advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Amerykański sen czy wielkie rozczarowanie? To w USA jest gorsze niż w Polsce

4 min. czytania
15.05.2025 06:35
Zareaguj Reakcja

Stany Zjednoczone Ameryki to ziemia obiecana dla wielu ludzi na całym świecie. Bardzo łatwo zachwycić się tym, co można zobaczyć za wielką wodą. USA to świat, który znamy z filmów, muzyki czy książek, dlatego też pierwsze chwile w tym kraju będą z pewnością pozytywnym szokiem. Jednak wraz z upływem czasu zaczyna się dostrzegać coraz więcej mankamentów, o których pisze dziennikarka ZlotePrzeboje.pl.

To w USA rozczarowuje
fot. Pixabay / TheDigitalArtist / geralt / RobinHiggins / CC0
  • Stany Zjednoczone Ameryki to kraj, który wiele osób pragnie odwiedzić. 
  • Nie wszystko, co tam zastaniemy, jest "amerykańskim snem". 
  • Te rzeczy w USA mnie rozczarowały. 

USA mają swój narodowy etos nazywany "american dream", czyli "amerykański sen". Wyraża on wszystkie ideały, którymi (przynajmniej w teorii) kieruje się amerykańskie społeczeństwo. Są to takie wartości, jak demokracja, równość, wolność, ale także kultura czy styl życia.  

Termin "amerykański sen" używany jest również jako określenie na dorobienie się, ułożenie sobie życia, założenie rodziny, stworzenie wymarzonego domu. Ma być to zatem synonim dla idealnego życia, które ma zapewnić osiedlenie w Stanach Zjednoczonych Ameryki.  

W rzeczywistości jednak nie wszystko wygląda tak, jak z marzeń sennych. Poniżej opiszę kilka rzeczy, typowych dla Stanów Zjednoczonych, które przypominały mi, dlaczego dobrze jest być Europejczykiem.

Redakcja poleca

Porozmawiajmy o jedzeniu w USA

Jedzenie to jeden z aspektów amerykańskiej kultury, o który można się pokłócić. Wszystko jest w porządku, dopóki jesteśmy mięsożerni i nie boimy się podwyższonego cholesterolu. Wtedy do woli możemy zajadać się stekami, burgerami, ciężkimi kanapkami skąpanymi w tłustych sosach i majonezie.  

Z czasem zaczyna też brakować warzyw, sałatek (z wyjątkiem colesława – ten jest wszędzie) czy owoców. Te z kolei pojawiają się w knajpach zbyt rzadko. Ja narzekam też na brak cen z wliczonym podatkiem, ale to już inna historia. W każdym razie amerykańska kuchnia w takim wydaniu może mieć swoich zwolenników. 

Prawdziwy problem tkwi w hotelowych śniadaniach będących kwintesencją maksymalnie przetworzonego jedzenia, jakiego powinno się unikać. Jajecznica z proszku, gotowe kotleto-burgery (?), masa do robienia gofrów i gumowy chleb tostowy prześladowały mnie przez całe dwa tygodnie. Zmieniały się jedynie pojedyncze produkty, takie jak płatki śniadaniowe czy drożdżówki.  

Będąc gościem typowego dwupiętrowego motelu, pokazywanego w niejednym hollywoodzkim filmie, wcale nie oczekuję jedzenia jak z pięciogwiazdkowej restauracji. Miło byłoby jednak, aby serwowane śniadanie nie przyprawiało mnie o ból wątroby.  

Typowe śniadanie w przeciętnym hotelu. Fot. Zloteprzeboje.pl
fot. Typowe śniadanie w przeciętnym hotelu. Zloteprzeboje.pl

Poza zasięgiem sieci. (Nie)technologiczne imperium

USA oprócz tłustego jedzenia i wielkich samochodów powinny kojarzyć się z technologicznym imperium. To w końcu ojczyzna wielu gigantów cyfrowych, które trzymają niemal cały świat w garści. Szkopuł w tym, że w samych Stanach zasięg telefonii komórkowej jest... albo go nie ma. 

W trakcie podróży zadziwiająco często okazywało się, że jestem poza zasięgiem sieci. Nie było dnia, w którym chociaż raz nie straciłam zasięgu. Oczywiście nie jest to problem, z którym nie można sobie poradzić. Jest to jednak rzecz, jaką zdecydowanie się odczuwa szczególnie podczas podróży samochodem po USA.  

Do technologicznych problemów można także dodać zaskakująco ograniczoną możliwość płatności mobilnych. Płacenie telefonem w większości krajów Europy to już standard, w USA miłe wyjątki. Dlatego też w podróż po Stanach trzeba się wybierać z kartą (najlepiej kredytową) i na wszelki wypadek gotówką. 

Plastikowe imperium, czy USA w pigułce

Amerykańskie sklepy takie jak Wallmart w pierwszej chwili mogą przerazić i to co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze są to naprawdę ogromne obiekty handlowe, w których jeśli się nie zgubisz, to na pewno nie nic nie znajdziesz. A gdy już to znajdziesz, to nie będziesz wiedzieć, ile to ma litrów lub gramów.  

Chociaż jednostki imperialne akurat nie były dla mnie zaskoczeniem to galony, cale i uncje czasami przeszkadzały. Dokładniej gramatura poszczególnych rzeczy, która była albo malutka (typowa puszka 330 ml) albo niebotycznie wielka (galonowe opakowania napojów, chrupków itp.). 

Z kolei po zakończonych zakupach wszystkie produkty lądowały w cienkich, jednorazowych siatkach. Polskie sklepy przyzwyczaiły nas już do płóciennych toreb lub przynajmniej plastikowych reklamówek, lecz wielokrotnego użytku. Dlatego też pakowanie niemal każdej rzeczy w oddzielną foliówkę mierził mnie niesamowicie. 

Picie w butelce o pojemności 1 galona. Fot. Zloteprzeboje.pl
fot. Picie w butelce o pojemności 1 galona. Zloteprzeboje.pl
Serowe chrupki w niebotycznie wielkich słojach, oczywiście plastikowych. Fot. Zloteprzeboje.pl
fot. Serowe chrupki w niebotycznie wielkich słojach, oczywiście plastikowych. Zloteprzeboje.pl

Wyspy na morzu asfaltu 

Stany Zjednoczone niewątpliwie mają wiele do zaoferowania turystom. Jednak w wielu przypadkach, żeby dostać się z punktu A do punktu B, trzeba pokonać naprawdę sporo kilometr... mil!!!  

W dodatku najczęściej da się to zrobić jedynie autem, ponieważ komunikacja zbiorowa w porównaniu z tą europejską, nawet polską, jest raczej marna. W związku z tym wypożyczenie wielkiego auta może okazać się nie do przeskoczenia. Dobrze, że chociaż benzyna jest tam sporo tańsza niż u nas. 

Turystyczne potworki w Stanach Zjednoczonych

Atrakcje turystyczne niewarte ceny lub czasu. Do takich mogą zaliczać się chociażby forty, które często nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Kilka sztucerów, zużyty mundur czy armata nie zrobi wielkiego wrażenia na Europejczyku, który na swoim kontynencie ma tego w muzeach czy skansenach pod dostatkiem. Rozczarowanie jest tym większe, gdy wejściówka do takiego miejsca będzie kosztowała piętnaście dolarów (plus podatek). 

Zwykle warto również dokładnie sprawdzić opis miejsca, które chce się odwiedzić. Bez tego można zjechać sto mil, aby zobaczyć zwykły dom w remoncie. Tak było w moim przypadku. Celem był dom w Seaside na Florydzie, który wykorzystano w filmie "Truman Show". Zwykle lepiej mieć mniejsze wymagania na start, wtedy można uniknąć rozczarowania. W tym przypadku lepiej było nie mieć ich wcale.  

Na miejscu okazało się, że budynek oznaczony na mapie jako filmowa atrakcja turystyczna, jest najprawdopodobniej prywatną własnością i to w dodatku w remoncie. O tym, że to obiekt, którego szukamy, informuje jedynie mała strzałka postawiona na działce obok. O jakąkolwiek wystawę, muzeum czy nawet sklep z pamiątkami nawet nie było co pytać. 

Filmowa "atrakcja" turystyczna, czyli dom, który wykorzystano w filmie "Truman Show". Fot. Zloteprzeboje.pl
fot. Filmowa "atrakcja" turystyczna, czyli dom, który wykorzystano w filmie "Truman Show". Zloteprzeboje.pl

Czy USA to kraj idealny? Nie. 

Czy Stany Zjednoczone są ciekawe, ale mają sporo wad? Tak, po prostu trzeba się na nie przygotować. 

Czy to wciąż miejsce, które warto odwiedzić? Jeszcze jak. 

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!