Gwiazdor "Rodziny zastępczej" miał raka. "To może podłe..."
Tomasz Dedek zdobył ogromną sympatię widzów jako Jędrula, bohater serialu "Rodzina zastępcza". Znany aktor kilka lat temu zdradził, że miał nowotwór. W niedawnym wywiadzie ponownie wrócił do tematu choroby. Zdobył się przy tym na szczególne wyznanie.
Tomasz Dedek zaczynał przygodę z aktorstwem 45 lat temu. Dziś 67-latek ma w swoim dorobku dziesiątki ról, w tym w takich produkcjach jak: "Poranek Kojota", "Psy", "Pan Tadeusz", "Pieniądze to nie wszystko" czy "Diagnoza". Największą popularność zapewniła mu jednak postać Jędruli z serialu "Rodzina zastępcza".
Rozwiąż quiz o Bajmie i Lombardzie. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Bajm czy Lombard? Dla eksperta od lat 80. 18/20 to pestka!
Gwiazdor "Rodziny zastępczej" miał raka
Po raz pierwszy na temat swoich problemów zdrowotnych Tomasz Dedek otworzył się w 2019 r. Wówczas w "Dzień dobry TVN" zdradził, że zdiagnozowano u niego nowotwór prostaty. Niestety, okazał się, to złośliwy rak.
W skali do dziesięciu punktów miałem dziewięć, to była sytuacja zagrażająca życiu. Trafiłem na wspaniałego lekarza i podjęliśmy decyzję o operacji – oznajmił aktor.
Zobacz także: "Taniec z gwiazdami". Występ Zakościelnego pod znakiem zapytania
Jakiś czas później w tym samym programie kolega gwiazdora "Rodziny zastępczej". Rafał Rutkowski wspominał, że Tomasz Dedek próbował uciekać od tematu choroby, rzucając się w wir pracy. I to – na przekór zaleceniom lekarzy.
Gramy spektakl, Tomek przyjechał i mówi: "Patrzcie przez okno, czy nie ma policji, bo uciekłem ze szpitala". [...] Zagrał przedstawienie i natychmiast z powrotem jechał do szpitala – przyznał Rutkowski w "Dzień dobry TVN".
Tomasz Dedek otwarcie o walce z nowotworem
Ostatnio Tomasz Dedek był gościem w podcaście Żurnalisty. Tam ponownie opowiedział o tym, jak wyglądały jego zmagania z chorobą. Raka wykryto u niego po rezonansie magnetycznym. Zaczęło się jednak od niepozornego bólu biodra.
Gwiazdor "Rodziny zastępczej" wyznał, że diagnoza była dużym zaskoczeniem. Na tyle dużym, że – jak stwierdził – "w ogóle dziwnie do tego podszedł albo był nieświadomy tego wszystkiego". Nie brał pod uwagę żadnego czarnego scenariusza i szybko rozpisał dalsze etapy w swojej głowie.
Stwierdziłem, że należy to zrobić najprostszymi, najlepszymi, najbardziej skutecznymi metodami, jakie są. Najpierw trzeba to wyciąć, potem trzeba zrobić to, potem to... Nie myślałem o tym, że coś może pójść źle. [...] Jeszcze przed operacją zadałem pytanie: jak myślisz, jak długo? On (lekarz – przyp. red.) powiedział, że nie jest wróżką. Potem było tylko oczekiwanie na to, czy nie ma przerzutów – wspominał aktor.
Tomasz Dedek wskazał, że dla pokonania choroby kluczowe było dla niego wsparcie, jakie dostawał od rodziny, przyjaciół i fanów. Szczerze przyznał, że – choć dla jego bliskich okazało się to trudne – mówił o swojej nowotworze publicznie, bo pragnął współczucia.
Takie cwaniactwo we mnie trochę było. Nie będę z tym sam, bo sam się po prostu uwalę. Wykorzystywałem te chwile, żeby się dzielić tym i żeby oni mówili, że będzie dobrze, "nie martw się". I oni tak mówili. To może podłe z mojej strony było. Ale teraz jestem pewny, że zrobiłem dobrze, bo myślę, że to gdzieś wyzwala pewne rzeczy. Nie jesteśmy sami z tym – wyjaśnił.
Na koniec 67-latek opowiedział o tym, jak wyglądało samo leczenie, podczas którego zresztą nie rezygnował z pracy.
Chemia była dosyć znośna. Gorzej było po chemii, w dwa dni po. Przez tydzień rzeczywiście czuje się bardzo źle, czuje się potworny ból całego ciała i to nie jest fajne, ale można temu zaradzić ziołowo. Po prostu paliłem (medyczną marihuanę – przyp. red.) – stwierdził.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!