Wyhodowałam jadalne grzyby w domu! Jedna rzecz wymknęła się spod kontroli
Wydawałoby się, że zima nie jest najlepszą porą na grzyby. Jednakże najbardziej uparci grzybiarze, nawet brodząc w wysokim śniegu, będą wypatrywać upragnionych okazów. Zadajmy sobie jednak pytanie, po co marznąć w lesie, skoro można wyhodować własne w domu?
- Grzyby najlepiej zbierać jesienią, kiedy to polskie lasy są nimi wypełnione.
- Zimą również można zebrać świeże grzyby! Wystarczy wyhodować je samodzielnie.
- Zobacz, jakie skarby mogą urosnąć z grzybni umieszczonej w niepozornym pudełku.
Grzybobranie kojarzy się przede wszystkim z jesienią, kiedy to runo leśne zachwyca najróżniejszymi gatunkami. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby w styczniu także zapolować na grzyby. Wtedy właśnie w ręce może trafić między innymi słynna płomiennica zimowa, uszak bzowy czy boczniak ostrygowaty. Szczególnie ten ostatni rodzaj zyskuje ostatnio na popularności. Nie trzeba jednak biegać z atlasem w mrozie, by zjeść wspaniałe dania ze świeżymi, zebranymi samodzielnie grzybami! Wiele gatunków wspaniałych boczniaków coraz częściej pojawia się w naszym jadłospisie.
Spełnij grzybowe marzenia nie wychodząc z domu
Jeśli marzą ci się pyszne i świeże grzyby bez konieczności wyściubiania nosa na zewnątrz, to jesteś w idealnym miejscu. Sprawdź, w jaki sposób możesz w dziesięć dni wyhodować pyszny dodatek do obiadu. Będziesz potrzebować jedynie gotowego podłoża i trochę wody. Jeżeli wciąż nie jesteś przekonany, zobacz poniżej, jakie efekty można uzyskać przy minimalnym wysiłku!
Gotowe podłoże do wyhodowania wybranego gatunku boczniaków (lub innych grzybów, w zależności od dostępnego asortymentu) można bez problemu kupić w internecie. W gąszczu sklepowych ofert dostępne są najróżniejsze opcje, dlatego nawet najbardziej wymagający hodowca znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Ja zajęłam się wyrastaniem pięknie zapowiadającego się boczniaka różowego. Jak w rzeczywistości prezentował się efekt, pokażę w kolejnych akapitach.
Miś z okienka, grzyby z pudełka
Mając do dyspozycji niewielkie pudełko z gotowym podłożem, moim zadaniem było uzyskanie jak największych i jak najpyszniejszych grzybów, jak się tylko da. Zadanie ułatwiała instrukcja obsługi, nadrukowana na bocznej ścianie kartonu. Krok pierwszy zakładał otworzenie jednej z jego ścian i nacięcie worka, w którym znajdowała się grzybnia. Później było już tylko z górki.
Przez kolejne 5-10 dni należało zraszać grzybnię od dwóch do trzech razy dziennie — nic trudnego. Największym wyzwaniem tego etapu było pamiętanie o podlewaniu. Poza tym zaopiekowana grzybnia potrzebuje ciszy i spokoju, nie powinna także być wystawiona na bezpośrednie działanie słońca. Pierwsze 2-3 dni minęły bardzo spokojnie. Natomiast w kolejnych sytuacja zaczęła rozwijać się niezwykle dynamicznie, kiedy to pojawiły się pierwsze różowiutkie główeczki na grzybni.
Skrócone kalendarium hodowli boczniaka różowego
I stadium (0-3 dni). Jak już to zostało wspomniane wcześniej, na samym początku niewiele się działo. Gdy mijała druga doba bez większych efektów, w mojej głowie zaczęły się kłębić wątpliwości, a w serce zajrzało widmo niepowodzenia. Na szczęście kolejne dni przyniosły nie tylko zdecydowaną ulgę, ale i falę szczęścia na widok pierwszych maciupkich grzybków.
II stadium (4-7 dni). Przez kolejne 3-4 dni malutkie punkciki rosły w oszałamiającym tempie. Zauważalną różnicę można było dostrzec nawet po już upływie kilkunastu godzin między porannym a wieczornym zraszaniem! Kapelusze stawały się coraz większe, dorodniejsze oraz nabierały intensywnego różowego koloru. Z początku nieco powykrzywiane, pod koniec fazy zaczęły formować się we właściwe kształty.
III stadium (7+ dni). Po upływie około tygodnia z małym haczykiem szał wzrostu ewidentnie się skończył. Boczniaki dorosły do przewidywanych rozmiarów. Ponadto niektóre z "najstarszych" kapeluszy zaczęły nieco wysychać.
Na jedną rzecz nie byłam jednak gotowa. Grzyby zaczęły także wytwarzać znaczne ilości szaro-białego pyłu, który pokrył podłogę w promieniu kilkunastu centymetrów od kartonu. Był to chyba ostateczny sygnał do ścięcia. Wyrośnięty z kartonowego okienka pęk grzybów trzeba było delikatnie wyciąć za pomocą noża, co nie stanowiło większego problemu.
Wykorzystaj grzyby do samego końca
Pozostałe podłoże zwykle nadaje się na wyrośnięcie kolejnych 1-3 partii grzybów. Wystarczy podążać za wskazówkami dołączonymi do zestawu. Ponowne rzuty nie będą jednak tak obfite. Przy kolejnych podejściach będzie ich odpowiednio coraz mniej. Zazwyczaj każdy następny stanowi 20-60 proc. poprzedniego.
Podczas przygotowania podłoża do kolejnej partii boczniaków należy przede wszystkim uważać na poziom wilgoci. Łatwo bowiem o przesuszenie lub wręcz odwrotnie, zalanie grzybni, co niestety tym razem mi się przytrafiło. Po wyciśnięciu z podłoża, ile fabryka dała, można je wykorzystać jako nawóz do roślin lub do kompostowania, dzięki czemu niemal nic się nie marnuje.
Owoce hodowli można, a nawet trzeba wykorzystać w kuchni. Wyrośnięte boczniaki warto zatem podsmażyć na maśle z cebulką, zrobić z nich panierowane kotlety czy wykorzystać w zupie. Moje akurat wypełniły swoje przeznaczenie, stając się bazą pysznego sosu.
Grzybowy szał może ogarnąć każdego. Zaczyna się niewinnie od spacerów po lesie, a kończy się na hodowli boczniaka w środku zimy i zapylonym składzikiem. Do tego właśnie doprowadza żądza grzyba!
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!