advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Hit lat 80. to wielki szlagier. Do dziś wielu źle śpiewa jego tekst

3 min. czytania
28.04.2025 05:35
Zareaguj Reakcja

Electric Light Orchestra to formacja, która bez wątpienia mocno przyczyniła się do kształtowania brzmienia lat 70. i 80. na świecie. Zrobiła to z wieloma swoimi przebojami. Jednym z nich był "Don't Bring Me Down". Oto zaskakująca historia piosenki, która stała się największym hitem grupy w USA.

To wielki hit przełomu lat 70. i lat 80. Fani wciąż przekręcali tekst
fot. Kadry z teledysku / YouTube @ELO
  • Zespół Electric Light Orchestra wydał "Don’t Bring Me Down" w 1979 r.
  • To sztandarowy hit brytyjskiej formacji pod przewodnictwem Jeffa Lynne'a.
  • Utwór ten był pod kilkoma względami przełomowy.

Electric Light Orchestra istnieje (z przerwami) od 1970 r., choć w ostatnich 11 latach funkcjonuje jako Jeff Lynne's ELO. Pod swoją oryginalną nazwą zespół działał w latach 1970-1986 i 2000-2001. I to w latach 70. oraz 80. wykreował swoje największe klasyki, na czele z "Ticket to the Moon", "Telephone Line", "Rock'n'roll is King", "Hold On Tight" czy "Don't Bring Me Down".

Rozwiąż quiz o rockmanach wszech czasów. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Najwięksi rockmani wszech czasów. 15/20 to obowiązek!

1/20 Mick Jagger to członek kultowego zespołu pod nazwą:

Tak Electric Light Orchestra kształtowało muzykę lat 70. i 80.

Ostatni z utworów, "Don't Bring Me Down", ukazał się na ósmym albumie studyjnym Electric Light Orchestra – "Discovery" z 1979 r. Tak więc było to w czasie, kiedy kapela miała już ugruntowaną pozycję. Postanowiła jednak z tą piosenką nieco zmienić brzmienie. 

Muzyka zespołu Jeffa Lynne'a kryła się pod szeroko rozumianym płaszczem rocka, choć odznaczała się eklektycznością i na przestrzeni lat przechodziła zmiany, zahaczając momentami także o disco i synth pop. Dotychczas jej znakiem rozpoznawczym była jednak zawsze nietypowa dla rocka wiodąca sekcja smyczkowa.

Redakcja poleca

Jednak w "Don't Bring Me Down" po raz pierwszy całkowicie z niej zrezygnowano, co dla części krytyków było "odświeżające". Cytowany przez "Far Out" Lynne przyznał, że już trochę "miał dość" smyczków. We wkładce do zremasterowanej wersji płyty "Discovery" lider Electric Light Orchestra wspominał nt. utworu:

Brzmieniowo to wielka galopująca kula gitarowych zniekształceń i przesterów. Napisałem to rzutem na taśmę, bo czułem, że na albumie było zbyt mało hałaśliwych numerów. Właśnie o taki końcowy efekt mi w tym chodziło. 

Tworzenie na ostatnią chwilę dobrze obrazuje fakt, że ścieżka perkusyjna do piosenki to w istocie zapętlona, zwolniona, a potem przyspieszona taśma z innego kawałka na płycie – "On the Run". Wszystko dlatego, że perkusiście Bevowi Bevanowi nie chciało się wtedy przyjść na nagrania do studia.

Poza bardziej rockowym instrumentarium pozostali członkowie Electric Light Orchestra okrasili "Don't Bring Me Down" też elementami elektroniki, a na koniec dodali odgłos... trzaskających metalowych drzwi przeciwpożarowych w studiu Musicland Studios. 

Historia piosenki "Don’t Bring Me Down"

Donald Guarisco z AllMusic określił jako ironię fakt, że to właśnie "Don't Bring Me Down" okazało się największym przebojem Electric Light Orchestra w USA (było na 4. miejscu), a podobny sukces Brytyjczycy odnieśli jeszcze później za oceanem z kawałkiem "Hold On Tight", w którym również zabrakło smyczków.

"Don’t Bring Me Down" dobiło do ścisłej czołówki notowań na całym świecie, w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie było 3., czy Kanady, gdzie dotarło na sam szczyt. Ciekawostką jest fakt, że pewien fragment tekstu tego przeboju o dziewczynie wywyższającej się nad swojego chłopaka jest stale przekręcany.

Redakcja poleca

W refrenie po wyrażeniu "don't bring me down" Lynne'owi brakowało czegoś do wypełnienia luki w tekście, dlatego początkowo wstawił tam wymyślone słowo "groos". Postanowił je zostawić też w ostatecznej wersji, kiedy uświadomiono mu, że brzmi ono podobnie do niemieckiego powitania "gruß".

Jednak po wydaniu singla Electric Light Orchestra wielu fanów zaczęło śpiewać albo "gross", co oznacza "okropny", albo imię Bruce. Ta druga wersja była tak często powielanym błędem, że Lynn w końcu dla żartu zaczął tak naprawdę śpiewać na koncertach.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!