Byłam na "Quo vadis" w Teatrze Muzycznym w Gdyni. To zaskoczyło mnie najbardziej
"Quo vadis" to jedna z najsłynniejszych polskich powieści. Dzieło Henryka Sienkiewicza doczekało się nie tylko ekranizacji, ale także spektaklu teatralnego. Czy ten jest warty uwagi? Byłam na "Quo vadis" w Teatrze Muzycznym w Gdyni.
- Jednym ze spektakli, jaki można oglądać w Teatrze Muzycznym w Gdyni, jest "Quo vadis".
- Widowisko po raz pierwszy wystawiono w sezonie 2024/2025.
- Tak niemalże równy rok po premierze ogląda się "Quo vadis".
"Quo vadis" to jedna z najsłynniejszych polskich powieści. Napisane przez laureata Nagrody Nobla dzieło zostało przed laty zekranizowane. W zeszłym roku premierę miała jego adaptacja na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni im. Danuty Baduszkowej. W tym sezonie spektakl ponownie przyciąga tłumy widzów. Czy słusznie?
Byłam na "Quo vadis" w Teatrze Muzycznym w Gdyni
W środę 22 października tuż po godzinie 18:00 zaczął się kolejny spektakl "Quo vadis" w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Sala była zapełniona po brzegi, a widzowie ze zniecierpliwieniem czekali na zgaszenie świateł. Wszak widowisko od samego początku zapowiadane było jako zorganizowany z rozmachem spektakl. Zdobyło także wiele pozytywnych recenzji.
Reżyserem "Quo vadis" jest Wojciech Kościelniak. Nie było to jego pierwsze zderzenie z rodzimą literaturą, bowiem już wcześniej nadał swój osobisty musicalowy ton "Lalce", "Chłopom" czy "Wiedźminowi" na deskach gdyńskiego teatru.
Bogate portfolio reżysera, który niegdyś sam występował na scenach teatralnych, pozwala mieć więc wysokie oczekiwania wobec "Quo vadis". Tym bardziej że to podczas zeszłorocznej gali z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru zostało okrzyknięte Przedstawieniem roku 2024.
Wartka akcja, krwiste postaci, wyrazisty wątek miłosny, ciekawa polemika tego, co przemija z tym, co nadchodzi, oraz krwawe widowiska to mieszanka, która od lat porywa czytelników. "Quo vadis" to epopeja, która aż prosi się, aby przenieść ją na deski sceniczne. Właśnie musical - jako forma teatru totalnego - będzie w stanie poradzić sobie z jej rozmachem, wielowątkowością, licznymi bohaterami i żarliwymi uczuciami - czytamy na stronie Teatru Muzycznego w Gdyni.
W "Quo vadis" Henryk Sienkiewicz z własnej perspektywy opisał rodzące się chrześcijaństwo na tle rubasznej cywilizacji rzymskiej. Ze strukturą samej powieści można się kłócić. Jak jednak przenieść ponad 600 stronicowe dzieło na deski teatru, nie nudząc przy tym widza i jednocześnie przekazując mu wartość? Kościelniak udowadnia, że da się to zrobić.
Akt pierwszy. Fortuna kołem się toczy
Gasną światła. Na scenie pojawiają się Trzy Furie - Niestrudzona, Mścicielka i Zawistna. To rzymskie boginie świata podziemnego i zemsty. Uzbrojone w korbę, wprowadzają nas do wykreowanego przez Kościelniaka świata. To właśnie one przez ponad 3,5 godziny będą kręcić mechanizmem dziejów, będąc przy tym narratorkami powieści.
Scena, na której się znajdują, przypomina Koloseum. To właśnie ono przed cały czas trwania spektaklu staje się centrum wydarzeń - luksusowego pałacu Nerona, śmiercionośną areną oraz miejscem pojednania Chrześcijan. Za tę oraz inne części scenografii odpowiadał Mariusz Napierała.
Sam zamysł musicalu nie odbiega zbytnio od swojego literackiego pierwowzoru. Podobnie jak w książce Sienkiewicza, na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni wszystkie wątki splatają się ze sobą, tworząc przy tym zgrabną całość, która mimo objętości czasowej nie nudzi, a czaruje, hipnotyzuje i wciąga.
Co z tym Rzymem?
Z pewnością nie byłoby "Quo vadis", gdyby nie kuszący przepychem Rzym pod władzą Nerona (w tej roli Marcin Słabowski). Ten właśnie powitał na świecie swoje dziecię. "Cesarz ma córkę…", a Rzym świętuje.
Rzym się upije i po raz kolejny zachłyśnie. Stworzone z rozmachem widowisko pokazuje słabości cesarza, który, choć ma o sobie niezwykle wysokie mniemanie, wcale nie jest tak wspaniały, jak mogłoby się wydawać.
Wątek władczy zręcznie łączy się z historią Marka Winicjusza (Jakub Badurka) i Ligii (Adrianna Koss) Reżyser pokazuje widzom, jak miłość wysoko postawionego patrycjusza, początkowo opierająca się na porywach serca i pożądaniu, z czasem staje się głęboka i dojrzała.
Wcielający się w postać niedojrzałego amanta Jakub Badurka doskonale oddaje emocje, jakie rządzą postacią, nadając jej przy tym mocnego charakteru.
W opozycji do jego postaci staje Ligia. Zagubiona dziewczyna momentami wydaje się nieobecna. Jako żyjąca w mniejszości chrześcijan odgrywa ogromną rolę w przemianie Winicjusza. Kieruje się prawdą i zasadami, które dopiero z czasem zaczynają wywierać wpływ na jej ukochanego.
Nie sposób nie wspomnieć także o Petroniuszu. W tej roli na scenie stanął Krzysztof Wojciechowski. Postać doradcy Nerona, który zgrabnie punktuje wszelkie wady cesarza oraz ironicznie spogląda na świat, na scenie Teatru Muzycznego w Gdyni w moim odczuciu podobnie jak Furie, kręci światem. Ostatnia scena, w której pojawia się wraz z Eunice (Sylwia Wąsik-Szlempo), wzrusza i wywołuje ogromne wrażenie.
"Quo vadis". Dzieło pełne opozycji i odniesień do czasów obecnych
Nie da się ukryć, że gdyńskie "Quo vadis" pełne jest kontrastów i opozycji. Cicha i spokojna Ligia zestawiona jest z porywczym Winicjuszem. Oddanej Eunice w parze przypadł frywolny Petroniusz. Wreszcie Neron, pełen złości szaleniec, który za wszelką cenę pragnie być artystą, zestawiony zostaje z Piotrem Apostołem. Przywódca chrześcijan jest przytłoczony odpowiedzialnością za swój lud, który musi stawić czoła niesprawiedliwości.
Nie sposób nie zauważyć także odniesień do współczesnego świata. Ubrani w czarne mundury pretorianie z opaskami na ramieniu nawiązują do nazistów. Piotr Apostoł odziany w kaszkiet i lichy płaszcz wygląda jak żywcem wyjęty z powstania. Ubiór Nerona wygląda z kolei jak żywo namalowany ogień, który strawił Rzym. Tak oddziałujące na wyobraźnię kostiumy są zasługą Anny Adamek i Martyny Kander.
Należy także wspomnieć o kompozytorze piosenek, jakie wybrzmiały podczas środowego wieczoru w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Za fantastyczną muzykę odpowiada Mariusz Obijalski, a kierownictwem muzycznym zajął się Dariusz Różankiewicz. Skomponowane piosenki powstały do tekstów samego reżysera "Quo Vadis", czyli Wojciecha Kościelniaka.
Czy warto wybrać się na "Quo vadis" w Teatrze Muzycznym w Gdyni?
W spektaklu roi się od zapadających w pamięć piosenek. Zaśpiewane na początku "Cesarz ma córkę…" nie wychodzi z głowy do końca przedstawienia i pozostaje w niej przez kolejne godziny już po opuszczeniu gdyńskiego teatru. Dołączając do tego światła, scenografię, a także wartką akcję, dostajemy spektakl, który wywiera ogromne wrażenie i pozostaje w myślach na długo.
"Quo vadis" w Teatrze Muzycznym w Gdyni to świetnie zrealizowane widowisko. Stworzony z rozmachem spektakl zapada w pamięci i mimo dobrze większości znanej fabule zostawia także pole do własnej interpretacji i refleksji. Czy warto? Warto. Korba dziejów, w ruch!