advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Sabat czarownicy, czyli Florence and the Machine wraca, a wszyscy krzyczą

5 min. czytania
31.10.2025 15:24
Zareaguj Reakcja

Florence and the Machine to zespół indie rockowy, który nie bez powodu ma status "kultowego". Fani czekali przez trzy lata na nowy album tego angielskiego bandu. Czy warto było? Oto recenzja najnowszego "dziecka" Florence Welch, czyli "Everybody Scream". 

Florence and the Machine wraca z nową płytą. Dobrą?
fot. kadr z teledysku do piosenki "Everybody Scream" (YouTube, florencemachine)
  • Florence and the Machine po trzech latach wracają z nowym albumem. 
  • Florence Welch otwarcie mówiła, że to jej najbardziej osobista płyta. 
  • Przedstawiamy recenzję "Everybody Scream". 

Florence and the Machine nie bez powodu wypuszcza swój najnowszy album właśnie 31 października 2025 roku. Jak może nie wszyscy Polacy pamiętają, właśnie tego dnia w krajach anglojęzycznych – zresztą coraz częściej nie tylko – odbywa się Halloween. A płyta "Everybody Scream" w dużej mierze nawiązuje do takich motywów, jak, za Lauren Boisvert z "Vice", "czary, folk horror, mistycyzm, magia, poezja, szaleństwo".

Florence Welch krzyczy

"Everybody Scream" składa się łącznie z dwunastu utworów, z czego to właśnie tytułowy został wybrany jako wstęp do procesu promocji szóstego w dorobku Florence and the Machine albumu. Już same ich tytuły w dużej mierze nawiązują do przytoczonych wyżej przez Lauren Boisvert motywów, m.in. "Witch Dance", "Sympathy Magic" czy "Kraken". Wersja deluxe na CD i winylu miała dodatkowo zawierać "wersje kameralne" czterech z piosenek. 

Redakcja poleca

Florence Welch w toku promocji Florence and the Machine opowiadała w wywiadach, że praca nad "Everybody Scream" była dla niej swego rodzaju procesem terapeutycznym. W okresie tworzenia płyty wokalistka bowiem przeszła operację ratującą życie. Doszło do niej w trakcie trasy koncertowej, promującej poprzedni album angielskiego bandu – "Dance Fever". 

Tytułowy krzyk, mówiła Florence Welch w jednym z wywiadów ("Vice"), był dla niej odwołaniem do idei emocji związanych z fizycznym i emocjonalnym bólem. Wokalistka "Everybody Scream" zapragnęła za pośrednictwem muzyki eksplorować ideę wrzasku oraz jego konotacji kulturowych. Zresztą w pierwszym klipie promującym jej szósty album Welch pochyla się nad własnoręcznie wykopanym otworem w ziemi, a później – wrzeszczy ile sił w płucach. 

Oglądaj

Powrót z martwych w objęcia sławy

Jednak żałoba i analizowanie skrajnych stanów emocjonalnych to nie jedyne zagadnienie, którym uwagę poświęciła Florence Welch. Przeciwnie, wokalistka Florence and the Machine dużo miejsca przeznaczyła na eksplorację mrocznych stron sławy. Najdobitniej widać to w utworze "One of the Greats", gdzie Welch zestawia swój powrót ze stanu na skraju śmierci do świata show-biznesu. 

Czy zrobiłam to dobrze? Czy wygram nagrodę?
Czy żałujesz, że przywróciłeś mnie do życia?
Czy zrobiłam to dobrze? Czy wygram nagrodę?
Czy żałujesz, że przywróciłeś mnie do życia?

Oglądaj

Warto zwrócić uwagę też na feministyczny aspekt piosenek z "Everybody Scream", zresztą nie tylko tych poświęconych sławie. Już w "One of the Greats" padały ironiczne komentarze pod adresem realiów świata show-biznesu – "Miło być mężczyzną i tworzyć nudną muzykę, bo można. [...] Zabawne, jak mężczyznom nie podoba się moc u kobiety". Podobne "prztyczki" pojawiły się także w tekście do "You Can Have It All" ("Pomyślałam: »Cholera, równie dobrze mogę spróbować muzyki mężczyzn«"). 

Żałoba za czymś, co się nie wydarzyło 

"Najbliżej stworzenia życia byłam wtedy, gdy najbliżej byłam śmierci", wyznała Florence Welch w wywiadzie dla "The Guardian". Jak już wyżej wspomniałam, w 2023 roku wokalistka Florence and the Machine trafiła do szpitala, gdzie lekarze stoczyli ciężką walkę o jej życie i właśnie tamte zdarzenia były inspiracją dla "Everybody Scream". Nie da się jednak omawiać tego albumu bez wspomnienia, że Welch przeszła operację z powodu pęknięcia jajowodu w konsekwencji ciąży pozamacicznej. 

I poczułam się, jakbym przekroczyła te drzwi (drzwi śmierci – przyp. red.), a były one pełne krzyczących kobiet – zwierzała się Florence Welch w wywiadzie dla "The Guardian". 

Echa tamtych tragicznych wydarzeń najlepiej widać w piosence "You Can Have It All", gdzie Florence Welch wprost odwołuje się do postaci swojej nieżyjącej córki. Wokalistka Florence and the Machine kwestionuje własną tożsamością i dyskutuje z ideą, że o byciu kobietą decyduje zdolność do powoływania nowego życia. Tytułowa fraza: "Możesz mieć to wszystko" wraca w refrenie jako gorzkie podsumowanie ciemnych stron życia i niemożności spełnienia marzeń. 

(Możesz mieć wszystko)
Kawałek ciała, milion funtów
Czy teraz jestem kobietą?
(Możesz mieć wszystko)
Drzewo rośnie wysoko, nie może mnie ściąć
Czy teraz jestem kobietą? 

Oglądaj

Wolność w szaleństwie 

Na początku wspomniałam, że "Everybody Scream" w dużej mierze odwołuje się do motywów takich jak magia, mistycyzm czy szaleństwo. Na razie minęło zbyt mało czasu, aby rzetelnie ocenić, czy szósty album Florence and the Machine będzie miał takie reperkusje w indie rock, jak miało to miejsce w przypadku poprzednich płyt Florence Welch. Na pewno jednak stanowi on część pewnego szerszego trendu, który możemy zaobserwować wśród żeńskiej części świata muzycznego. 

Szukając analogii do "Everybody Scream" na pewno warto pochylić się nad Ethel Cain (zwłaszcza z jej płytą "Preacher's Daughter"), Kate Bush czy Janis Joplin. W zależności od tego, którą artystkę mamy na myśli, możemy wskazywać na podobieństwa w baśniowości klimatu oraz ekspresji wokalnej, emocjonalnej głębi czy – archetypicznych wzorcach wyrażania kobiecej emocjonalności. 

Redakcja poleca

Szósty album Florence and the Machine to muzyczna podróż przez opowieść o traumie, zdrowieniu, eksploracja kobiecości oraz ciemnych stron sławy. A to wciąż tylko kilka z zagadnień, które na swojej ostatniej płycie porusza Florence Welch. Efekt osiąga oczywiście nie tylko poprzez wychodzące wręcz z mroków własnych trzewi teksty, ale również – odpowiednie środki muzyczne. 

Oglądaj

Przez harfy po alt-rock

No właśnie – środki muzyczne. "Everybody Scream" niewątpliwie stanowi kontynuację muzycznego stylu Florence and the Machine. Z drugiej jednak strony Florence Welch zdecydowała się na sięgnięcie do bardziej mistycznych czy alt-rockowych brzmień. Odwołuje się w ten sposób do własnych twórczych korzeni. Mistycyzmu i folk horroru można się za to dopatrzeć w połączeniu elementów gry na harfie z mocnym wokalem Welch. 

Do pracy nad "Everybody Scream" zaangażowano Aarona Dessner (The National) oraz Marka Bowena (IDLES). Ten pierwszy odpowiada za wprowadzenie głębszych, bardziej atmosferycznych oraz złożonych aranżacji muzycznych. Drugiemu zaś słuchacze płyty zawdzięczają obecność surowych, gitarowych tekstur. Spójność artystyczną należy przy tym przypisać samej Florence Welch, pełniącą nadzór nad całym procesem produkcyjnym. 

Nie można przy tym nie wspomnieć o obecności chórów, m.in. w tytułowym utworze. Zresztą nie po raz pierwszy Florence Welch decyduje się na coś podobnego, formy wielogłosowe bowiem pojawiły się już choćby na płytach "Lungs" (2009) czy "Ceremonials" (2011). Oczywiście z jednej strony stanowią one do spotęgowania mistycyzmu brzmienia poprzez nawiązanie do kościelnego chóru. Pomagają one też wzmocnić przesłanie piosenek poprzez powtarzanie kluczowych fragmentów, jak właśnie w "Everybody Scream".

Czary, medycyna, zaklęcia i zastrzyki.
Żniwa, igło, chrońcie mnie przed złem.
Magia i nieszczęście, szaleństwo i tajemnica.
Och, co to ze mną zrobiły?

Podsumowując, nie da się zaprzeczyć, że Florence Welch to artystka z krwi i kości. Możemy to "mierzyć" nie tylko jej kompetencjami wokalnymi, ale również zdolnością przekładania własnych, nierzadko tragicznych doświadczeń, na język twórczy. Jednocześnie jeśli wartość artystyczną dzieła powinniśmy oceniać pod kątem uniwersalności jego przesłania, to "Everybody Scream" można nazywać dziełem sztuki. 

Oglądaj