advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Doznałam szoku na "najlepszym jarmarku bożonarodzeniowym w Europie". Oto powód

6 min. czytania
19.12.2024 10:57
Zareaguj Reakcja

Zdobywając tytuł Best Christmas Markets in Europe 2025, gdański jarmark przyciąga tłumy turystów z całego świata. Specjalne połączenia lotnicze z Wielkiej Brytanii, tłok na ulicach i ceny wyższe niż w restauracjach budzą jednak mieszane odczucia. Czy prestiżowe wyróżnienie to więcej blasku czy cienia? Sprawdziłam, co naprawdę kryje się za świąteczną magią Targu Węglowego.

Blaski i cienie Jarmarku Bożonarodzeniowego w Gdańsku
fot. gdansk.pl/Dominik Paszliński; zloteprzeboje.pl/Martyna Kasprzycka-Pietrzak
  • Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku wygrał w konkursie Best Christmas Markets in Europe 2025.
  • Mieszkańcy narzekają na "oblężenie". Otwarto specjalne połączenia lotnicze z Wielkiej Brytanii.
  • Wypad na jarmark kosztuje tyle co kolacja w ekskluzywnej restauracji.

Pod koniec listopada Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku wygrał w konkursie Best Christmas Markets in Europe 2025. Internauci oddali na niego ponad 92 tysiące głosów. To pierwsze w historii wyróżnienie tego typu tak dla miasta, jak i dla całej Polski. Postanowiłam więc sprawdzić, czy gdański jarmark świąteczny rzeczywiście jest tak piękny, jak go piszą.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!

Tłumy nie sprzyjają spokojnemu zwiedzaniu, więc, jako że jestem z Trójmiasta, wybrałam się w podróż do Gdańska Głównego w środę, w środku tygodnia. Trzeba przyznać, że stoiska są ulokowane w fantastycznie skomunikowanym miejscu — serce jarmarku bożonarodzeniowego znajduje się na Targu Węglowym, tuż obok przystanków tramwajowych, autobusowych oraz dworca PKP i SKM.

Jakież było moje zdziwienie, gdy, wysiadając przy Bramie Wyżynnej, nie mogłam "przepchnąć" się przez morze ludzi, by wejść do tunelu, prowadzącego do głównego wejścia na jarmark. Zawsze w okresie świątecznym zajeżdżam do Gdańska i takich tłumów, jak żyję, nie pamiętam. Odznaka, zdobyta w tym roku przez miasto, może i jest prestiżowa, ale czy korzystna dla mieszkańców? 

Jarmark bożonarodzeniowy w Gdańsku. "Oblężenie normalnie"

Jak się okazuje, Jet2.com i Jet2CityBreaks otworzyły specjalne połączenia i wycieczki z Wielkiej Brytanii na Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku. Linie latają dwa razy w tygodniu, w poniedziałek i piątek, z lotnisk w Birmingham i Manchesterze. To widać. W tłumie zdecydowanie słychać przeważający język angielski z brytyjskim akcentem.

To jednak nie koniec. 15 grudnia ruszyły też specjalne pociągi Baltic Express z Pragi, stolicy Czech, do Trójmiasta. To połączenie o tyle nietypowe, że "zgarnia" po drodze podróżnych z całej Polski, zatrzymując się na ponad 20 stacjach. Nic więc dziwnego, że w środku tygodnia trudno przejść się po bożonarodzeniowy jarmarku bez oberwania z łokcia.

Redakcja poleca:Katastrofy lotnicze w PRL. Te tragedie wstrząsnęły całą Polską

W zasadzie gdański jarmark świąteczny raczej się nie zmienia — poza tym, że z roku na rok nieznacznie się rozrasta, to raczej zawsze znajdziemy na nim to samo — bramę z okienkami kalendarza adwentowego, łosia Lucka, który bawi turystów swoimi "sucharami", scenę z tronem świętego Mikołaja czy artystyczny zakątek w Zbrojowni. Raz można się wybrać, ale czy warto specjalnie jeździć częściej i oglądać to samo?

Dostawili stoiska przy Bogusławskiego i tyle, od zeszłego roku prawie nic się nie zmieniło. Tylko ceny znowu wyższe i turystów coraz więcej, oblężenie normalnie. Chyba ostatni raz przyjeżdżam tu z Kartuz. Mamy swój malutki jarmark i przynajmniej można kupić na nim coś sensownego oraz w rozsądnych cenach. Herbata za 100 złotych mnie nie interesuje — żalił się pan Mieczysław, który zabrał żonę i siedmioletnią córkę do Gdańska. 

Herbata za 75 złotych, babka za 220

Zaintrygowana wybrałam się w poszukiwaniu tej "bezcennej" herbaty. Rozglądając się po stoiskach na świątecznym jarmarku, nie widziałam bowiem wcześniej żadnej droższej niż 20 złotych za kubek. W końcu dotarłam do Heart by Amaro i już zrozumiałam, o czym mówił mój rozmówca. Nowa marka słynnego kucharza Wojciecha Modesta Amaro oferuje produkty premium. Można tam dostać 175 gramów kiszonej kapusty za 49 złotych, 50 gramów herbaty za 75 złotych i babkę panettone za 220 złotych.

Rozpoczynające się 22 listopada, a kończące dzień przed Wigilią wydarzenie ma "przyciągać odwiedzających niepowtarzalnym, przedświątecznym klimatem, rękodziełem czy pyszną kuchnią". Rozłóżmy to zatem na czynniki pierwsze. Przedświąteczny klimat — zdecydowanie jest. Tego nie można gdańskiemu jarmarkowi bożonarodzeniowemu odmówić. Z tym jednak, że nie ma w Europie miejsca z lepszym klimatem, polemizowałabym nie tylko ja.

My uwielbiamy Pragę i jutro jedziemy tam tym nowym pociągiem właśnie na jarmark świąteczny. Byliśmy już rok temu, ale samolotem. Uważamy, że jest dużo ładniejszy od tego przereklamowanego u nas w Gdańsku. Ma w sobie jakąś taką magię, której tutaj nie dostrzegamy niestety — mówili mi Piotr i Nadia.

Trudno się nie zgodzić, zwłaszcza gdy wszędzie chodzi się slalomem, by nie wejść w błoto lub nie zostać oblanym grzańcem. Bardzo rozbawił mnie też "Anielski Zakątek" w... Katowni. Niezła ironia, nie?

Redakcja poleca:Gdynia okiem filmowców. To tu kręcono kultowe produkcje PRL!

Rękodzieło tylko dla wielkich fanów sztuki

Następne w kolejce jest rękodzieło. Gdybym powiedziała, że nie ma go na gdańskim jarmarku świątecznym, skłamałabym. Cała Zbrojownia jest bowiem oddana w ręce rękodzielników. Trzeba ten wątek jednak nieco rozwinąć. O ile na straganach w mniejszych miejscowościach można spokojnie kupić ręcznie robione, wełniane skarpety albo czapki za naprawdę przyzwoite pieniądze, o tyle w Gdańsku przeważa sztuka. 

Drapane strusie jajo za tysiąc złotych? Jest! Choinka z piernika za 170 złotych? Jest! Gdańskie kamienice zamknięte w bombce za 310 złotych? Są. Biżuteria z bursztynu, artykuły skórzane, ceramika z Bolesławca, rzeźby, obrazy, dmuchane szkło... W zasadzie można znaleźć wszystko. I tak naprawdę nic.

Jeśli ktoś chce wesprzeć malutkich przedsiębiorców, osoby, które same i na małą skalę wykonują różne drobne, przydatne rzeczy, jak choćby wspomniane przeze mnie skarpety, to na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Gdańsku nie ma czego szukać. Większość towarów to masowa produkcja, chociaż wśród nich zdarzają się perełki. Szybko dowiedziałam się dlaczego.

Tu znajdziesz kuchnie z całego świata!

Jeśli chodzi o jedzenie, wybór jest ogromny. Znajdziemy zarówno bigos i pieczoną kiełbasę, jak i kuchnię włoską, meksykańską, holenderską, węgierską, szwajcarską, wenezuelską, a nawet libańską czy brazylijską. Obok grzańca i gorącej czekolady kupimy pieczone kasztany, churrosy, minipączki. Jednak coś, co zaskoczyło mnie najbardziej, to stoisko z... wielkim akwarium i świeżymi ostrygami i homarami. To zupełna nowość, tego na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Gdańsku jeszcze nie było!

Drugim niemałym zaskoczeniem były kolejki, które ustawiały się przed domkami z langoszem. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, najwytrwalsi na swoją kolej czekali nawet 35-40 minut. W środę! Nawet nie chcę myśleć, ile trzeba było stać tam w weekend. A ceny? Nikogo nie zdziwię, jeśli powiem, że można tam zostawić za jedzenie małą fortunę. 15-18 złotych za małego grzańca to minimum. Ale da się też znaleźć pyszne rzeczy naprawdę tanio.

Redakcja poleca:Potwór, który zrodził się z lęku. "Godzilla" to coś więcej, niż myślisz

Skąd takie ceny na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Gdańsku?

Miejscem, do którego wracam co roku, jest stoisko Piekarni Cynamonka, zaraz obok wejścia do Zbrojowni. Ogromne cynamonki, z których słynie cukiernia, można dostać tam za 13 złotych. Wielki rolls pistacjowy kosztuje 18 złotych. Porozmawiałam z panią Niną, która zdradziła mi, z czego wynikają tak wysokie ceny u konkurencji.

Ja tu jestem w tym miejscu chyba 7 lat. Wiadomo, te ceny muszą być wyższe, bo dajemy bardzo, ale to bardzo duże pieniądze za wynajem. Za podłączenie prądu, za wszystko się jeszcze płaci osobno, więc to są ostatecznie ogromne kwoty, dlatego musi być drożej, żeby się opłacało. My tu mamy akurat niewiele drożej niż u nas w kawiarni i staramy się, żeby ceny były dosyć przystępne. No ale jesteśmy z Gdańska, nie musimy opłacać transportu i noclegu, jak inni — powiedziała.

Z tego względu dla mieszkańców ceny na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Gdańsku są po prostu z kosmosu. Niedawno w sieci zawrzało po wpisie pewnego pasjonata historii Gdańska, który prowadzi na Instagramie konto Gdańskie Opowieści. Jak się okazuje, on dokonał trafnego podsumowania jarmarku za mnie.

Nie chcę narzekać, tylko pokazać perspektywę przeciętnego klienta. Zdaję sobie sprawę, że ceny wszystkiego, w przeciwieństwie do wypłat, rosną. Ale kurczę, muszę przyznać, że ceny jedzenia i picia są porównywalne z pójściem do normalnej knajpy. [...] Kubeczek wina grzanego zaczyna się od 15 złotych, chociaż najbardziej popularna cena to 18 złotych. Jest to praktycznie cena całej butelki. Coś, na co czekam cały rok, stało się po prostu trochę za drogie. Skoczymy pewnie z Klaudią na randkę jarmarkową, ale dużo sobie będziemy musieli odmówić — napisał, a ja się z nim całkowicie zgadzam.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!