Za sławę zapłacił najwyższą cenę. "Uleciała cała dusza"
Jim Morrison był muzyczną ikoną. Artysta, który przez lata był liderem The Doors, do dziś uważany jest za jedną z najbardziej wyrazistych ikon XX wieku. Niestety muzyk za sławę zapłacił najwyższą cenę. Jego ostatni koncert wzbudził wiele kontrowersji. Jeszcze więcej pojawiło się ich, gdy pół roku później muzyk został znaleziony martwy.
- 3 lipca 1971 roku pożegnaliśmy muzyczną legendę Jima Morrisona.
- Ostatni koncert The Doors z udziałem muzyka miał miejsce w grudniu 1970 roku.
- Jim Morrison za sławę zapłacił najwyższą cenę. Jego śmierć do dziś jest punktem spekulacji.
Jim Morrison zmarł 3 lipca 1971 roku w Paryżu w wieku zaledwie 27 lat. Jego nagłe odejście uczyniło go jednym z najbardziej ikonicznych członków mitycznego Klubu 27 tuż obok Jimi’ego Hendrixa czy Kurta Cobaina. Okoliczności śmierci do dziś budzą ogromne kontrowersje, ponieważ nigdy nie przeprowadzono sekcji zwłok artysty.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Tego słuchaliśmy w latach 70. Znawca zdobędzie 15/20!
Jim Morrison był wybitnym muzykiem. Odszedł niespodziewanie
Muzyk został znaleziony martwy w wannie w swoim mieszkaniu. Oficjalnie uznano, że artysta zmarł na atak serca. Mimo to do dziś śmierć Jima Morrisona jest przedmiotem dyskusji i spekulacji. Niektóre teorie zakładają przedawkowanie przez niego narkotyków czy nieumyślne spowodowanie śmierci, inne celowe zatrucie muzyka.
Choć o tym, co naprawdę wydarzyło się 3 lipca 1971 roku, już nigdy się nie dowiemy, nieco ponad pół roku przed śmiercią Jima Morrisona, artysta po raz ostatni wyszedł na scenę. Katastrofalny koncert był katalizatorem, który przypieczętował los artysty.
Za sławę zapłacił najwyższą cenę. "Uleciała cała dusza"
Był 12 grudnia 1970 roku w klubie The Warehouse w Nowym Orleanie. The Doors grali właśnie koncert. Nikt nie przypuszczał, że będzie to ostatni występ z udziałem Jima Morrisona. Artysta, który już wtedy miał problem z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków na scenie zachowywał się jak kompletnie inna osoba.
W połowie koncertu spojrzałem na niego i zobaczyłem, że z Jima uleciała cała dusza. Dosłownie widziałem, jak jego życiowa energia opuszcza ciało. To nie był już ten charyzmatyczny przywódca. Została tylko pusta skorupa - mówił Ray Manzarek klawiszowiec The Doors w autobiografii "Light My Fire: My Life with The Doors".
Jim Morrison zapominał tekstów piosenek, bełkotał i podpierał się o stojak od mikrofonu. Nie miał siły utrzymać się na własnych nogach. Najgorsze nadeszło podczas wykonywania przez zespół piosenki "Light My Fire". Artysta najpierw usiadł na podeście od perkusji, a następnie omówił dalszego udziału w koncercie.
Ponaglony przez perkusistę Johna Densmore’a wpadł w szał. Zaczął uderzać mikrofonem o scenę, kompletnie go niszcząc, a następnie opuścił zespół udając się za kulisy. To był koniec występu The Doors. Tuż po incydencie grupa zawiesiła występy na żywo do odwołania.
W kolejnych miesiącach zespół The Doors skupił się na pracy studyjnej. Wówczas powstał legendarny album "L.A. Woman", który zawierał ostatni zarejestrowany przez Morrisona utwór "Riders on the Storm". W marcu 1971 roku Jim wyjechał do Paryża, gdzie 3 lipca tego samego roku został znaleziony martwy w wannie.
Źródło: ZlotePrzeboje.pl, untappedcities.com, ultimateclassicrock.com, performingsongwriter.com, plejada.pl