łatwe. Anna mieszkała w Toruniu, Kazik w Warszawie. Żyli w związku na odległość. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. "Wsiadałem do pociągu »Kujawiak«. Odjeżdżał o szóstej czy siódmej, a o dziesiątej już byłem na miejscu" - wspominał na łamach "Kult. Wielka Księga". Wracał po południu tego samego dnia. Rodzice jego wybranki nie wyobrażali sobie, aby młodzi spali ze sobą w jednym pokoju.
Życie pomiędzy dwoma miastami, połączone z nieustającą tęsknotą, zainspirowały go do napisania "Do Ani", która początkowo miała nazywać się "Kocham Cię", jednak ten tytuł był już zajęty w ZAIKSIE. Muzycy inspirowali się The Police, Elvisem Presleyem i Jesus And Mary Chain, jednak po kilku próbach wypracowali własne, wyjątkowe, ponadczasowe brzmienie.
Utwór doczekał się wielu coverów, jednak nigdy nie przypadły one do gustu Annie Staszewskiej, która "Do Ani" traktuje bardzo osobiście.
“[...] Nie spodobały mi się te wersje, ale to nieistotne. Natomiast to, że tę piosenkę pozwolił (Kazik - przyp. red.) komuś innemu zaśpiewać, oburzyło mnie. [...] On napisał te słowa dla mnie i dla mnie może je zaśpiewać. Natomiast ktoś inny? To jak wkroczenie w prywatność? - wyznała żona wokalisty w rozmowie z Wiesławem Weissem.
Część druga: "O Ani"
W 1986 roku powstało "O Ani", uzupełnienie "Do Ani". Utwór został napisany dwa lata po ślubie. "Przez wysokie góry, przez góry siódme / Ja szedłem do Ciebie, do Ciebie / Ja biegłem do Ciebie, do Ciebie, do Ciebie, do Ciebie" - słyszymy w pierwszej zwrotce. Motyw przewodni? Miłość i…rodzina, na co wskazuje ostatni wers "Jesteśmy troje.../ Jesteśmy czworo...". W tamtym czasie Staszewscy byli już rodzicami. Ich pierwszy syn, Kazio, przyszedł na świat w 1985, a dwa lata później urodził się Jan.
"To druga piosenka do żony. »Do Ani« napisałem co prawda w okresie narzeczeństwa, ale nagrana została, kiedy byliśmy już małżeństwem. Ta natomiast powstała dwa lata po ślubie — jesteśmy tu już we czwórkę, bo Ania była wtedy w ciąży z Jankiem" - tłumaczył Kazik w rozmowie z Wiesławem Wesissem.
Poetycki tekst został uzupełniony wyjątkową linią melodyczną w stylu reggae. Nie zabrakło także charakterystycznych klawiszy i saksofonu, który stał się jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu. Autorem kompozycji jest Jan Grudziński, choć muzyk nie jest tego pewny.
"Wskazywałaby na to dość trudna harmonia. To był numer, jeden z niewielu, może jedyny, który na koncertach grałem na przemian na gitarze i na klawiszach" - czytamy w "Kult. Biała Księga".
Część trzecia: "6 lat później"
W 1991 Kult wydał płytę "Your Eyes". Na płycie znajdują się utwory, takie jak "Parada Wspomnień", "Yvette" czy "6 lat później" będący kontynuującą miłosnego tryptyku. Staszewski napisał go z okazji 6. rocznicy ślubu. "I czasem, gdy się budzę i mogę być zły / Ale to nie zmienia niczego, a Ty /Możesz poczuć czasem brak mojej solidności / Lecz zrozum, nie ma wolności bez miłości" - śpiewa w trzeciej zwrotce.
Redakcja poleca:To nie Kazik był pierwszy. Oni rapowali przed nim
Ten utwór ma zupełnie inny wydźwięk niż "Do Ani" czy "O Ani". Wokalista już "nie biegnie przez góry siódme", a oczy żony "nie spalają go jak ogień". Po sześciu latach "ważny czuje się, gdy obejmie ją ramieniem". Miłość już nie sprawia, że unosi się nad ziemią. Para już nie jest w niebie, a chodzi po ziemi. To jeden z najpiękniejszych tekstów o tym, czym tak naprawdę jest dojrzała miłość. Sam Kazik uważa go za jeden z "najlepszych i najważniejszych" w swojej karierze.
“[...] Nadal jest idealistycznie, ale zupełnie inaczej. Bo inaczej jest z kobietą, z którą znacie się krótko i płonie w was ogień [...]. A inaczej po latach wspólnego życia. Miłości uczysz się przez całe życie i to czasami jest trudna lekcja, wielu ludzi nie potrafi się jej nauczyć. Ale tylko taka nauka gwarantuje trwałość uczuć. A bycie ze sobą ma sens tylko, gdy miłość trwa” - tłumaczył Kazik w rozmowie z Wiesławem Weissem.
W "6 lat później" Kult wraca na chwilę do nowofalowych korzeni. Na pierwszy plan wybija się bas, przypominający ten, który mogliśmy usłyszeć w piosenkach zespołów, takich jak The Cure, choć Kazikowi kojarzy się on z Joy Division. "Zagrany na jednej strunie. Trzy razy trzeba dotknąć palcem" - tłumaczył.
Opisana rutyna, egoizm czy bezpodstawna złość nie zniszczyła ich związku. Choć muzyk od lat chroni swoje życie prywatne, w udzielonych wywiadach podkreślał, że nie wyobraża sobie życia bez żony.
"Nie wyobrażam sobie życia bez Ani. Myśmy się właściwie stali jednym. Z tym że czasami to zszycie aż się szarpie i pęka, to normalna rzecz. Nie wierzę, by ktoś mógł przeżyć 50 lat razem w nieustającej idylli" - mówił w rozmowie z "Urodą Życia".
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!