Włącz radio

To miała być tylko parodia. Dziś hit Franka Kimono z lat 80. zna prawie każdy

3 min. czytania
08.06.2026 05:35
Zareaguj Reakcja

8 czerwca 2026 roku Piotr Fronczewski kończy 80 lat - i choć przez dekady zachwycał na scenie oraz ekranie, dla wielu fanów na zawsze pozostanie też... Frankiem Kimono. To właśnie pod tym pseudonimem nagrał kultowy przebój "King Bruce Lee karate mistrz", który do dziś rozkręca każdą imprezę.

Jaka historia stoi za przebojem Piotra Fronczewskiego?
fot. commons.wikimedia.org/Fryta 73/CC BY-SA 2.0
  • "King Bruce Lee karate mistrz" to utwór nagrany przez Piotra Fronczewskiego pod pseudonimem Franek Kimono.
  • Projekt szybko przerodził się z żartu w pełnoprawne wydawnictwo muzyczne z całą płytą.
  • Mimo ironicznego charakteru i braku wykonań na żywo, piosenka zdobyła ogromną popularność.

"King Bruce Lee karate mistrz" to piosenka, która zyskała popularność dzięki Frankowi Kimono. Za tym pseudonimem kryje się popularny aktor i satyryk Piotr Fronczewski. Postać wymyślonego wykonawcy, który zyskał ogromną sławę za sprawą swojej charakterystycznej melorecytacji, początkowo miała być jedynie parodią wokalistów disco polo. Niewinny żart potraktowano jednak na poważnie, a Fronczewski wydał jako Franek Kimono całą płytę.

Rozwiąż quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz. Największe polskie hity lat 80. Mistrz parkietu zgarnie 18/20!

1/20 "Dorosłe dzieci" to przebój z repertuaru zespołu:

Piotr Fronczewski to artysta totalny. Z jednej strony klasyczny aktor z ogromnym dorobkiem teatralnym i filmowym, z drugiej... twórca jednego z najbardziej nieoczywistych projektów muzycznych w historii polskiej popkultury. Choć jego kariera rozwijała się w stronę ambitnych ról, zgodził się na eksperyment muzyczny, który z czasem urósł do rangi fenomenu. Tak narodził się Franek Kimono - postać przerysowana, ironiczna i idealnie wpisująca się w klimat lat 80.

Ta piosenka miała być jedynie żartem. Jaka jest jej historia?

Wszystko zaczęło się w latach 80., kiedy wszędzie dostrzec można było jeszcze echa zniesionego dopiero co stanu wojennego. W polskiej muzyce nastał jednak czas buntu. To wtedy Lady Pank nagrał "Mniej niż zero", a Lombard śpiewał "Śmierć dyskotece!". Znany kompozytor także chciał dołożyć swój wkład do rodzącego się właśnie muzycznego nurtu. Miało się to stać właśnie za sprawą utworu "King Bruce Lee karate mistrz".

Dopiero co zniknęły z ulic czołgi i grzejący się przy koksownikach żołnierze. Ludzie byli w szoku, smutno jakoś wszędzie, ale przecież były miejsca, gdzie toczyło się inne życie. [...] Najbliżej miałem do "Remontu". Tam często obserwowałem inny świat, a jego ważnymi składnikami byli bramkarze. Królowie życia, trochę cinkciarze, trochę sportowcy, trochę łobuziaki. No i zacząłem się zastanawiać, że warto byłoby ten świat, czy może bardziej światek, w trochę krzywym zwierciadle sportretować - wspominał kompozytor Andrzej Korzyński dla BibliotekaPiosenki.pl.

To właśnie on stał za projektem, który początkowo miał być jedynie krótką serią piosenek inspirowanych życiem dyskotekowym tamtych czasów.

Redakcja poleca

To on był Frankiem Kimono. Dziś zna go każdy

Aby tchnąć w swój pomysł życie, Andrzej Korzyński potrzebował odpowiedniego wykonawcy. Poszukiwania nie trwały jednak długo. Swoją premierę miał właśnie film "Akademia pana Kleksa", w którym Piotr Fronczewski zagrał główną rolę. Kiedy kompozytor usłyszał jego głos, wiedział, że ma już właściwą osobę.

Początkowo niechętny do współpracy Piotr Fronczewski przystał na propozycję kompozytora. Obaj panowie stworzyli razem dwa utwory "King Bruce Lee karate mistrz" i "Dysk dżokej". Szybko okazało się jednak, że ich współpraca na tym się nie zakończy. Wkrótce Franek Kimono wydał długogrającą płytę winylową, na którą napisano aż jedenaście piosenek.

"King Bruce Lee karate mistrz" jest dziś przebojem

Pomysł na Franka Kimono był prosty, ale genialny - uchwycić klimat epoki, trochę szary, trochę szalony, i ubrać go w rytm syntezatorów oraz lekko prześmiewczy tekst. Projekt szybko wymknął się spod kontroli i stał się prawdziwym hitem. Co ciekawe, kawałek nigdy nie wybrzmiał publicznie - był przeznaczony tylko dla ucha i wyobraźni.

Mimo to szalenie go lubiano, o czym niech świadczy fakt, że zwaliły mu się na głowę wszystkie możliwe telewizje, łącznie z japońską i amerykańską. Byłem zawstydzony, nie bardzo umiałem się w tym znaleźć. Dla nas pan o inicjałach F. K. był efektem ubocznym większej roboty. A tu nagle wyrósł taki kwiatek - opowiadał po latach kompozytor.

Jedyny raz, kiedy Piotr Fronczewski przebrał się za postać, miał miejsce podczas sesji zdjęciowej na okładkę swojej płyty. Aktor pozował wówczas w wypożyczonym z sekcji judo kimono, ucharakteryzowany tak, by wyglądem przypominał Chińczyka.

Oglądaj

Źródło: ZlotePrzeboje.pl, BibliotekaPiosenki.pl