Blaski i cienie miłości do winyli. "Przez to może cierpieć rodzina"
Płyty winylowe, jak wiadomo, wróciły do łask. Artyści chętnie je wydają i zdecydowanie nie muszą obawiać się o popyt. W obiegu są też niezliczone stare winyle. Czasami warte prawdziwą fortunę. O najcenniejszych okazach i kolekcjonowaniu płyt rozmawialiśmy z, posiadającym bogate, wieloletnie zbiory, Witoldem Ożgą z Kołobrzeskiego Klubu Kolekcjonera.
- 6 zdjęć Zobacz galerię
- Płyty winylowe to chodliwy towar, a niektóre z nich osiągają na rynku astronomiczne ceny.
- Oto blaski i cienie kolekcjonowania płyt winylowych.
- Wywiadu dla serwisu ZłotePrzeboje.pl udzielił kolekcjoner winyli Witold Ożga.
Płyty winylowe już od dłuższego czasu przeżywają swój renesans. Co sprawia, że są teraz tak popularne? Jak wygląda kolekcjonowanie winyli? Które płyty winylowe są najbardziej poszukiwane i jakie ceny osiągają? Na pytania dotyczące rynków płytowych pierwotnego i wtórnego odpowiedział w rozmowie z dziennikarką serwisu ZłotePrzeboje.pl skarbnik Kołobrzeskiego Klubu Kolekcjonera Witold Ożga.
Zobacz kolekcję płyt winylowych naszego rozmówcy. Kliknij >>>TUTAJ.
Płyty winylowe źródłem pasji
Wioleta Wasylów, dziennikarka serwisu ZłotePrzeboje.pl: Kiedy zdobył pan pierwszą płytę winylową?
Witold Ożga: Bodajże w pierwszej kasie liceum, w 1980 r., tuż przed stanem wojennym. To była płyta SBB. Mam ją chyba do dzisiaj. Wtedy brałem po prostu takie płyty, jakie przyszły do księgarni, bo tam się je kupowało. Nie było stricte muzycznych sklepów. Stało się w kolejce często, a potem – jak ktoś miał dobre znajomości – to brał po pięć płyt. Potem zanosiłem je do liceum, sprzedawałem, wymieniałem się na inne. Tak więc ta zajawka zaczęła się już na początku lat 80.
Kiedy stało się to kolekcjonowaniem?
"Na grubo" wjechałem w płyty winylowe zimą 1982 r. Pamiętam jak dzisiaj – stan wojenny, byłem u dziadków w Szczecinie i stałem w kolejce do księgarni po debiutancką płytę TSA. Był tam tłum rozgorączkowanych bardzo młodych ludzi. Wtedy zima była potężna, a my żeśmy czekali z 10 godzin, zanim przywieźli te płyty.
Rozumiem, że był pan fanem?
Oczywiście. Byłem fanem wszelkiej muzyki poza Andrzejem i Elizą i tymi rzeczami, które grali w radiu. Bo w radiu leciała tylko tego typu muzyka, mało interesująca dla ówczesnych młodych ludzi. Interesowały mnie rockowe klimaty, a później nawet punkrockowe i muzyka alternatywna. To, co było najnowsze na ówczesnym rynku. Miałem wtedy 22 lata. W tym wieku inaczej postrzega się świat.
Tak rozchodziły się informacje o zespołach
Skąd wziął się u pana sentyment do płyt winylowych, chęć ich kolekcjonowania?
W latach 80. dla młodzieży w radiu w zasadzie prawie nic nie było. Jestem z małego miasteczka. Koncertów było niewiele. Jedynym oknem na nowy świat, nową stylistykę, były płyty winylowe. W ten sposób zacząłem je gromadzić. Najpierw to była drobna przyjemność – słuchanie z przyjaciółmi fajnej muzyki, której prawie nie słyszałeś w radiu ani na koncertach. Nie mieliśmy możliwości posłuchać The Rolling Stones na koncercie, ale na płycie – owszem. Później zacząłem płyty zbierać, opisywać, układać alfabetycznie. Tak to się przerodziło w pasję.
Obieg informacji był inny, bo nie było komórek. Raz na jakiś czas organizowano jednak różne koncerty. Był np. taki w Kołobrzegu – "Rock nad Bałtykiem" w 1980 roku. Kupa fajnych zespołów punkrockowych przyjechała i z ręki nagrywaliśmy muzykę na magnetofony kasetowe lub szpulowe. Jakość była tragiczna, ale nagrania były. Spotykaliśmy się i je puszczaliśmy. W ten sposób pocztą pantoflową rozchodziło się, co jest ciekawe, fajne, czego trzeba posłuchać, które nagranie lepsze, które gorsze.
Poza tym dużo płyt szmuglowali nielegalnie do Polski marynarze. To był jeden z lepszych biznesów – przywieźć np. płytę Pink Floyd. Zapotrzebowanie było ogromne. Wiedzieliśmy o nich, bo Wojciech Mann puścił ich płytę w "Zapraszamy do Trójki". Od razu ją pokochaliśmy i każdy chciał ją mieć. Marynarze, wiedząc to, przywozili te płyty winylowe na handel i kręcili na tym biznes. Całkiem dobry. Straż graniczna i milicja nie zabierały za bardzo marynarzom tych płyt, bo to nie było nic zbyt groźnego.
Władza zapewne nie aprobowała takiej muzyki, ale czy wspomniany wcześniej koncert był oficjalny? Skąd się o nim dowiedzieliście? Przypadkowo? Od kogoś?
Nie, te pierwsze koncerty były legalne. Muzyka alternatywna... To właśnie w Kołobrzegu w 1980 r. zagrały TSA, jakaś tam kapela Kazika i Brygada Kryzys. Same świetne ekipy. Te koncerty były oficjalnie ogłaszane przez jakiegoś nawiedzonego kierownika, który miał możliwości. Ze sprzętem było krucho. Nie było żadnej reklamy, plakatów, komórek, Internetu, Facebooka, a – mimo to – koncerty się odbywały. To była tylko poczta pantoflowa. Dowiadywaliśmy się jeden od drugiego. Fanów przychodziła garstka. Byłem na koncercie TSA, na którym było z 80 osób, bo nikt nie wiedział, że będą grali.
Zobacz kolekcję płyt winylowych naszego rozmówcy. Kliknij >>>TUTAJ.
Ceny płyt winylowych
Wracając do samych płyt winylowych – ile ma ich pan teraz w kolekcji?
Jakoś ponad 2 tysiące. Pod względem sentymentalnym najcenniejsze są dla mnie płyty Davida Bowiego. Mam ich taką niedużą kolekcję. Pod względem finansowym, tzn. wartości komercyjnej, obecnie najcenniejsze są np. płyty Kazika. Mam kilka jego lepszych płyt, wartych pewnie z tysiąc złotych. Mam też pierwszą płytę Wilków po 1,2 tysiąca i płyty KSU po 700 zł. Więc jest parę rarytasów. Dodam, że ich nie odtwarzam, żeby ich nie zniszczyć, nie porysować, okładki nie pogiąć. Sama radość z ich posiadania musi mi wystarczyć.
Czy robi pan to z myślą o tym, by po jakimś czasie je sprzedać lub wymienić? Czy po prostu szkoda ich panu?
Jak ktoś da jakąś dobrą cenę, to pewnie bym sprzedał, ale generalnie nie są na sprzedaż. Przynajmniej na razie.
Z czego w największej mierze wynika wartość rynkowa płyt?
Składają się na nią: stan okładki, stan winylu i przede wszystkim nakład. Im mniejszy, tym lepiej. Stąd cenne są płyty niszowe – np. jazzowe czy punkrockowe z lat 80. Przykładowo, pierwsza płyta KSU z 1988 r. pt. "Pod prąd" teraz jest warta 700 zł., a wtedy kosztowała naprawdę niedużo. Była w ogóle trudnodostępna. Nakład był bardzo mały, bo tak naprawdę niewielu było realnych fanów.
Dla późniejszej wartości płyt winylowych ma oczywiście znaczenie to, czy zespół zrobił karierę. Tak, jak zrobili ją KSU czy Kazik. Kiedyś Kazik był mało znany, nikt nie wiedział, kim jest i co śpiewa. Jego kawałki były na jakichś składankach. Z czasem okazało się, że to najnowszy wieszcz narodowy i w związku z tym jego pierwsze płyty gwałtownie zyskały na wartości.
O jakich kwotach tutaj mowa?
Debiutancka płyta Kazika, której nawet nie ma dla fanklubów, ostatnio była wyceniona na 14 tys. zł bodajże. To naprawdę wielkie pieniądze. Tam był nakład może z 5 tys. sztuk. Była mało interesująca i źle reklamowana. Gdzieś zniknęła. Rozeszła się pomiędzy nie wiadomo kogo, a dzisiaj jest poszukiwana i jak jest w stanie perfekcyjnym (stanie mint), to kosztuje kilkanaście tysięcy.
Zobacz kolekcję płyt winylowych naszego rozmówcy. Kliknij >>>TUTAJ.
Muzyka Kazika niczym żyła złota
Co do Kazika, to ciekawa sprawa o tyle, że cały czas tworzy i wydaje, a jednak te płyty są dużo warte. W niektórych przypadkach były małe nakłady i bootlegi, więc takie białe kruki były droższe, ale czy to przekłada się na wyższą cenę także tych albumów, które miały większe nakłady? Czy wszystkie płyty Kazika są przez to cenniejsze niż innych artystów?
Proszę sobie wyobrazić, że ja i mój kolega mamy na stoiskach tysiące płyt winylowych do sprzedaży, wymiany. I nie mamy ani jednej płyty Kazika, bo wszystkie płyty z drugiej ręki, jak się trafiają, są sprzedawane od razu. W zasadzie cenę wymyślam z rękawa. Ile chcę, tyle powiem, i za tyle sprzedam. To miara popularności Kazika i siły jego fanów. Są tysiące przeróżnych świetnych płyt, a Kazika nie ma w drugim obiegu.
Czy na ceny i popyt ma też wpływ to, w jakim regionie pan sprzedaje? Czy do pana przyjeżdżają ludzie z całej Polski czy raczej z okolic?
Z całej Polski. Oczywiście najwięcej jest osób lokalnie, ale nawet z zagranicy dużo ludzi jest. W tym roku byli turyści z USA. Nawet tam były brane płyty winylowe, bo to towar bezpieczny, który można samochodem przewozić i nikt się nie przyczepia.
Ze swojego doświadczenia mógłby pan wymienić jeszcze kilka takich fenomenów wśród polskich i zagranicznych artystów?
W Polsce np. "Jestem Bogiem" Paktofoniki też jest niedostępna. Płyty Kalibru 44 od ręki schodzą. Z bardziej niszowych, jazzowych, np. Urszula Dudziak wydawała sporo płyt w USA, bo tam mieszkała wiele lat. To też białe kruki, wielka rzadkość. Doceniane nie tylko przez Polaków, ale także przez fanów muzyki na całym świecie, bo Dudziak to wielka artystka.
Te winyle są najdroższe
Witold Ożga: Z zagranicznej muzyki jazzowej bardzo poszukiwane są pierwsze płyty winylowe Paco de Lucii. Z rocka np. Joy Division i The Doors. Z niemieckiej muzyki, bo też jest sławna, ludzi interesują pierwsze płyty Die Toten Hosen. Tak samo wszystkie płyty Rammstein i Kraftwerk są chodliwe. To są wielkie pieniądze, nawet 1-2 tys. zł.
Z wielkich twórców zagranicznych mam wrażenie, że ceny płyt Paula McCartney'a bardzo wzrosną, jak umrze. Po rozpadzie Beatlesów on i Ringo Starr bardzo dużo płyt wydawali i wciąż wydają, ale one nie są poszukiwane, bo jest ich dużo. Jednak już płyty George'a Harrisona i Johna Lennona, którzy nie żyją, są cenniejsze i warte po stówce lub więcej.
W Polsce też była taka sytuacja jak Robert Brylewski – założyciel m.in. Brygady Kryzys, Armii i Izraela – zmarł tragicznie, został zabity. Wtedy nagle ludzie przypomnieli sobie o nim i jego płytach. Obecnie są bardzo poszukiwane, szczególnie te pierwsze. Wtedy cena gwałtownie rośnie. Podobnie było po zeszłorocznej śmierci Andrzeja Nowaka z TSA. Tym bardziej że tych płyt nie było dużo.
Pamięta pan jakieś konkretne przykłady pokazujące, jak bardzo mogą wzrosnąć ceny płyt po śmierci artysty?
Kiedy Whitney Houston zmarła w 2012 r., wartość jej płyt (choć było ich dużo) wzrosła od razu cztero-, pięciokrotnie. Płyta, którą wcześniej trudno było sprzedać za 20 zł, chodziła za 100 zł. Mało tego – skończyły się, bo wszystkie sprzedali. Ja też wcześniej miałem kilka jej płyt i podnosiłem cenę gwałtownie, bo ludzie pytali o nie, a i tak wszystkie poszły. Więc do wyczerpania zapasów, a to rzeczy z drugiej, trzeciej ręki. Nie ma nieograniczonych zapasów. Jak Tina Turner zmarła, to ceny dwukrotnie wzrosły. Tyle że jej płyt było jeszcze więcej...
Czy śledzi pan rynek na tyle, żeby wiedzieć, jakie są najdroższe winyle na świecie? I za ile poszły?
Może nie jakoś tak specjalistycznie, ale tak, interesuję się. Ostatnio chyba "Yellow Submarine" Beatlesów – pierwsze wydanie z autografami wszystkich czterech członków – poszło za 150 tys. dolarów.
W Polsce najdroższe są np. po 13-15 tys. zł. W tym oczywiście jedna z płyt Kazika. Też Niemena taka niszowa, którą nagrał na organach w kościele. Wyszło jej chyba 500 sztuk i nikt ich nie chciał jej kupować, bo to niełatwa muzyka, a dzisiaj to biały kruk. Z tego, co wiem, była jeszcze jakaś studyjna płyta matka TSA z tym białym labelem, czyli z tym wnętrzem białym, za 25 czy 30 tys. zł. Na razie jesteśmy jednak zaściankowym rynkiem w porównaniu do Zachodu.
Czemu kolekcjonowanie płyt winylowych jest popularne?
Skąd według pana wzięła się ponowna moda na winyle?
Z mojej perspektywy, jest w tym melancholia i tęsknota za czasami, które przeszły, za młodością. Kiedy o te płyty walczyliśmy, kiedy ich słuchaliśmy. Moje starsze pokolenie wraca do tego, bo wreszcie stać nas na to, żeby kupić sobie te płyty za 100, 200 czy 300 zł. Mamy dobre gramofony, adaptery, żeby ich słuchać. Mamy trochę wolnego czasu, dzieci wyrosły. Bo to wymaga magii. Cały rytuał się odbywa – trzeba tę płytę wyjąć, obejrzeć, położyć do gramofonu, odpalić sprzęt, usiąść chwilę, wszystko inne powyłączać, posłuchać.
Młodzi mogą się wkręcać w posiadanie winyli, bo gwiazdy młodego pokolenia wydają płyty winylowe. Jest taki trend. Nie wiem, jaka będzie przyszłość płyt winylowych, ale myślę, że na razie na pewno się to nie skończy.
W jakim wieku są osoby, które kupują od pana płyty?
Najwięcej winyli kupują i słuchają ludzie w średnim wieku, tak 50 plus. Ze 20-30 proc. to 30- i 40-latkowie. Około 10-15 proc. to ludzie 20-letni. Młodzi są fajni. Im dajemy największe upusty, z nimi chcemy rozmawiać. Często bywa, że nie mają pieniędzy i im odkładamy płyty, a oni je biorą, kiedy mają wypłatę. Czasem dajemy je im, a oni kiedyś przy okazji spłacają.
Najmłodsi też łapią bakcyla płyt winylowych. Bo winyl ma to do siebie, że to też są bardzo często piękne okładki. To jak obrazek, coś, co się dobrze prezentuje, a nie tylko fajnie brzmi. Płyty mogą być też dobrą inwestycją. Niektóre rzeczy, które kupiło się za nieduże pieniądze za młodu, mogą być po latach wartościowe.
Płyty winylowe są trudne w utrzymaniu. Trzeba je myć fizycznie, pakować w specjalne koszulki foliowe i antystatyczne kieszenie. Wymagają dużo miejsca, specjalnych regałów na nie. To wymaga swoistej magii, dodatkowego zajęcia się tym nośnikiem, zaopiekowania się nim. Jeżeli nad czymś się bardziej pochylamy, poświęcamy temu więcej czasu, to mamy do tego większy sentyment. Traktujemy to z większym uczuciem i bardziej kochamy.
Teoretycznie jakość dźwięku jest gorsza i słychać trzaski, ale być może właśnie to dodaje tej rzeczonej magii winylom?
Całkowicie się z panią zgadzam. Słuchać te trzaski, niedoskonałości. Nie ma żadnych czyszczeń. Dźwięk jest taki prawdziwy, głęboki. Zawiera w sobie dodatkową wartość. I to właśnie powoduje, że jest w tym magia dodatkowa. Choć są też ludzie, którym to nie odpowiada oczywiście. Jest też bardzo wąska grupa kolekcjonerów, która zbiera płyty winylowe dla samego zbierania i nie odtwarza ich.
Płyty winylowe niczym polisa na przyszłość
Ile ma pan płyt, których nie otwiera?
Gdzieś 10, a może 15 procent z tego, co posiadam, to płyty, których nie otworzyłem i chyba nigdy nie otworzę. Od moich dzieci ostatnio dostałem biały podwójny winyl Kazika pt. "Zaraza". Limitowaną edycję. Każda płyta jest numerowana. Moja nosi numer 251. Po prostu jej nie otworzyłem.
Mam też dwie wersje "Ostatniej płyty" Kultu: białą i różową. To też płyty, których nawet nie otworzyłem. To jak polisa na starość, bo to rzeczy, których cena rośnie. Kazik ciągle piękne rzeczy tworzy. Te rzeczy sprawiają mi przyjemność już samym tym, że je posiadam, oglądam, biorę do ręki.
Część ze swoich płyt wystawia pan w Alejce Kolekcjonerskiej. Jak pan decyduje o tym, które z nich jest pan gotowy sprzedać lub wymienić?
Nie ma tutaj klucza. To jest absolutnie subiektywne. Pewnie z połowę tego, co mam, byłbym w stanie wymienić. Może nawet więcej. Niektóre płyty z czasem się starzeją. Ja się starzeję i zmienia się muzyka, która mi się podoba. Czasem coś, co mnie kręciło 20 lat temu – np. Budka Suflera – dzisiaj dla mnie już jest nie do przyjęcia. Dlatego niektóre płyty, które kiedyś zbierałem i mi się podobały, dziś traktuję wyłącznie komercyjnie.
Są natomiast takie płyty, których jeszcze poszukuję, chociaż jest ich coraz mniej. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zdobyć zagraniczne wydania płyt polskich kapel. Na przykład TSA z Japonii i USA, bo były takie niszowe rzeczy. Był też we Francji nieoficjalnie wydany bootleg z muzyką alternatywną, m.in. Brygadą Kryzys, Tiltem.
Ostatnio kupiłem płytę punkowego zespołu UK Subs z moich czasów. Na takim przezroczystym, lekko białawym winylu. Wydana specjalnie dla fanklubu. Ma ze 30 lat już. To taki rarytas, który bardzo mnie cieszy. Biorę go do rąk, z przyjemnością oglądam i pewnie sobie puszczę za jakiś czas jeszcze. Kosztowała jakieś 200 zł. To nie miliony, bez przesady, ale mimo wszystko to już taka rzecz, która cieszy.
Zobacz kolekcję płyt winylowych naszego rozmówcy. Kliknij >>>TUTAJ.
Blaski i cienie kolekcjonowania płyt winylowych
Jakich nakładów czasowych i finansowych wymaga kolekcjonerstwo płyt winylowych? Nawet jeśli z myślą, że część ich można wymienić albo sprzedać. Czy to drogie hobby? Ile trzeba dla niego poświęcić?
Na samym początku to hobby nie jest takie drogie, bo kupujemy najtańsze rzeczy na rynku, takie powszechne. Jednak im bardziej się zagłębiamy, tym więcej pieniędzy to pochłania. Znam pana, który przyjeżdża do nas spod Poznania, i sam gramofon ma za 150 tys. zł. Tak więc to hobby potrafi stać się ekstremalnie drogie.
Czy orientuje się pan ile płyt potrafią mieć tacy hobbyści?
Po kilkadziesiąt tysięcy. Jednym z największych kolekcjonerów płyt winylowych był dziennikarz Marek Niedźwiedzki. Miał ogromną liczbę płyt i proszę sobie wyobrazić, że te wszystkie płyty sprzedał od ręki komuś w Warszawie. Przestawił się na płyty CD i zbiera je bez opakowań, ponieważ zajmują mniej miejsca. Kaleczy je na starcie, bo trzyma je w zwykłych kopertach. Ma ich teraz ponad 40 tys. w swojej kolekcji. Winyli się pozbył, bo nie miał ich gdzie trzymać. To potrafi też być problem, niemal jak zbieractwo, jeśli się wymknie spod kontroli.
Kolejną kwestią jest fakt, że to hobby pochłania bardzo dużo czasu. Przez to może cierpieć rodzina. Czasami jest niezadowolona, jak zamykasz się w pokoju. Te płyty trzeba umyć ręcznie, podkleić okładki, włożyć w folię. Samo słuchanie też zabiera czas, który mógłbym, będąc w domu, poświęcić rodzinie. A tego nie robię, bo zajmuję się hobby. To może wywoływać negatywne emocje w domu. I tak też często jest niestety.
Pułapki związane z kolekcjonowaniem płyt winylowych
Czy są z perspektywy czasu są takie rady, których mógłby pan udzielić osobom chcącym zająć się kolekcjonerstwem? Na jakie pułapki powinny uważać?
Zanim kupią pierwszą płytę, powinni ją wyjąć, z opakowania i obejrzeć. Sprawdzić, jak wyglądają obie strony płyty, label, czyli to wnętrze płyty, i jak wygląda okładka. Płyty winylowe, które są w złym stanie, są nic niewarte. Nie powinno się ich kupować, a już tym bardziej odtwarzać, bo szkoda igły gramofonu, która jest dość drogą rzeczą.
Często zdarza się, że jak człowiek szybko chce kupić tanie płyty winylowe, których nie obejrzy, to w środku może znaleźć np. Alibabki. To trik, który często stosują różni słabi sprzedawcy i który działa. Ludzie często kupują tzw. kota w worku. Okładka jest ładna, a wewnątrz jest coś zupełnie innego niż miało być. Warto też pamiętać, że wielu artystów, wykonawców sprzedaje samemu własne płyty po koncertach.
Zobacz kolekcję płyt winylowych naszego rozmówcy. Kliknij >>>TUTAJ.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!