advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Zawsze miał idealny garnitur. Te hity lat 80. dały mu nieśmiertelność

3 min. czytania
26.09.2025 05:35
Zareaguj Reakcja

Robert Palmer był artystą, który potrafił połączyć rockową energię z elegancją dżentelmena. Jego charakterystyczny głos i styl sprawiły, że wyróżniał się na tle swoich współczesnych, a jego muzyka do dziś inspiruje i brzmi świeżo.

Robert Palmer - głos, który przyciągał uwagę
fot. kadry z teledysku Robert Palmer - Addicted To Love
  • Robert Palmer od wczesnych lat kariery zaskakiwał umiejętnością łączenia różnych gatunków muzycznych.
  • Jego wizerunek kontrastował z muzycznym ogniem, jaki wnosił na scenę.
  • Nagła śmierć w wieku 54 lat przerwała jego karierę, ale dorobek muzyka nie traci na aktualności.

26 września 2003 roku świat muzyki stracił jednego z najbardziej charakterystycznych artystów przełomu XX wieku. Robert Palmer – wokalista o nienagannym stylu i głosie, który brzmiał, jakby urodził się w Harlemie, a nie na Wyspach Brytyjskich – do dziś pozostaje ikoną muzyki i elegancji.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Rockowi giganci lat 80. Tylko ekspert zgadnie 18/21!

1/21 Na początek coś łatwego: który z tych utworów wykonywał Phil Collins z Genesis?

"Pamiętam swoje zdziwienie, gdy pierwszy raz zobaczyłam Roberta Palmera w telewizji. Miałam 15 lat" – wspomina Małgorzata Kościelniak, prezenterka Radia Złote Przeboje. "Byłam pewna, że ten znany z radia głos musi należeć do czarnoskórego artysty. Pierwsza myśl - ktoś się po niego podszywa" - dodała.

Robert Palmer - głos, który przyciągał uwagę

Ten element zaskoczenia towarzyszył wielu fanom. Głos Roberta Palmera – głęboki, szorstki, pełen emocji – bardziej pasował do klubów Harlemu niż londyńskich czy paryskich scen.

"Biały soul"- tak czasem mówiono o jego muzyce, bo choć był Brytyjczykiem z "białej" sceny rockowo-popowej, miał w sobie ogromne zamiłowanie do soulu, funku i rhythm & bluesa - podkreśla dziennikarka.

Nie bez powodu krytycy określali go jako jednego z najlepszych przedstawicieli nurtu blue-eyed soul. Był dowodem na to, że granice gatunków i kolor skóry nie decydują o sile ekspresji muzycznej.

Długa, ciężka praca i kolejne sukcesy

Robert Palmer zaczynał pod koniec lat 60. w zespole Alan Bown Set, gdzie szybko zwrócił uwagę branży swoim głosem. Określano go mianem "eleganckiego i wyrafinowanego" artysty, który błyskawicznie stał się mistrzem wielu stylów. Później rozpoczął karierę solową, której także nie ograniczał do jednego gatunku – flirtował z jazzem, reggae, elektroniką i rockiem.

W połowie lat 80. dołączył do supergrupy The Power Station, współtworzonej przez muzyków Duran Duran. Ich album "The Power Station" dotarł do pierwszej dwudziestki w Wielkiej Brytanii i pierwszej dziesiątki w USA. Zaowocował dwoma przebojowymi singlami: "Some Like It Hot" i coverem piosenki T. Rexa "Get It On (Bang a Gong)". Piosenka Palmera "Simply Irresistible" osiągnęła drugie miejsce na liście Billboard Hot 100 w 1988 roku.

Redakcja poleca

Robert Palmer wystąpił z zespołem na żywo tylko raz w tym roku, w programie "Saturday Night Live". To doświadczenie dało mu dodatkowy rozgłos, ale prawdziwa międzynarodowa sława przyszła wraz z albumem "Riptide" (1985). Z tego krążka pochodzi jego najsłynniejszy utwór - "Addicted to Love". Singiel błyskawicznie wspiął się na szczyty list przebojów i stał się symbolem dekady, a jego wideoklip – z Palmerem w koszuli i identycznie wystylizowanymi modelkami – przeszedł do historii popkultury.

Stylowy dżentelmen rocka

Choć wielu jego rówieśników z lat 80. wybierało ekstrawagancję i kicz, Robert Palmer od początku stawiał na klasę. "Gdy inni muzycy lat 80. wybierali lateks, błyszczące stroje albo punkową nonszalancję, on stawiał na klasyczną elegancję. Ciemny garnitur, biała koszula i pewność siebie – to była jego »zbroja sceniczna«" – mówi Małgorzata Kościelniak.

Ten wizerunek świetnie współgrał z jego muzyką i odróżniał go od konkurencji. W teledyskach, takich jak "Addicted to Love" czy "Simply Irresistible" wyglądał – jak zauważa dziennikarka – "jak biznesmen, który zamiast do biura, poszedł podbijać scenę rockową".

Ten kontrast – biały mężczyzna w garniturze, śpiewający z ogniem i pasją, jakby urodził się w Memphis czy Detroit – budował jego legendę. Stylowo był jak James Bond. Muzycznie – jak Otis Redding z dodatkiem rockowego pazura – podkreśla Kościelniak.

Robert Palmer zmarł nagle na atak serca 26 września 2003 roku w wieku zaledwie 54 lat. Pozostawił po sobie repertuar, który do dziś brzmi świeżo. Jego utwory przypominają, że był nie tylko wybitnym wokalistą, ale i artystą, który w epoce kiczu potrafił zachować klasę.

Oglądaj

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!