advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Ewelina Flinta chce to zrobić od dawna. Dzieci lat 90. zwariują z zachwytu

4 min. czytania
28.04.2026 05:35
Zareaguj Reakcja

Szczera rozmowa Eweliny Flinty z Marzeną Rogalską w audycji "Weekend jak marzenie" szybko zmieniła się w wielowątkową opowieść o życiowych przemianach, kulisach kariery i odzyskiwaniu autentyczności. Jak artystka radziła sobie z nagłą sławą? Z czego jest dumna? I jaką radę ma dla przyszłych wokalistek i wokalistów? Posłuchaj rozmowy.

Marzena Rogalska i Ewelina Flinta w Radiu Złote Przeboje
fot. Radio Złote Przeboje
  • "Weekend jak marzenie". Zmiana fryzury staje się punktem wyjścia do refleksji o powrocie do własnej tożsamości.
  • Ewelina Flinta otwarcie mówi o ciemnych stronach sławy, które nie szły w parze z finansowym bezpieczeństwem.
  • Nieoczywista historia ze studiów ujawnia jej kreatywność i pokazuje, jak często przełomowe pomysły rodzą się w najmniej spodziewanym momencie.

W audycji "Weekend jak marzenie" w Radiu Złote Przeboje Marzena Rogalska gościła Ewelinę Flintę - artystkę, która po latach wraca nie tylko z nową muzyką, ale przede wszystkim z zupełnie nową energią i podejściem do życia. Rozmowa zaczęła się lekko i żartobliwie, ale bardzo szybko przerodziła w szczerą i wielowątkową opowieść.

Posłuchaj rozmowy:

Weekend jak marzenie
Ewelina Flinta w Radiu Złote Przeboje
play play
replay
forward
volume volume
0:00

"Klub grzywki wita". Od fryzury do wielkich emocji

Już pierwsze sekundy rozmowy pokazały, że między prowadzącą a gościnią jest chemia i luz. Temat na rozkręcenie? Grzywka. Błahy, ale tylko z pozoru. Szybko okazało się, że nowa-stara fryzura ma dla Eweliny Flinty znacznie głębsze znaczenie. To symbol zmian, które zaszły w życiu artystki w ostatnich latach - intensywnych, momentami trudnych, ale przełomowych.

W tamtym roku coś mnie tak tknęło, bo zobaczyłam parę dziewczyn z tymi grzywkami, i myślę sobie: "No właśnie!". Jeszcze nie wiedziałam do końca, o co chodzi, ale wiedziałam, że ja ją chcę. I kiedy to się wydarzyło, i spojrzałam na siebie w lustrze, zrozumiałam, że to jest w sumie taki powrót do dzieciństwa. Mam takie wrażenie, że te ostatnie półtora roku, właściwie dwa lata, to jest dla mnie jakiś taki czas wielu przemian, rozwoju i pracy nad sobą, i jakichś galopująco-magicznych sytuacji, które, jak zaczynam je ludziom opowiadać na głos, myślę sobie: "Pomyślą, że zwariowałam". Ale te rzeczy się dzieją - mówiła na antenie Ewelina Flinta.
Redakcja poleca

Jeszcze mocniej wybrzmiała refleksja o samoakceptacji - taka, która nie jest deklaracją na potrzeby wywiadu, ale realnym doświadczeniem.

Przede wszystkim ta grzywka spowodowała, że ja wróciłam rzeczywiście do swojego dzieciństwa i przypomniała mi, jaki ogień miała ta gówniara. Mam wrażenie, że w końcu znowu jestem sobą na 100 procent. Ale też patrzę teraz w lustro i to jest piękne, że nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze ze sobą. Że nigdy wcześniej nie podobało mi się tak moje ciało. Ja się sobie tak nigdy wcześniej nie podobałam - wyznała szczerze.

Ewelina Flinta i show-biznes, który "przeczołgał"

Nie zabrakło też trudniejszych tematów. Marzena Rogalska wprost zapytała o cenę popularności - i czy branża nie okazała się zbyt brutalna dla młodej artystki. Ewelina Flinta nie ukrywała, że prowadząca trafiła w sedno.

Bardzo dobrze to nazwałaś, przeczołgał. Faktycznie, to było kilka lat mojego życia. W wieku 17 i pół roku wystąpiłam na Woodstocku. To było niesamowite, ale to było rozpoczęcie w ogóle wszystkiego od hiperwysokiego C, sopran koloraturowy taki, wiesz. Najwyższy. Jakby ktoś nie wiedział, co to jest sopran koloraturowy, to jest ten z "Arii Królowej Nocy" - przyznała śpiewająco.
Redakcja poleca

Ewelina Flinta opowiedziała o zawrotnym tempie kariery: od pierwszych występów, przez teatr Buffo, aż po "Idola", który przyniósł jej ogólnopolską rozpoznawalność. Za sukcesem kryła się jednak rzeczywistość daleka od ideału.

Od "Idola" znowu szaleństwo. Szybkie nagrywanie płyty, później wydanie singla "Żałuję", w międzyczasie jeszcze próbowałam zrobić szkołę. Wszyscy mnie znali, a ja jeszcze nie znałam do końca siebie. Mało tego, ja w ogóle, kurczę, zarabiałam nic. I pamiętam, bo to był taki czas, kiedy wszyscy śpiewali moje "Żałuję", a ja miałam na koncie grosze - wspomniała.

Zaskakujący talent: historia reklamy perfum

Jednym z najbardziej nieoczywistych momentów rozmowy był wątek ze studiów, który pokazał Ewelinę Flintę z zupełnie innej strony - jako osobę o ogromnej kreatywności, wykraczającej daleko poza muzykę.

Mieliśmy zrobić scenariusz reklamy. Ja pamiętam, że cały tydzień z tym chodziłam i stwierdziłam, że nie umiem. No w ogóle nigdy tego nie robiłam, nigdy tego nie pisałam, nie ma takiej opcji, nie robię tego. I gdzieś o godzinie 22:00, dzień przed zajęciami, stwierdziłam: no dobra, weź sobie wymyśl Flinta jakiś produkt, który ci się podoba. I wymyśliłam perfumy. "Okej, to teraz nazwa". I wymyśliłam fajną nazwę. I poszłam z tym dalej i dalej, i dalej, aż wymyśliłam w pół godziny gotowy scenariusz - opowiadała w Radiu Złote Przeboje.
Redakcja poleca

Finał tej historii był równie spektakularny, co sam proces twórczy - i pokazał, jak często nie doceniamy własnych możliwości.

Pamiętam, że wszyscy mieliśmy te scenariusze czytać na głos i myślałam sobie: "O matko, dlaczego oni tak wszyscy bez polotu? Kurczę, chyba dobry ten scenariusz napisałam". I nagle, wiesz, czytam na głos i widzę całą grupę i tę wykładowczynię, która ma ogień w oczach i mówi do mnie: "Czy ty mogłabyś zostać po zajęciach?". A potem: "Słuchaj, to jest genialne, co ty napisałaś" - wspominała rozentuzjazmowana.

Czy to subtelne mrugnięcie okiem do firm perfumeryjnych, by dały Ewelinie Flincie jej własną linię zapachów? Być może. Zwłaszcza że artystka wróciła do siebie sprzed lat. Do tej wersji, która była autentyczna, odważna i pełna energii, i tak imponowała dzieciakom urodzonym w latach 90.

Oglądaj

Źródło: ZlotePrzeboje.pl