Co się stało z Bellą Ćwir? Zgłębiłam tajemnice "The Sims" i jestem w szoku
"The Sims" to jedna z najbardziej kultowych serii gier na świecie. Gdy się pojawiła, budziła ekscytację zarówno wśród dorosłych, jak i ich pociech. Zresztą po dziś dzień cieszy się popularnością, a to między innymi ze względu na bogate oraz dopracowane uniwersum. Cytując Pieńkową Damę z Twin Peaks, "nic nie jest tym, czym się wydaje".
- "The Sims" to kultowa seria gier symulacyjnych, która podbiła serca graczy z całego świata.
- Była szczególnie ważna dla pokolenia urodzonego na przełomie lat 80. i 90. XX wieku.
- Nie wszyscy graczy zdają sobie sprawę, że stworzony w "The Sims" świat jest pełen odniesień i zagadek.
"The Sims" miała swoją oficjalną premierę w 2000 roku. Nie będzie więc przesadą stwierdzić, że gra "otworzyła" wiek XXI – przynajmniej dla pewnego pokolenia młodych graczy. Jej twórca, Will Wright, wpadł na pomysł stworzenia tego tytułu w wyniku osobistej tragedii. Na początku lat 90. stracił w pożarze dach nad głową.
Gdy Will Wright został pozbawiony domu oraz jego wyposażenia, zaczął poważnie zastanawiać się nad dobrami materialnymi. Uświadomił sobie, jak ważne są dla człowieka, szczególnie kiedy w jednym momencie zostaje ich pozbawiony. Postanowił więc stworzyć "The Sims", gdzie gracz może od podstaw zbudować oraz wyposażyć dom, a także wieść pozór prawdziwego życia. Łącznie z podjęciem pracy oraz nawiązywaniem relacji międzyludzkich.
Lore "The Sims", czyli w głąb króliczej nory
Tworząc "The Sims" Will Wright nie miał najmniejszego pojęcia, że daje początek globalnemu fenomenowi. Gra szybko była wzbogacana o nowe dodatki, doczekała się także kilku części. Żartobliwie mówi się, że jej wielbiciele dzielą się na dwa typy: tych, którzy skupiają się na budowaniu i wyposażaniu domów, starannie dopieszczając najdrobniejsze szczegóły oraz osoby drobiazgowo planujące stronę "obyczajową", wymyślając scenariusze, jakich nie powstydziliby się autorzy "Mody na sukces".
W powyższym stwierdzeniu jest sporo prawdy, co przyzna niejeden – były albo obecny – gracz w "The Sims". W rzeczywistości jednak warto dokonać jeszcze jednego podziału: na tych, którzy wnikliwie "studiują" lore tego uniwersum. Używam pojęcia "lore", które, jak przytacza serwis Mmorpg.net.pl, jest zestawieniem wiedzy, tradycji, historii lub zestawu faktów i opowieści o danym temacie, świecie lub postaci. Bowiem najpełniej mieści ono to, co dotyczy świata "simsów".
O tym, jak bogaty jest lore "The Sims", dobitnie świadczy choćby istnienie niezliczonych kanałów na YouTube, nierzadko w całości poświęconych zgłębianiu zagadek poukrywanych w rozgrywce. Na "polskim podwórku" mamy choćby "Szaloną Szynszylę" z serią "Tajemnice Simów". Tylko do tego momentu twórczyni kanału stworzyła w jej ramach aż 64 odcinki.
Kto zabił Bellę Ćwir?
Tytuł tej części artykułu nie bez powodu nawiązuje do serialu "Twin Peaks" i słynnego zdania: "Kto zabił Laurę Palmer?". Bowiem w serii "The Sims" nieoficjalnie największą tajemnicę stanowi zniknięcie Belli Ćwir (w anglojęzycznym oryginale: Belli Goth), jednej z najbardziej znanych bohaterek gry.
Bella Ćwir pojawiła się już w pierwszej części "The Sims", gdzie jest stateczną żoną i matką. Jej rodzina wyróżnia się na tle pozostałych bohaterów nie tylko zamożnością, ale również... posiadaniem przydomowego cmentarza. Zresztą kolejne odsłony serii tylko utwierdzają w przekonaniu, że rodzina Ćwir posiada szczególne zamiłowanie do makabry oraz tworzenia prywatnych "nekropolii".
Gdy jednak miliony graczy zasiadło do drugiej już odsłony serii, czyli "The Sims 2", czekało na nich spore zaskoczenie. Okazało się bowiem, że Bella Ćwir zaginęła w tajemniczych okolicznościach, pozostawiając męża i dzieci w nieutulonym żalu. Oraz – dając miłośnikom "simsów" asumpt do zgłębienia się w temat oraz rozwikłania zagadki, co właściwie stało się z tą piękną kobietą. Powtarzały się m.in. teorie o przenosinach w czasie czy porwaniu przez kosmitów, którzy później rzekomo mieli obwołać panią Ćwir swoją królową.
Jednocześnie wśród graczy nie brakuje osób, które sceptycznie podchodzą do całej zagadki. Należy do nich m.in. polska youtuberka, posługująca się pseudonimem "Merta". Stworzyła ona na ten temat nawet materiał wideo, gdzie – w przeciwieństwie do znacznej części autorów teorii – przeanalizowała ona całą sprawę od strony plików "The Sims" czy procesów jej tworzenia.
Czy cała tajemnica z Bellą to tylko chwyt marketingowy? Spójrzmy na sprawę z innej perspektywy – od strony plików gry i procesu jej tworzenia – napisała Merta w opisie do filmu "The Sims: Bella Ćwir oczami sceptyka".
Różne części, jedna historia
Seria "The Sims" do tego momentu doczekała się łącznie czterech głównych serii. Istnieją również oczywiście liczne dodatki, spin-offy, edycje konsolowe, pakiety rozgrywki... Długo by wymieniać. Nie jest przy tym przypadkiem, że w każdej z odsłon możemy spotkać postacie, które występują nie tylko np. w "jedynce", ale również "dwójce", "trójce" czy "czwórce".
Co istotne, czas w kolejnych częściach "The Sims" wcale nie jest linearny. Osoby, które pierwszy raz zagrały w trzecią odsłonę serii, na pewno przeżyły niemały dysonans poznawczy. Spotkali bowiem nie tylko nowych bohaterów, ale również dobrze znane sobie postacie. Z tą różnicą, że nie zestarzały się – jak podpowiada racjonalny umysł – ale... stały się dziećmi. Z wyjątkiem może jednej postaci, ale ta, zgodnie z "teorią spiskową" graczy, przeniosła się w czasie, a raczej została wepchnięta do wehikułu przez bohaterki z "dwójki".
Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że kolejne części "The Sims" nie przedstawiają historii bohaterów chronologicznie. Przeciwnie, "The Sims 3" to swego rodzaju prequel głównej historii. Właśnie dlatego Mortimer Ćwir jest jeszcze dzieckiem, poznajemy też historię nieszczęśliwego małżeństwa jego rodziców. Oczywiście twórcy nie byliby sobą, gdyby nie poukrywali różnych zagadek oraz odniesień.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, kiedy mowa o "The Sims 4". Część ta bowiem stanowi alternatywną linię czasową świata "simsów". Co ciekawe, w tej odsłonie Bella Ćwir – uwaga, spoiler – nie znika w dziwnych okolicznościach. Gracze rzecz jasna nie byliby sobą, gdyby nie stworzyli teorii, która tłumaczy okoliczności powstania tej "bocznej odnogi czasu". Zresztą ich pomysły nie są aż tak dalekie od intencji samych twórców. W końcu jak inaczej wyjaśnić fakt, że w co najmniej jednej z odsłon znajdziemy książki autorstwa bohatera, który w tamtym czasie jeszcze się nie urodził?
Eksplozja kreatywności i usuwanie drabinek
Fani "The Sims" to społeczność, która bardzo chętnie dzieli się ze sobą różnymi sposobami na urozmaicenie rozrywki. Ba, ci bardziej utalentowani programiści – zarówno amatorzy, jak i zawodowcy – tworzą specjalne kody, mające na celu "urozmaicenie" rozrywki. Czasami posuwają się przy tym do działań wątpliwych pod względem moralnym, umożliwiając simom popełnianie poważnych czynów zabronionych.
Pamiętacie jeszcze usuwanie drabinek z basenów simsów z pierwszej części serii? Kiedy gracze sprzedawali drabinki, tworzone przez nich – lub wcześniej obecne w "The Sims" – postacie nie były w stanie wydostać się z wody i w konsekwencji tonęły. Mała anegdota: kiedy moi rodzice dowiedzieli się, że w ten sposób uśmiercam wirtualnych ludzi, stanowczo zabronili mi podobnego procederu. Cóż – usuwanie drabinek to naprawdę drobiazg, gdy przyjrzeć się niektórym okrutnym modyfikacjom.
Maxis, czyli studio stojące za "The Sims", nie pozostawiło zresztą tych kontrowersyjnych działań graczy bez reakcji. Zdecydowano się m.in. na banowanie osób, które tworzą "mody", pozwalające simom na wirtualne krzywdzenie małoletnich postaci. Należy jednak podkreślić, że podobne zachowania stanowią mniejszość, a większość użytkowników wykorzystuje wiedzę i kreatywność na przykład do tworzenia dla bohaterów strojów i akcesoriów z różnych epok historycznych.
Wirtualni artyści prześcigają się także w tworzeniu ciekawych mebli, zabawek, umożliwiają simom wieszanie na ścianach wirtualnych domów dzieł sztuki ze świata realnego. Projektują fryzury, makijaże czy tatuaże, jakich nie uświadczymy w samej "The Sims". Maxis zresztą docenia najzdolniejszych twórców, zapraszając ich do współtworzenia np. kolejnych kolekcji, dodatków czy pakietów rozgrywki.
Dla każdego coś odkrywczego
9 stycznia 2009 roku odbyła się polska premiera adaptacji jednej z najbardziej kultowych powieści w historii. Mowa oczywiście o "Zmierzchu". Książkę Stephenie Meyer na tapet wzięła amerykańska reżyserka Catherine Hardwicke, w rolach głównych obsadzając Kristen Stewart i Roberta Pattinsona.
Dlaczego wspominam o "Zmierzchu" w artykule dotyczącym "The Sims"? Odpowiedź jest prosta – ponieważ twórcy gry uwielbiają umieszczać w niej odniesienia do rozmaitych dzieł kultury. Adaptacja powieści Meyer nie była w tej kwestii wyjątkiem, o czym przekonały się osoby, które miały do czynienia z trzecią odsłoną serii. A dokładniej – dodatkiem "The Sims 3: Nie z tego świata".
Wraz ze wspomnianym wyżej dodatkiem do "trójki" gracze otrzymali zupełnie nowe otoczenie, czyli Moonlight Falls. Zamieszkiwały je, poza "zwykłymi" simami, istoty nadnaturalne, od wiedźm począwszy, a na wampirach skończywszy. No właśnie – jednym z krwiopijców był Tristan Van Gould, nastolatek, który po uruchomieniu gry z własnej inicjatywy inicjował romantyczną interakcję z Baile Swain - mieszkającą tylko z ojcem szatynką. Ta para oczywiście stanowiła celową parodię Belli Swan i Edwarda Cullena ze "Zmierzchu".
Jednak do czerpania przyjemności z podobnych "smaczków" nie wystarczy znać "Zmierzch". Weźmy bowiem na tapet inne simowe otoczenie, tj. Północna Grota z "The Sims 3". Jeśli osoba, która posiada znajomość literatury, zdecyduje się przeanalizować genezę poszczególnych mieszkańców, czeka ją prawdziwa uczta intelektualna. Przykłady? Lucien Hyde (nazwisko nieprzypadkowe), Julian Poirot (odniesienie do bohatera książek Agathy Christie), Winchester (słyszeliście o najbardziej nawiedzonym domu w USA?)... A to tylko pierwsze przykłady z brzegu. Nie chcę bowiem zabierać simomaniakom przyjemności z samodzielnego odkrywania.
Baw się dobrze i uważaj na krowokwiat
Istnieje wiele sposobów, w jaki fani mogą dać wyraz swojej miłości do danego dzieła. Jednym z nich jest choćby cosplay, z czego świetnie zdają sobie sprawę bywalcy konwentów w rodzaju poznańskiego Pyrkonu albo wrocławskiego NiuConu. Również i fani serii "The Sims" postanowili w ten sposób dać upust własnej kreatywności oraz zademonstrować rozmiary własnej miłości do kultowej gry.
Fani "The Sims" nie tylko wkładają wiele czasu i wysiłku w maksymalne upodobnienie się do ulubionych postaci. Zdarza im się również łączyć chęć pochwalenia się cosplayem z aktywnościami towarzyskimi w rodzaju imprezy inspirowanej, no właśnie – światem simsów. Starają się przy tym możliwie najbardziej upodobnić miejsce zabawy do fikcyjnych lokacji, m.in. przez budowanie repliki słynnego krowokwiatu, czyli tajemniczej "simożerczej" rośliny.
Upowszechnienie się sztucznej inteligencji nie pozostało bez wpływu także na wielbicieli "The Sims". Dowody – choćby na TikToku, gdzie łatwo znajdziemy np. maksymalnie "urealistycznione" otoczenia z gry. Są nawet tiktokowe konta (np. @itsryoung) dedykowane wyłącznie przekładaniu rzeczywistości z gry na "prawdziwe życie". Zresztą ku zachwytowi samych graczy, który dzięki rozwojowi technologii mogą przekonać się, jak naprawdę wyglądałaby Bella Ćwir czy Dina Kaliente.
"The Sims" na srebrnym ekranie? Jak najbardziej!
Pamiętacie ekscytację, jaka była udziałem całego świata przy okazji wejścia do kin filmu "Barbie" (2023) z Margot Robbie w roli głównej? Wiele kobiet i dziewcząt z różnych zakątków globu dało się ponieść fantazji, przychodząc na seans w różu – niekiedy od stóp do głów. Wygląda na to, że niedługo podobne doświadczenie będą mogli przeżyć miłośnicy serii "The Sims".
Jak jeszcze we wrześniu tego roku potwierdzał Joshua Wolens z anglojęzycznego serwisu PC Gamer, twórcy filmowi poważnie zamierzają przenieść na srebrne ekrany kultową grę. Sam Wolens przyznawał, że w jego opinii ekranizacja najlepiej sprawdziłaby się jako coś pośredniego między "Truman Show" a horrorem egzystencjalnym.
Co więcej, za produkcję filmu na podstawie "The Sims" – podaje Noizz – będzie odpowiadała wspomniana wyżej Margot Robbie. A precyzyjniej ujmując: firma LuckyChap, której Robbie jest jedną z dyrektorek. Electronic Arts, wydawca kultowej serii gier, również obiecuje zaangażowanie m.in. w proces kreatywny. Na stołku reżyserskim zasiądzie Kate Herron.
Sama Herron ma na koncie wyreżyserowanie pierwszego sezonu hitowego serialu Marvela pt. "Loki". Zostanie ona także współautorką, w duecie z Briony Redman, scenariusza. Czy film będzie hitem na miarę "Barbie"? Mocno wierzy w to choćby Kate Gorman, wiceprezes generalna Electronic Arts i zarazem dyrektor generalna "The Sims".
Chcemy, aby do kin trafiło autentyczne doświadczenie z "The Sims". Jak sami się przekonacie, zależało nam, żeby wykonać naszą pracę naprawdę dobrze. Pragnęliśmy znaleźć odpowiednich współpracowników oraz wywrzeć wpływ na skalę filmu o "Barbie". Wiemy, że "The Sims" wzbudza tak wiele miłości i nostalgii – prawdopodobnie wykraczającej poza nasze wyobrażenia – i że w grę grały całe pokolenia osób takich jak my – ekscytowała się Kate Gorman w rozmowie z magazynem "Variety".
Jaka przyszłość czeka "The Sims"?
Momentem, w którym wydawało się, że seria "The Sims" może powoli przejść do historii, było pojawienie się gry InZOI autorstwa południowokoreańskiego przedsiębiorstwa Krafton. Ostatecznie alarm okazał się nieuzasadniony, a tytuł odniósł porażkę. Jak zwrócił uwagę polski youtuber KOSmo, doszło do tego m.in. ze względu na wczesny dostęp dla użytkowników platformy Microsoft Windows.
Mam wrażenie, że ten wczesny dostęp jest po prostu... za wczesny. I mam na myśli to, że w tym momencie ta gra jest po prostu śliczna, ale nie ma w sobie tak naprawdę nic, co można tam robić. [...] Gra na ten moment nie posiada tak naprawdę gameplayu rodzinnego, te relacje między dziećmi a rodzicami są naprawdę bardzo, bardzo płytkie. [...] Największym błędem właśnie Krafton jest to, że ta gra została wydana we wczesnym dostępie. [...] To jest to, co wiele osób mówi: że ta gra jest po prostu "sterylna" i że nie ma w niej nic śmiesznego, nie ma w niej tego humoru, który, wiecie, znamy mimo wszystko z "Simsów" – argumentował KOSmo w filmie "inZOI to wielki FLOP i PORAŻKA (dlaczego?)".
Bazując choćby na tej opinii, trudno oprzeć się wrażeniu, że na razie "The Sims" bije "inZOI" na głowę. Nawet jeśli wspomniana gra od Krafton, przynajmniej w opinii części internautów, ma bardziej estetyczną czy realistyczną grafikę. Dość wspomnieć, że same przytoczone przez KOSmo relacje rodzinne w samych "Simsach" rozwijają się z dodatku na dodatek, aktualizacji na aktualizację, a każda interakcja opiekuna z dzieckiem czy nastolatkiem niesie za sobą zróżnicowane konsekwencje. Ba, powstały nawet całe zestawienia, których autorzy porównują oba tytuły, wskazując, na czym polega wyższość jednego ("Simsów") nad drugim.
Zaledwie 2 października br. miała miejsce premiera nowego dodatku do "The Sims 4", czyli "The Sims 4: Przygoda wzywa". Inny dodatek, "The Sims 4: Czar natury", był dostępny do grania od 10 czerwca. A to wciąż nie są wszystkie publikacje, które tylko w 2025 roku ukazały się w ramach serii. Najwyraźniej więc zarówno jej wielbiciele, jak i twórcy mogą spać spokojnie – tytuł wciąż budzi zainteresowanie.
Świat "The Sims" to temat-rzeka – jak już wspomniałam na początku, istnieją całe poświęcone mu kanały na YouTube. Wciąż nie udało mi się poruszyć wielu innych zagadnień dotyczących serii, w tym choćby istnienia spin-offów, których akcja dzieje się... w średniowieczu. Mam jednak nadzieję, że uda mi się zachęcić chociaż jedną osobę do rozpoczęcia zgłębiania lore tytułu na własną rękę. Albo chociaż – zwracania większej uwagi na szczegóły rozgrywki. Zapewniam, poziom zabawy od razu "wskakuje" kilka poziomów wyżej!