Niezła historia! Świnie wykopały z pola ponad 400-letni dzwon
W bawarskim Kottgeisering historia jednego z kościelnych dzwonów brzmi bardziej jak ludowa legenda niż fakt. A jednak wydarzyła się naprawdę i zaczęła od zupełnie nieoczekiwanego odkrycia.
- Zakopany w XVII wieku dzwon pozostawał ukryty. Aż do momentu, gdy natrafiły na niego ryjące w ziemi świnie.
- Znalezisko zyskało przydomek "Sauglocke" ("świński dzwon").
- Ocalony przed wojenną grabieżą egzemplarz jest dziś częścią cyfrowej bazy dzwonów.
W Kottgeisering, niewielkiej niemieckiej miejscowości w Górnej Bawarii, od lat krąży opowieść, przy której nawet najbardziej stateczny kronikarz uniósłby brew. W miejscowym kościele św. Walentego wiszą dziś cztery dzwony, ale jeden z nich ma historię tak nieprawdopodobną, że brzmi jak legenda przekazywana przy rodzinnym stole.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Znasz zwierzęta, które żyją po sąsiedzku? Za 18/20 bijemy brawo
Najstarszy dzwon, z 1615 roku, nosi na sobie wyraźny ślad dawnych czasów: inskrypcję "Bartholomäus Wengle goss mich in Minchen" i zapisaną w rzymskich liczbach datę MDCXV. To właśnie ten zabytek, według lokalnej opowieści, został kiedyś zakopany przez ostrożnych mieszkańców, którzy najwyraźniej woleli nie kusić losu w niespokojnych czasach.
Tuż po zakończeniu II wojny światowej, kiedy próbowali wrócić do normalności, grupa świń postanowiła zrobić coś absolutnie nieoczekiwanego. Podczas spokojnego rycia w ziemi natrafiła na coś twardego. I nie, nie była to ani stara moneta, ani przypadkowy kamień.
Dzwon z 1615 roku i jego tajemnica
Odnaleziony przez świnie skarb okazał się prawdziwym unikatem - był to zaginiony przed laty dzwon. Na jego powierzchni widniała inskrypcja, świadcząca o tym, że został odlany przez mistrza ludwisarskiego Bartholomäusa Wengle w Monachium.
Dzwon szybko zyskał przydomek, który brzmi równie uroczo, co plotkarsko: "Sauglocke", czyli dosłownie "świński dzwon". Oficjalnie to jednak dzwon pogrzebowy, który uruchamiany jest na życzenie rodziny zmarłego: trzy razy z rzędu dla mężczyzny i dwa razy dla kobiety.
Ta historia nabiera dużo głębszego wymiaru, gdy przypomnimy sobie, co działo się z kościelnymi dzwonami w czasie II wojny światowej. W 1940 roku naziści nakazali przejęcie ich na potrzeby wojenne, a brąz - czyli stop miedzi i cyny - był dla przemysłu zbrojeniowego wyjątkowo cenny.
W ten sposób tysiące dzwonów trafiało na tzw. "cmentarzyska", gdzie czekały na przetopienie. W wielu miejscach Europy stratę odczuwano nie jako utratę surowca, ale przede wszystkim jako głosu całych wspólnot.
Wielka "brzmiąca" mapa dzwonów
Dziś w kościelnej wieży wiszą trzy świeżo odlane dzwony, które uroczyście poświęcono w 1950 roku. I oczywiście ten "wykopany" przez świnie egzemplarz, który jest największą gwiazdą. Zatem, zamiast dramatycznego milczenia, w Kottgeiseringu rozbrzmiewa stara historia i nowoczesna ciekawostka.
W porozumieniu z kurialnymi władzami powstała bowiem baza dzwonów. Można tam sprawdzić nie tylko rok odlania, wagę czy średnicę, ale też ton, inskrypcje i nagrania - pojedynczo albo w pełnym zestawie. Sam projekt działa od 2018 roku jako cyfrowa, "brzmiąca" mapa dzwonów, tworzona z udziałem społeczności.
Żeby więc usłyszeć jasny, charakterystyczny dźwięk wykopanego przez świnie dzwonu, nie trzeba już czekać na smutne okoliczności. Dzięki nowoczesnej bazie danych można go odsłuchać online – razem z wieloma innymi instrumentami z regionu.
Cała ta opowieść ma w sobie wszystko: wojnę, tajemnicę, przypadek i nieoczekiwanych bohaterów. I choć brzmi jak legenda przekazywana przy ognisku, wydarzyła się naprawdę. Czy to przypadek, czy może coś więcej? Jedno jest pewne - czasem największe historie kryją się tuż pod powierzchnią. I trzeba tylko trochę pogrzebać.
Źródło: ZlotePrzeboje.pl, merkur.de, britannica.com, vg-grafrath.de