advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Myśleli, że dla Queen to koniec! Hit lat 80. przeraził fanów

3 min. czytania
29.04.2025 21:32
Zareaguj Reakcja

29 kwietnia 1985 roku premierę miał pierwszy i jedyny solowy album Freddiego Mercury zatytułowany "Mr. Bad Guy". Dokładnie 40 lat temu pokazał światu swoje inne oblicze. Nie odcinał się od Queen, lecz otwierał nowy, bardzo osobisty rozdział, w którym mógł mówić własnym głosem i eksperymentować bez kompromisów.

Freddie Mercury postanowił nagrać solowy album
fot. kadr z klipu/YouTube/Freddie Mercury - Made In Heaven
  • "Mr. Bad Guy" to pełen emocji i muzycznej różnorodności solowy debiut Freddiego Mercury’ego.
  • Album powstawał niemal dwa lata.
  • Mimo umiarkowanego sukcesu komercyjnego płyta była spełnieniem artystycznym artysty.

Gdy Freddie Mercury postanowił nagrać solowy album, nie chodziło o zerwanie z Queen, lecz o osobistą podróż, której nie mógł odbyć jako członek zespołu. "Miałem mnóstwo pomysłów, które chciałem zrealizować, i było wiele obszarów muzycznych, które chciałem zbadać, czego nie mogłem zrobić w Queen" – tłumaczył powody tej decyzji, czego dowiadujemy się za sprawą muzyka.interia.pl. Efektem była płyta "Mr. Bad Guy", która swoją premierę w Wielkiej Brytanii miała 29 kwietnia 1985 roku, dokładnie czterdzieści lat temu.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Odgadnij utwór Queen po trzech słowach. 16/20 tylko dla fana!

1/20 Zwycięzcy, walka, czas

Album ten to w pełni autorski projekt Freddiego Mercury'ego – emocjonalny, zróżnicowany, miejscami ekstrawagancki, a zarazem zaskakująco intymny. Sam artysta opisywał go jako dzieło serca.

W ten album włożyłem całe serce i duszę. Jest znacznie bardziej rytmiczny niż muzyka Queen, ale znalazło się na nim także kilka wzruszających - jak sądzę - ballad. Wszystkie piosenki traktują o miłości, mają wiele wspólnego ze smutkiem i bólem. Jednocześnie są dość trywialne i żartobliwe - takie, jak moja natura — czytamy na wspomnianej stronie.

W tekstach odsłaniał się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, sięgając do osobistych doświadczeń, także tych bolesnych i niejednoznacznych.

Freddie Mercury odsunął się od stylistyki zespołu

Muzycznie "Mr. Bad Guy" był radykalnym odejściem od rockowej stylistyki Queen. Freddie Mercury zanurzył się w dźwiękach disco, dance i popu, nie unikając też eksperymentów z reggae czy orkiestracją rodem z sal koncertowych. Chciał, by album był jak jego charakter – nieprzewidywalny, z przymrużeniem oka, ale też pełen emocji. "Chciałem, aby był możliwie maksymalnie różnorodny stylistycznie" – mówił otwarcie, przyznając, że nie zamierzał zadowalać nikogo poza sobą.

Prace nad albumem trwały niemal dwa lata. Freddie Mercury był perfekcjonistą, a nad jego wizją czuwał Reinhold Mack – producent znany z wcześniejszej współpracy z Queen przy kontrowersyjnej płycie "Hot Space". Pomagali też muzycy sesyjni, w tym Fred Mandel, Curt Cress czy Jo Burt – ten ostatni prywatnie związany był z byłą partnerką Mercury'ego Mary Austin.

Redakcja poleca

Jak grom z jasnego nieba

Jednym z najbardziej przejmujących momentów albumu jest utwór "Love Me Like There's No Tomorrow", dedykowany austriackiej aktorce Barbarze Valentin. Właśnie z nią Freddie Mercury dzielił życie w Monachium na początku lat 80. – jednak związek zakończył się kilka miesięcy po premierze płyty. Ich relację i nagłe rozstanie Valentin określiła słowami: "Byliśmy nierozłączni, aż tu nagle w jednej chwili nastąpiło rozstanie" - powiedziała w rozmowie z pisarką Lesley-Ann Jones.

Choć płyta była spełnieniem artystycznym, nie zdobyła uznania na miarę Queen. Debiutując na 6. miejscu brytyjskiej listy, szybko spadła z zestawienia. W USA poradziła sobie jeszcze gorzej – dotarła ledwie do 159. pozycji. Ale Freddie Mercury zdawał się tym niespecjalnie przejmować. Jak twierdził jego producent, ważniejsza od reakcji publiczności była dla niego wolność twórcza.

Redakcja poleca

Dedykacja, którą pokazał siebie w całości

W charakterystycznym dla siebie stylu Freddie Mercury zwieńczył album osobliwą dedykacją: "Specjalne podziękowania dla Briana, Rogera i Johna za nie wtrącanie się. Specjalne podziękowania dla Mary Austin, Barbary Valentin za wielkie cyce i złe prowadzenie się, Winnie [Kirchbergerowi] za wikt i opierunek. Ten album dedykuję mojemu kotu Jerry'emu - także Tomowi, Oscarowi i Tiffany i wszystkim miłośnikom kotów we wszechświecie - chrzanić pozostałych". To podsumowanie, zadziorne i ironiczne, jak sam Mercury, doskonale oddaje ducha tego projektu.

Zaledwie dwa i pół miesiąca po premierze "Mr. Bad Guy", świat zobaczył Freddiego Mercury'ego znów w pełnej krasie podczas legendarnego koncertu Live Aid w lipcu 1985 roku. To właśnie wtedy Queen udowodnił, że charyzmatyczny wokalista nie musi wybierać między sobą a zespołem. Fani odetchnęli z ulgą, a jego solowy debiut pozostał osobnym, niezależnym rozdziałem – artystycznym wyznaniem, którego Mercury potrzebował.

Oglądaj

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!