To wytykał hit lat 80. "W zupełnie innym kierunku"
Tym hitem lat 80. U2 powróciło z podróży po "panoramicznych pejzażach dźwiękowych". W tekście Bono porównuje rockowe koncerty do objazdowych obrzędów religijnych. Singiel promujący krążek "Rattle and Hum" okazał się niemałym sukcesem, który przyniósł irlandzkiej grupie nagrodę Grammy. Oto historia piosenki.
- Ten hit lat 80. był dla U2 powrotem do rockowych korzeni.
- Utwór promował płytę "Rattle and Hum" wydaną w październiku 1988 roku.
- Piosenka punktowała nieuczciwe praktyki. Wokalista widział jednak też własne grzechy.
U2 zakończyło eksplorację "niesamowitych, panoramicznych pejzaży dźwiękowych" przedstawionych m.in. na "The Joshua Tree". Tak o utworze "Desire" napisał Jack Barron na łamach "NME". Warstwa liryczna singla była dla Bono także przestrzenią do zastanowienia się nad prawdziwą naturą rockowych koncertów.
Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz o muzyce lat 80. i 90. My śpiewamy zwrotkę, ty refren!
Hit lat 80. ze śmiałą tezą
"Desire" opowiada o ambicji oraz poświęceniu, na jakie musiał zdobyć się zespół, aby odnieść sukces. Jednocześnie stanowi krytykę amerykańskich kaznodziejów, których praktyki ekonomiczne niekiedy budzą wątpliwości. Co ciekawe, Bono widział w nich analogię do koncertów największych rockowych gwiazd.
Chciałem przyznać się do religijności koncertów rockowych i faktu, że dostaje się za nie pieniądze. Z jednej strony krytykuję szalonych kaznodziejów kradnących serca podczas objazdowych występów, ale z drugiej zaczynam zdawać sobie sprawę, że istnieje prawdziwa zbieżność między tym, co robię, a tym, co robią oni - powieział lider U2 w rozmowie przeprowadzonej na potrzeby książki "U2 by U2".
U2 powrócili do korzeni
Hit lat 80. pod pewnymi względami miał przypominać nagrania powstałe kilka dekad wcześniej. Gitarzysta formacji Edge stwierdził bowiem, że współczesna muzyka nie ma tej samej energii, co kiedyś.
Muzyka stała się zbyt naukowa, straciła wigor i energię, które miała w latach 50. i 60. Kiedy słucham większości współczesnych płyt, słyszę producenta, a nie interakcję muzyków. I tę jakość, tę brakującą jakość, staraliśmy się przywrócić naszej muzyce - powiedział dla "Hot Press" niedługo po wydaniu singla.
Edge wskazał, że wszystkie utwory warte uwagi stały wówczas w kontrze do głównego nurtu. Takie właśnie miało być również "Desire".
W "Desire" podoba mi się to, że jeśli kiedykolwiek istniał fajny numer 1 w Wielkiej Brytanii, to właśnie ten, ponieważ zupełnie nie przypomina tego, czego ludzie słuchają lub co znajduje się obecnie na listach przebojów. Wręcz przeciwnie, zmierza w zupełnie przeciwnym kierunku - dodał w tej samej rozmowie.