Włącz radio

ADHD u dorosłych da się okiełznać. Baba od polskiego: „Psychoedukacja jest niezbędna” [WYWIAD]

13 min. czytania
30.05.2024 13:00
Zareaguj Reakcja

Nauczycielską misję spełnia, działając w sieci. Jej materiały pomogły przygotować się do egzaminów tysiącom uczniów. Aneta Korycińska to jednak nie tylko Baba od polskiego. Niedawno na rynku zadebiutowała jej pierwsza książka, opowiadająca o ADHD. Co w niej znajdziemy?

|
fot. Baba od polskiego – Aneta Korycińska. Aleksander Ikaniewicz

Aneta Korycińska to nauczycielka, redaktorka, oligofrenopedagożka i podcasterka. Największą popularność zyskała jednak jako Baba od polskiego. Właśnie pod tą nazwą kilka lat temu wystartował jej fanpage, a później strona internetowa. Uczniowie, którzy mają w szkole problemy z językiem polskim, znajdą na niej wskazówki dotyczące pisania wypracowań i przygotowywania się do egzaminów.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!

Już jako osoba dorosła Aneta Korycińska dowiedziała się, że ma ADHD. Diagnoza okazała się dla niej odpowiedzią na wiele pytań, które od lat sobie zadawała. Teraz o zmaganiach z chorobą zdecydowała się opowiedzieć w swojej książce, zatytułowanej „Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD”. Jakie motywacje stały za jej powstaniem? Dowiecie się tego z wywiadu, którego Baba od polskiego udzieliła specjalnie dla serwisu Zloteprzeboje.pl.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo…

To najpopularniejsza nauczycielka w sieci. Zawód wybrała przypadkowo

Oliwia Przybyszewska, dziennikarka serwisu Zloteprzeboje.pl: W internecie jest Pani znana jako Baba od polskiego. Jak to się stało, że została Pani nauczycielką? W książce możemy przeczytać, że w przeszłości próbowała Pani swoich sił w innych zawodach – choćby menadżerki zespołów metalowych.

Aneta Korycińska (Baba od polskiego): Trudno powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Już na studiach zaczęłam uczyć dzieci znajomych i młodych członków kapel. Udzielałam im po prostu korepetycji. Przebiegały one czasami w nietypowej aurze, na tyłach jakichś klubów, bo na przykład rozstawialiśmy akurat sprzęt, a ja wtedy opowiadałam. To była forma zabawy. Odkryłam, że sprawia mi to wielką przyjemność i że jak zaczynam mówić, to może to trwać i trwać.

Zobacz także: „Jedna z najtrudniejszych scen”. Zakościelny i Wróblewska o „Tylko mnie kochaj”

Nawet będąc na studiach, nigdy nie sądziłam, że zostanę nauczycielką. Wybrałam polonistykę, bo lubiłam czytać i pisać. Początkowo chciałam zajmować się czymś innym, bo bardziej interesowała mnie fizyka. Później poszłam jednak na studia i się zakochałam. Zachwyciłam się tym, że po raz pierwszy jestem w takim miejscu, gdzie mogę rozmawiać z innymi na temat bohaterów literackich czy książek. Ciągle się inspirowaliśmy. Tworzyliśmy też razem Teatr Polonistyki, dzięki czemu mogliśmy spędzić ze sobą naprawdę dużo czasu.

Jak trzeba było wybrać na studiach specjalizację, to wybrałam nauczycielską tylko dlatego, że pomyślałam, że przezorny zawsze ubezpieczony. Nie wiedziałam, co będę robiła w przyszłości, a to brzmiało jak poważny zawód. Wtedy do wyboru były jeszcze redakcja i korekta tekstów oraz filologia dla mediów, ale nikt jeszcze nie wiedział, czy takie specjalizacje okażą się potrzebne. Zdecydowałam się więc na specjalizację nauczycielską – czysto pragmatycznie.

Później pracowałam jakiś czas w mediach, ale okazało się, że zupełnie nie nadaję się do przeprowadzania wywiadów i że bardzo mnie stresuje dzwonienie do kogoś. To była dla mnie szkoła życia – takiego, którego po prostu nie znałam. Z jednej strony było to fascynujące, obce, nowe, a z drugiej strony powodowało mój wewnętrzny sprzeciw, że to niekoniecznie jest to, co chcę robić. W pewnym momencie zrezygnowałam z pracy i uznałam, że zobaczę, jak to jest być nauczycielką. I poszło.

Zobacz także: Tak Stevie Wonder napisał historię muzyki. „Język, który wszyscy rozumiemy”

Skąd się wzięła „Baba od polskiego”?

Swoją przygodę jako nauczycielka zaczynała Pani w szkole. Choć udało się Pani nawiązać z uczniami dobre relacje, to ostatecznie zdecydowała się Pani zakończyć pracę i zacząć działać w sieci. Dlaczego?

Aneta Korycińska: Udzielałam korepetycji i tworzyłam materiały edukacyjne jeszcze gdy pracowałam w szkole. Zanim była to firma, prowadziłam fanpage. Założyłam go bez przemyślenia ani strategii. Jechałam wtedy tramwajem do pracy. Stąd też nazwa „Baba od polskiego”. To był rok 2015 i wtedy wydawała mi się ona jeszcze bardzo zabawna. Dzisiaj czasami jest już więzieniem.

Później założyłam firmę, ale wciąż pracowałam jeszcze w szkole. Zarabia się tam jednak tak, że właściwie nie stać cię nawet na wynajem mieszkania. Wtedy z wychowawstwem to było 1700 złotych. Oczywiście jednocześnie pracowałam przy koncertach, bo miałam zbyt wiele energii, którą trzeba było gdzieś rozładować.

Zobacz także: To on „pogodził” Abbę. Dzięki niemu spotkali się po 30 latach

Później korepetycji zaczęło być coraz więcej i pracowałam już zdecydowanie za dużo. W szkole nigdy nie miałam tylko jednego etatu, bo zawsze były braki polonistów. Dodatkowo uczyłam jeszcze języka polskiego jako języka obcego, opiekowałam się biblioteką szkolną i prowadziłam zajęcia oligofrenopedagogiczne, na których zajmowałam się osobami ze spektrum autyzmu. Spędzałam więc w szkole mnóstwo czasu, a był to najmniejszy zarobek.

W gruncie rzeczy to jednak nie pieniądze zdecydowały o odejściu ze szkoły. Po prostu brak mi pokory. Nie umiem mieć nad sobą szefostwa. Trudno mi też było wytrzymać na radach pedagogicznych, bo chciałam wtedy coś czytać i sprawdzać.

Myślę, że główna przyczyna mojego odejścia ze szkoły to był fakt, że coraz bardziej wewnętrznie się buntowałam. Ogromnym problemem jest dla mnie moje poczucie sprawiedliwości. Czasami wystarczy jakiś drobiazg, który sprawia, że dane miejsce po prostu mi brzydnie. Wystarczyły drobnostki i już więcej nie czułam radości w pracy. Lekcje – wspaniale, ale wszystko oprócz tego było dla mnie bardzo trudne do wytrzymania.

Zobacz także: Największy błąd Łukasza Zagrobelnego. „Nie wiem, jak to się wydarzyło”

Aneta Korycińska napisała książkę o ADHD. „Chciałam postawić kropkę nad i”

Powodem naszego spotkania jest niedawna premiera Pani książki, zatytułowanej „Radio w mojej głowie. Opowieści o ADHD”. Jak sama Pani w niej pisze, zaproszenie do „bebechów” Pani głowy nie było łatwe, bo wymagało cofnięcia się do czasów dzieciństwa i rozdrapania starych ran. Dlaczego się Pani na to zdecydowała?

Aneta Korycińska: Byłam już na wielu terapiach i różnych spotkaniach psychoedukacyjnych. Wydawało mi się, że jestem mądra, bo przeczytałam wszystkie książki o ADHD i wciąż się na ten temat dokształcam, ale nadal nie radziłam sobie z wieloma kwestiami. Chciałam postawić kropkę nad i, zamknąć pewien okres w życiu. Ta mnogość stacji w mojej głowie sprawia, że nie jestem w stanie zobaczyć pełnego obrazu siebie. Pomyślałam, że jeżeli to opiszę, to ta historia stanie się obca, a nie moja i może uda się jakoś obrócić ją w rękach i stworzyć z niej kształt, który jest konkretny.

[instagram]

Zobacz także: Rozsławił polską muzykę na świecie. Krzysztof Penderecki był wybitny

W książce wiele razy wspomina Pani o wstydzie, który towarzyszył Pani przed poznaniem diagnozy o ADHD. Co pomogło Pani okiełznać to uczucie na tyle, by być teraz w stanie otworzyć się przed czytelnikami i opowiedzieć im swoją historię?

Aneta Korycińska: Odważyłam się mówić, ale nadal boję się reakcji na książkę. Jest to podszyte wstydem, że może powiedziałam za dużo, może nie powinnam była czegoś pisać, a może coś przeoczyłam. Mnóstwo takich głosów impostora cały czas pojawia się w mojej głowie, ale po prostu to zrobiłam. Uznałam, że piszę, zamykam oczy i niech się dzieje, co chce.

A czy w pracy miewa Pani jeszcze obawy o to, że ktoś może podważyć Pani kompetencje ze względu na ADHD?

Aneta Korycińska: Tak. To jest coś, co mnie przeraża. Mimo że nieustannie czytam, poprawiam samą siebie i sprawdzam, czy nie popełniłam gdzieś błędu, to i tak ten lęk ciągle jest. Mimo wszystko robię to, choć z wielką dozą nieufności i na wstrzymanym oddechu.

Życie ułożyło mi się tak, że moim głównym klientem, a zarazem odbiorcą wszystkich moich treści oraz materiałów edukacyjnych, jest nauczyciel. Jak gdzieś jeżdżę i mam wykłady czy prelekcje, to są one skierowane do bibliotekarzy i nauczycieli. Na żywo nigdy nie spotkałam się jednak z nieprzyjemnościami. Przeciwnie – lubię te rozmowy, wymiany myśli. Tam nigdy ze strony drugiego człowieka nie spotkało mnie nic, czego się boję w internecie.

Na co dzień dostaję w sieci mnóstwo komentarzy. Nie wszystkie są oczywiście krytyczne, chociaż takie też się zdarzają. Wiem na przykład, że mam wadę wymowy, niektórych dźwięków nie jestem w stanie wypowiedzieć, a niektóre głoski zjadam. Nie ma jednak tygodnia, żeby ktoś mi o tym nie przypomniał.

Zobacz także: To trzeba robić, by zadbać o samopoczucie. Ekspertka nie ma wątpliwości [TYLKO U NAS]

Nie tylko o sobie. To oni mają głos w książce

Oprócz Pani historii w książce „Radio w mojej głowie” można przeczytać też opowieści osiemnastu innych osób, u których ADHD – podobnie jak w Pani przypadku – zdiagnozowano już w dorosłości. Skąd pomysł, by zaprosić je do współtworzenia książki?

Aneta Korycińska: Wydawnictwo dało mi dużą swobodę, jeśli chodzi o to, jak ma wyglądać książka. Miała jedynie poruszać temat ADHD. Pierwsza część, ta dotycząca mnie, wydawała mi się na początku najtrudniejsza. To ona miała być główną częścią, ale później pomyślałam, że jest pewne ryzyko, że czytając moją historię, ludzie pomyślą, że właśnie tak zawsze wygląda ADHD. Nie chciałam, żeby ktoś sądził, że w takim razie każda osoba z ADHD będzie się zachowywała tak, jak Korycińska. Stąd ten pomysł na różne historie – żeby pokazać, że neuroróżnorodność to neuroróżnorodność.

Często trochę niezbyt ładnie mówimy też, że do ADHD lubi się przyklejać coś jeszcze innego. W moim przypadku to prawdopodobnie spektrum autyzmu. Nie zdiagnozowałam się jednak jeszcze, bo po ostatnim analizowaniu swojego życia pod kątem ADHD nie mam już na to siły. Pierwsza diagnoza bardzo wiele u mnie zmieniła i wiele mi wyjaśniła. Lepiej rozumiem na przykład różne swoje reakcje i wiem, kiedy emocje eskalują i muszę ochłonąć. Rozmawiałam jednak z wieloma osobami, które twierdziły, że kiedy przychodzi druga diagnoza, to jest ona już trudniejsza. Pierwsza jest nadzieją, chociaż przeżywa się też żałobę i koniecznie trzeba przeanalizować całe swoje życie od początku. No ale ileż razy człowiek może to robić?

Zobacz także: „Najwyższa kapłanka soulu”. Przypominamy najpiękniejsze melodie Niny Simone

Pani historia uświadamia, że życie z ADHD nie tylko po diagnozie, lecz także przed jej usłyszeniem, może być dużym wyzwaniem. Niestety wciąż niewiele osób ma świadomość, czym ono tak naprawdę jest. Czasami nawet, jak Pani zauważa, ADHD może sprowadzać się do modnego hasztagu. Z czego to Pani zdaniem wynika?

Aneta Korycińska: Dla wielu ludzi to, że dorosła osoba, która jest w stanie wysiedzieć przy biurku, może mieć ADHD, to odkrycie. Dla mnie też było to szokujące, gdy pierwszy raz spotkałam z propozycją diagnozy. Wokół ADHD krąży bardzo dużo mitów. To dlatego, że nie mówi się o zdrowiu psychicznym całościowo. Jeżeli już, to cieszymy się, że w przestrzeni mediów społecznościowych, czy też w ogóle w społeczeństwie, publicznie mówimy o depresji. To już jest wielka zmiana, bo jeszcze trzy, cztery lata temu to dopiero raczkowało. Baliśmy mówić się: „Miałem depresję”, „Miałam depresję”.

Jeżeli chodzi o ADHD, to dla wielu osób brzmi to trochę tak, jakby ktoś się wygłupiał i koniecznie chciał coś mieć. Wszystko dlatego, że ta nazwa funkcjonuje w języku potocznym i używa się jej do określania energicznego dziecka, z reguły chłopca. I jak ty, 30-letnia czy 50-letnia kobieta, możesz mówić, że masz ADHD? No wymyśl sobie coś innego, jak już tak bardzo potrzebujesz atencji. To wszystko wpływa na nierozumienie tego zjawiska. Przez to, że ono weszło do języka codziennego jako pewien syndrom zachowań dziecięcych, my nie wiemy, z czym to się wiąże. A to nie jest tylko tak, jak nam pokazują reelsy na Instagramie.

Zobacz także: Historia opowiedziana rytmem „Back to Black”. Prawdziwa Amy zeszła na drugi plan [RECENZJA]

ADHD ma oczywiście bardzo duży potencjał komiczności, bo ile razy człowiek może iść przez swój korytarz, przewrócić się i złamać palec u nogi, bo nie zauważył futryny? To zabawne, zwłaszcza że taki ktoś świetnie radzi sobie w wielu różnych dziedzinach życia albo skończył kilka kierunków studiów, ale i tak notorycznie ma złamany mały palec u nogi. Ale ADHD to nie tylko to.

ADHD wiąże się z bardzo dużymi trudnościami w relacjach. U kobiet PMS nie jest zwykłym PMS-em – on jest hiperturbo PMS-em i żeby go okiełznać i sobie pomóć, potrzebna jest wiedza. To jest też odczuwanie wewnętrznego bólu ze względu na braki dopaminy. Oczywiście wchodzi się też często w hiperfocus i zapomina o wszystkim innym. Jedni popadają w używki, bo opanować chaos w głowie, inni w pracoholizm, który też jest uzależnieniem. To mój problem, mam za dużo energii i chęci do pracy, którą bardzo lubię. Kładę się spać i wtedy przychodzą mi do głowy świetne pomysły, i już nie mogę zasnąć, bo się pobudziłam.

Zobacz także: By zadbać o zdrowie, nie trzeba wiele. Skorzystaj z tych 7 rad [TYLKO U NAS]

Już na początku książki pisze Pani, że nie jest ona poradnikiem. Mimo tego, że nie chce Pani dawać rad, to w „Radiu w mojej głowie” pojawia się wskazówka, by szukać diagnozy i zająć się psychoedukacją. Gdzie osoby, które podejrzewają, że mogą mieć ADHD, powinny szukać pomocy?

Aneta Korycińska: Często jest tak, że masz ADHD i wiesz, że potrzebujesz pomocy, ale jej znalezienie dla ciebie jest za trudne, bo ten proces jest trudny i żmudny. Musisz znaleźć specjalistę, sprawdzić róże miejsca, dowiedzieć się, jak do nich dojechać, jaka jest cena, czy ktoś przyjmuje online czy tylko stacjonarnie… Większość ludzi rezygnuje już na wstępie. Bardzo często ludzie piszą do mnie, żeby pomóc im się z tym uporać. Ta biurokracja, załatwianie rzeczy, to jest coś, co nas niekiedy paraliżuje.

Ja mam taką prostą metodę, że wchodzę na portale ze wszystkimi lekarzami i sprawdzam, kto jest dostępny. To jest jedna z dróg. Druga to jest grupa o ADHD u dorosłych na Facebooku. Tam ludzie prowadzą katalogi z informacjami, jaki specjalista przyjmuje w danym mieście, czy robi to na żywo czy online oraz w jakiej cenie. Każdy z członków grupy może ocenić swoją wizytę i podzielić się tym, czy czuł się wysłuchany albo ile potrzeba mu było spotkań.

Zobacz także: „Jedyny zespół, który ma znaczenie”. Tak The Clash zapisali się na kartach historii

Często bardzo trudno jest się zapisać do psychiatry. Trzeba zrobić dużo badań neurologicznych, sprawdzić różne sfery życia, pochodzić na terapię, więc to z reguły trwa. Ostatnio mówi się jednak o tym, że pojawia się komercyjny rytm przyznawania diagnoz ADHD bez takiej długiej analizy. Po prostu przychodzisz, robimy test i jeśli wynik na to wskazuje, to dostajesz diagnozę.

Trzeba mimo tego pamiętać, że ADHD wcale nie jest tak częste, jak się mówi. Ma je około 10% społeczeństwa. ADHD jest wtedy, kiedy występuje dysfunkcja w przynajmniej kilku obszarach życia. Mogą to być problemy z organizacją, uzależnienia, problemy w kontaktach z ludźmi, lęki społeczne… A jeżeli ktoś mówi, że jest zawsze taki energiczny, więc pewnie ma ADHD, to albo nie mówi o pełnym obrazie siebie, albo to po prostu jest jego cecha osobowości, a niekoniecznie ADHD.

Zobacz także: To już lawina. Dosłownie podbili świat. Dlaczego słuchacze kochają K-pop?

Jak poradzić sobie z ADHD? Aneta Korycińska podpowiada

A jak poradzić sobie z diagnozą, kiedy już ją poznamy? Często wywraca nam ona życie do góry nogami – z jednej strony pojawia się ulga, a z drugiej wspomniana przez Panią żałoba i trudność z pogodzeniem się z tą wiadomością.

Aneta Korycińska: Żałoba pojawia się też przy zgodzie na tę diagnozę, zwłaszcza jeżeli chodzi o taką, którą otrzymało się dopiero w dorosłości. To dlatego, że człowiek całe życie zastanawia się, co jest z nim nie tak i nagle ktoś podaje mu odpowiedź. Wtedy często przechodzi się żałobę po swoim dzieciństwie, bo ktoś nie wiedział, dlaczego non stop niszczył przedmioty czy tłukł szklanki i czuł wielki ból, bo sądził, że jest problemem albo że jest zepsuty.

Żeby poradzić sobie z diagnozą, najważniejsze jest według mnie to, by mówić o niej i się edukować. To widać na grupach adhdowych. Tam ludzie zwierzają się sobie na przykład z tego, że otwierają jakiś dziwny worek z ziemniakami w kuchni i nie wiedzą, skąd on się wziął, a tam jest już nowa cywilizacja… Można kontrolować kilka obszarów, ale nie wszystkie. Kiedy ja zajmuję się na przykład domem i porządkami, to robię to perfekcyjnie, ale w tym momencie już nie powiem, jaka była definicja funkcji poetyckiej Jakobsona, bo do tego trzeba zmienić kanał.

Tym, co najbardziej pomaga osobom z ADHD, jest właśnie to wspieranie się i mówienie o tych wpadkach, ale także i o osiągnięciach. Ktoś na przykład pisze na grupie, że ma 35 lat i zapisał się na maturę, a inni ludzie mu kibicują. Nigdy w życiu nie widziałam tak wielkiego wsparcia, jakie jest wśród społeczności osób z ADHD.

Zobacz także: Podniebny lot kolorowego ptaka. Tak Elton John dotarł na szczyt

A jak osoby neurotypowe mogą pomóc tym zmagającym się z ADHD?

Aneta Korycińska: To, co zawsze bolało mnie w różnych książkach o charakterze poradnikowym, to pisanie o tym, jak ty jako osoba neurotypowa masz wspierać osoby neuroatypowe. Wcale nie musisz tego robić. To może być ponad twoje siły, bo mówimy innymi językami, inaczej postrzegamy świat, inaczej go czujemy i nie musimy się ze sobą męczyć. To po pierwsze.

Po drugie, jeżeli już się pojawia chęć budowania relacji, to można to zrobić, jednak trzeba się postarać. Jedna z moich rozmówczyń, Ola Pflumio, która też napisała książkę o ADHD i prowadzi na ten temat podcast, mówi, że na przykład jej partner bardzo pomaga jej w codziennych obowiązkach. To on robi te wszystkie rzeczy, przy których ona uważa, że wali jej się świat, czyli na przykład opłacanie rachunków. Powinniśmy dzielić się więc zadaniami. Każdy powinien mieć swoje poletko, za które odpowiada.

Oczywiście nie każda osoba z ADHD nie daje sobie rady z opłatami. Ja prowadzę firmę i wiem, że jak przychodzi rachunek, to natychmiast muszę go opłacić. Jak ktoś mi przerwie i o coś spyta, to mogę nie dokończyć tego procesu. Warto też pamiętać, że jeżeli jesteśmy dwiema dorosłymi osobami, które radzą sobie w życiu, ale jedna z nich ma ADHD, więc czasem jakieś ziemniaki pleśnieją w szafce, to możemy to wyśmiać, a nie od razu oskarżać się o bycie beznadziejnym.

Zobacz także: Jan Górka ujawnia kulisy „The Voice”. „Pani Justyny trochę się boję” [WYWIAD]

Sfera wrażliwości na krytykę jest bardzo trudną kwestią. Jeżeli człowiek od dziecka słyszał, że nie umie się dopasować do sytuacji i nieustanne pogłębiał w sobie poczucie winy, to ono później pojawia się też w relacjach partnerskich. To jest poczucie ciągłego bycia oskarżanym, chociaż komunikat brzmiał jedynie „Znów zostawiłeś tu kubki”. Osoba z ADHD usłyszy coś innego – „Jesteś beznadziejny”, „Nie mogę z tobą żyć” czy „Jesteś brudasem”, chociaż takie słowa wcale nie padły.

Psychoedukacja jest niezbędna, żeby sobie poradzić z odrzucaniem tych myśli i racjonalizować komunikaty, które się usłyszało. Często trzeba zacząć inaczej rozmawiać, chociaż nie zawsze się to udaje. Nie chodzi też o to, że to ty zawsze sprzątasz za osobę z ADHD. Trzeba się dzielić i wprowadzić pewne zasady. Trzeba zhakować życie, by można było funkcjonować w społeczeństwie. Dobrze działają też wyzwania, na przykład challenge, ile razy ktoś w tym miesiącu wstawił zmywarkę. Jeśli dodamy do naszej codzienności element zabawy, to będzie łatwiej robić te rzeczy, które są trudne.

Bardzo dziękuję Pani za rozmowę.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na zloteprzeboje.pl!