Włącz radio

Polskie kino to dno? Eksperci punktują, co poszło nie tak

5 min. czytania
28.11.2025 16:45
Zareaguj Reakcja

Choć produkcji w polskim kinie jest obecnie więcej niż kiedykolwiek w historii, branża zmaga się z kryzysem. Puste sale kinowe i ucieczka widza do stremiangów przyciągnęły ekspertów na wyjątkową debatę pt. "Pół wieku i co dalej: dokąd zmierza polskie kino?". Jej autorzy zadali sobie to pytanie, prowadząc przy tym dyskusję na temat zmian, jakich potrzebuje rodzima kinematografia. 

Festiwal Polskich Filmów Fabularnych - debata o polskim kinie
fot. Canva; Złote Przeboje/Zofia Koszczyńska
  • Dokąd zmierza polskie kino? Tak wyglądało pół wieku rodzimej kinematografii.
  • Choć w polskim kinie nigdy nie powstawało tyle produkcji, branża zmaga się z kryzysem.
  • "Mnogość filmów, które powstają, nie przekłada się na jakość" - twierdzą eksperci.

Polskie kino znalazło się w trudnym położeniu, a jego przyszłość wydaje się niepewna. Mimo rekordowej liczby powstających produkcji frekwencja w kinach systematycznie spada, a widzowie nie wykazują entuzjazmu wobec rodzimych tytułów. Zjawisko, które zostało pogłębione przez zmianę nawyków po pandemii i rosnącą popularność platform streamingowych, budzi coraz większy niepokój w branży. Eksperci biją na alarm i sugerują, że potrzeba "filmowego cudu", aby reanimować to, co zostało.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Kartkówka z filmowych hitów PRL. Skąd są te cytaty?

1/20 "Oj, Kaźmirz! Kot w niewolę popadł! Na sznurku go pasą!" to cytat z filmu:

Twórcy ratują się tworzeniem kolejnych remake'ów lub podążaniem za dobrze znanymi schematami, które jak dotąd zdawały się działać. Niestety i to nie pomaga, a przeciętny widz woli obejrzeć film na kanapie w swoim domu. Sytuacja ta stała się głównym tematem debaty pt. "Pół wieku i co dalej: dokąd zmierza polskie kino?", która odbyła się pod patronatem czasopisma "Ekrany" podczas 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych.

Na scenie zasiedli producentka Ewa Puszczyńska, reżyser i scenarzysta Łukasz Grzegorzek, krytyk filmowy Michał Piepiórka oraz kulturoznawczyni i krytyczka Klara Cykorz. Całość prowadził filmoznawca Miłosz Stelmach - i nie było tam miejsca na grzecznościowe półsłówka.

Im więcej, tym lepiej? W jakiej kondycji jest rodzima kinematografia?

W zeszłym roku powstało ponad 70. pełnometrażowych filmów fabularnych. W jeszcze poprzednim produkcji było ponad 80. Gdyby rozpatrywać kondycję polskiego kina w kategorii liczbowej, werdykt byłby jeden - jest dobrze. Jeszcze nigdy w historii rodzimej kinematografii produkcji nie było bowiem aż tak dużo.

Redakcja poleca

Jednak Ewa Puszczyńska już na starcie stwierdziła jasno: powstaje mnóstwo filmów, ale... niewiele zostaje w głowie. Jej zdaniem mnogość produkcji nie przekłada się na jakość, a prawdziwe perełki giną w tłumie tytułów, które po prostu "są".

Bo nawet jeżeli to są propozycje różnorodne, od powiedzmy dramatów, kina mniej lub bardziej autorskiego, arthouse'owego, po kino [rozrywkowe] i tutaj wymienię tytuł, który jest w konkursie, mianowicie "Vinci 2", to wydaje mi się, że niestety ta ilość nie przekłada się na jakość. […] Są filmy lepsze, są filmy gorsze, które się ogląda z mniejszą, większą przyjemnością, ale rzeczywiście mój obraz polskiego kina, tego, co się dzieje, no jest niestety taki - powiedziała producentka.

Łukasz Grzegorzek natomiast wprost powiedział to, co myśli wielu: potrzebny nam filmowy blockbuster. Taki, który podbije i Cannes, i polskie kina. Film, który przypomni wszystkim, że naprawdę warto ruszyć się z kanapy i wybrać na seans.

Jeżeli tak sobie myślę o polskim kinie 2025 i o tym, co mogłoby sprawić, żeby ten resentyment się choć trochę zmniejszył, to potrzebujemy filmu jak "Zimna wojna" czy "Boże Ciało", które na kilku płaszczyznach będą spełnione. To znaczy będą miały dobre "życie zagraniczne", niezłe oceny krytyków, a to sprawi, że ludzie pójdą do kina i znowu pomyślą: "Może warto zobaczyć to na dużym ekranie" - powiedział.

Scenarzysta wskazał także, że język filmu nie zawsze nadąża za współczesnością, zarówno w treści, jak i formie. Ewa Puszczyńska zauważyła natomiast pewną wtórność w polskim kinie, zarówno w powtarzaniu tematów, jak i sposobach ich realizacji. Jako doskonały przykład opowiadania starej historii w nowej formie, z innej perspektywy, wskazała film "Strefa interesów".

Redakcja poleca

Preferencje widzów a Box Office

Polski Box Office rządzi się swoimi prawami - zauważył trafnie Michał Piepiórka. Królują komedie romantyczne, biografie i kino familijne. Eksperymenty? Różnorodność? "Może kiedyś" - zdają się mówić statystyki sprzedaży biletów.

Czy nie jest tak, że to może podcinać skrzydła jakiejś różnorodności i drodze ku eksperymentowi? Oczywiście nie każdy film ma za zadanie zdobyć sukces box-office'owy. Szczęśliwie żyjemy w kraju i na kontynencie, który wspiera produkcję filmową też na różne sposoby ze środków publicznych. To nie jest tak, że każdy film musi zarobić, ale jednak te realia często są determinujące - powiedział Michał Piepiórka.

Podczas debaty na tapet wzięto również nową "Akademię Pana Kleksa". Ewa Puszczyńska zauważyła, że sukces produkcji wynikał z tego, że był to remake, przyciągający zarówno dzieci, jak i rodziców, pamiętających poprzednie wersje. To bardzo dobitnie pokazuje jedno - remake'i to nie moda, to strategia przetrwania. Dają widzowi to, co zna, a branży chwilę oddechu.

Redakcja poleca

Film w formie wydarzenia. Jak zachęcić widzów do pójścia do kina?

Łukasz Grzegorzek ostro stwierdził, że widownia po prostu "się rozleniwiła", a pandemia tylko przyspieszyła proces przerzucania się na streaming. Z kolei Michał Kiepiórka podkreślił, że w postpandemicznej rzeczywistości potrzebne są filmy-wydarzenia, które przyciągną widzów do kin, bo po prostu nie wypada ich nie zobaczyć.

Potrzebujemy takich filmów, które po prostu wszyscy będziemy chcieli zobaczyć. Ale wydaje mi się też, że ludzie są bardziej wybredni, jeśli chodzi o wyszukiwanie tytułów. Muszą mieć pewność, że im się to spodoba - wskazał krytyk filmowy.

Michał Kiepiórka zauważył także, że polskie kino działa modami, z mikrocyklami, które szybko się wyczerpują, np. kino erotyczne ("365 dni", "Dziewczyny z Dubaju"). Wskazał jednak, że, co ciekawe, nieprzemijającą popularnością na ekranach rodzimych kin cieszą się komedie romantyczne.

Redakcja poleca

Dokąd zmierza polskie kino? Czy widz woli siedzieć w domu?

Krytyk filmowy sprecyzował także, że w jego opinii marketing i promocja polskiego kina nie są na zadowalającym poziomie. Jako przykład pokazał za to festiwale filmowe, które świetnie komunikują się z widzami. Wspomniał także, że sukces festiwalowy (np. w Wenecji) może sprawić, że film, nawet artystyczny, przyciągnie większą publiczność.

Najlepszym przykładem jest "Ida", która nie była pokazywana na festiwalach. Zrobiła bardzo skromny wynik, a dopiero jak zaczęła się piąć w kolejnych festiwalach i po tej całej ścieżce oscarowej, dopiero wtedy znowu weszła do kin i zrobiła dużo lepszy wynik niż na samym początku - powiedział.

Eksperci zgodnie twierdzą: przyszłość jest mglista jak finał arthouse'owego dramatu. Puszczyńska widzi w kinie szansę na powrót do elitarności - jeśli tylko zaczniemy sprzedawać film jako wydarzenie. Grzegorzek podkreśla natomiast, że kina i platformy muszą współistnieć, bo nie ma odwrotu od zmian, które przyniosły ostatnie lata.

Po pierwsze jesteśmy skazani na koegzystencję kina i platformy - przynajmniej w najbliższym czasie, bo nie wiadomo, co będzie za pięć, siedem lat, przy takim przyspieszeniu, które się dzisiaj dzieje. [...] Jeszcze 7-8 lat temu nie było Netflixa w Polsce, a dzisiaj jest to potężny rynek. Więc tak, jest ten głos, często słyszany, że kino może mieć charakter elitarny, tylko on się nie wydarzy bez mecenatu państwa - spuentował.

Dokąd zmierza polskie kino? Eksperci są zgodni, że sytuacja jest dynamiczna i nie można jednoznacznie przewidzieć, co wydarzy się w kolejnych latach. Podkreślają jednak, że kino musiałby stać się czymś więcej niż tylko rozrywka, aby przyciągnąć i zatrzymać widza.

Więcej o Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni przeczytasz >>> TUTAJ.