Byłam na koncercie Sanah. To zrobiła na PGE Narodowym
Sanah znowu wystąpiła na PGE Narodowym – i to z dwoma koncertami! Co więcej, na każdym z wydarzeń zgromadziła po ok. 65 tys. uczestników. Jeszcze przed rozpoczęciem show towarzysząca mi osoba zastanawiała się, z czego wynika ogólnopolski fenomen tej artystki. Po wszystkim była w stanie podać mi odpowiedź.
- Sanah to obecnie jedna z najważniejszych polskich piosenkarek – nie tylko w swoim pokoleniu.
- Sukcesu, jaki odniosła mimo zaledwie 28 lat, może jej pozazdrościć wiele starszych koleżanek po fachu.
- Swoim ostatnim koncertem na PGE Narodowym przypomniała, dlaczego zgromadziła setki tysięcy fanów.
Sanah wystąpiła na PGE Narodowym w dwóch terminach – 19 i 20 września br. Bilety wyprzedały się na pniu, mnie samej udało się je dostać dopiero za drugim podejściem, po ustawieniu alertu o pojawieniu się dodatkowej puli. Jak podała wyraźnie podekscytowana obecnością tylu osób piosenkarka, każdego dnia jej występ widziało po 65 tys. fanów. Wybrałam więc sobotę 20 września.
Koncert Sanah zgromadził przedstawicieli wszystkich grup wiekowych, w tym również seniorów, którzy bynajmniej nie wybrali się z wnuczkami. Wiele osób – zwłaszcza pań – zdecydowało się swoim wyglądem nawiązywać do twórczości gwiazdy wieczoru. I nie chodzi tylko o koszulki czy gadżety z jej oficjalnego merchu. Regularnie można było zobaczyć matki, córki, siostry czy przyjaciółki z wiankami ze sztucznych lub żywych kwiatów, ubrane w sukienki o identycznych kolorach.
Nowa ambasadorka polskiej poezji
Na samym koncercie nie zabrakło zarówno "klasycznych" hitów Sanah w rodzaju "Szampana" czy "Kolońska i szlugi", jak i poezji śpiewanej. Prawdziwą gratkę dla fanów na pewno były utwory z płyty "Dwoje ludzieńków". Piosenkarka bowiem zaprosiła do wspólnego występu osoby, z którymi nagrała poszczególne tytuły.
W rezultacie na scenie pojawili się m.in. Katarzyna Nosowska (w "Ofelii"), Mela Koteluk ("Maj 1939") czy Natalia Szroeder ("Był bal"). Trudno oprzeć się wrażeniu, że Sanah swoimi muzycznymi interpretacjami wierszy najważniejszych rodzimych poetów i poetek zasłużyła sobie na dozgonną wdzięczność wszystkich nauczycieli języka polskiego. I nie z samego faktu, że w ogóle po nie sięga, ale – w jakim stylu to robi!
Mazowsze na PGE Narodowym
Jednak nie tylko muzyka robi wrażenie na koncertach Sanah, chociaż sama artystka daje z siebie wszystko. Duże wrażenie na widzach robiła również scenografia, która była dopięta na ostatni guzik i spójna z całym show. Całość zresztą sprawiała wrażenie starannie wyreżyserowanego spektaklu, bo i gwieździe wieczoru trudno odmówić swego rodzaju zacięcia aktorskiego. To oczywiście nie zarzut, a dodatkowa zaleta.
Wzrok najbardziej przyciągały efekty audiowizualne, zmieniające się praktycznie co piosenka oraz bezpośrednio nawiązujące do jej treści. Nie brakowało artystycznych klipów z udziałem samej Sanah i jej tancerek.
No właśnie – tancerki. Jak możemy wywnioskować z oznaczeń poczynionych choćby na popularnym instagramowym profilu @sanah_nation, Sanah zdecydowała się zaprosić do współpracy członkinie zespołu Mazowsze. O tym, że wspomniana grupa stanowi – bez przesady – polskie dobro narodowe, nie ma nawet co się rozpisywać. Nie będzie też żadnym zaskoczeniem, że artystki spisały się znakomicie.
Jednocześnie wyrazy uznania należą się także samej gwieździe wieczoru. Sanah musiała, chociaż nie w tak zaawansowanym stopniu co członkinie Mazowsza, opanować układy choreograficzne na potrzeby większości utworów. Jednak jej wysiłek z pewnością się opłacił, ponieważ zaprezentowała się jako artystka wszechstronna, zdolna do jednoczesnego śpiewania i tańca.
Warszawa utonęła w kwiatach
Praktycznie od początku jej kariery znakiem rozpoznawczym Sanah były kwiaty. Dość przypomnieć sobie teledysk do jeden z najsłynniejszych utworów piosenkarki, czyli "Melodii". Nie mogło ich więc oczywiście zabraknąć na koncercie na PGE Narodowym. Duże wrażenie na widowni robiły m.in. gigantyczne słoneczniki, "bohaterowie" m.in. "Pocałunków".
Warto wspomnieć także o tym, jak dobrą robotę zrobili scenografowie koncertowi pod wodzą dyrektora kreatywnego. Jednym z najbardziej godnych zapamiętania elementów były wkomponowane w przestrzeń "S" i "H". Po jednej "S" i "H" znalazły się na scenie, pierwsza litera pseudonimu Sanah nadała również kształt długiemu wybiegowi.
Nie sposób przy tym nie wspomnieć o kreacjach samej Sanah. W trakcie koncertu przebierała się kilkakrotnie, a kolejne kreacje miały elementy nawiązujące do płyt czy utworów artystki – na przykład ważki obecne na pierwszym z kostiumów. Zgodnie z ze świecką "tradycją", piosenkarka rozdała niektóre części garderoby fanom zgromadzonym pod sceną, czyli chustkę i buty.
Analogiczna sytuacja miała miejsce już podczas poprzednich występów Sanah. Niektórzy z obecnych pod sceną przygotowali się na ten moment, zabierając ze sobą transparenty zawierające prośby o buty piosenkarki właśnie. Zresztą artystka w sobotę również dała wyraz swojemu słynnemu już zamiłowaniu do biegania po scenie na bosaka.
Prawdopodobnie najbardziej spektakularnym momentem, w którym główną rolę grał kostium Sanah, był moment podniesienia jej na linkach. Wspominam o stroju piosenkarki, ponieważ miała wtedy na sobie ekstremalnie długą suknię, ciągnącą się za nią niczym ogon komety. To jedna z chwil koncertu najsilniej zapadających w pamięć widowni.
Odtrutka na codzienne mroki
Miłośnicy uroku osobistego Sanah z pewnością opuścili koncert w pełni usatysfakcjonowani. Piosenkarka wielokrotnie zwracała się bezpośrednio do publiczności, a wszystkie jej wypowiedzi sprawiały wrażenie spontanicznych wybuchów radości.
Artystka wielokrotnie podkreślała, jak wdzięczna jest fanom za to, że dzięki nim może występować na PGE Narodowym oraz ile znaczy dla niej możliwość spełniania kolejnych marzeń. W tym – o wystąpieniu z gośćmi koncertu.
Jak wyjawiła sama Sanah, pierwsze osoby czekające pod właściwą bramą PGE Narodowego, by dostać się możliwie najbliżej sceny, rozpoczęły czuwanie już o... drugiej nad ranem! Kiedy osoby, o których była mowa, ujawniły się, piosenkarka oczywiście do nich zagadała. Inną okazją do "złapania" kontaktu z publicznością było zwrócenie się z pytaniem, kto gra na skrzypcach.
Nie poruszyła tej kwestii bez powodu, ponieważ sama obroniła pracę licencjacką w klasie skrzypiec na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Kiedy ktoś się zgłosił, skierowała na niego pełną uwagę.
Czas wrócić do pytania, które zadałam na początku artykułu – na czym polega fenomen Sanah? Teoria mojej osoby towarzyszącej głosi, że ludzie są na tyle zmęczeni wszechobecną wulgarnością oraz tandetą, by lgnąć do piosenkarki śpiewającej poezję, z zachowania przypominającą kulturalną nastoletnią panienkę z dobrego domu.
Z kolei sympatyczne panie, siedzące w rzędzie tuż za moim, rozpływały się nad tym, jak dobrym wzorem jest Sanah dla dziewczynek. I trudno nie zgodzić się z tymi wszystkimi osobami.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!