advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Ewa Minge uderza w "Taniec z gwiazdami". To wytknęła jury

6 min. czytania
29.09.2025 12:37
Zareaguj Reakcja

Ewa Minge w Radiu Złote Przeboje ujawnia kulisy swojego udziału w "Tańcu z gwiazdami", opisując trudności związane z kontuzją i emocjonalnymi wyzwaniami. Podsumowała zachowanie jurorów show Polsatu. Skwitowała Iwonę Pavlović i Rafała Maseraka. Jej zdaniem doszło do "kuriozalnej sytuacji". 

Ewa Minge dosadnie o Maseraku i Pavlović
fot. Radio Złote Przeboje / Wojciech Olkusnik / East News
  • Ewa Minge w Radiu Złote Przeboje. Sprawdź, jak ocenia swoje doświadczenia w "Tańcu z gwiazdami".
  • W rozmowie z Marzeną Rogalską projektantka opowiedziała o Iwonie Pavlović i Rafale Maseraku.
  • Przeczytaj, które momenty były dla niej najbardziej niesprawiedliwe i jak oceniłaby "dziewczynę z dużą kontuzją".
Weekend jak marzenie
Ewa Minge w Radiu Złote Przeboje.
play play
replay
forward
volume volume
0:00

Ewa Minge odpadła w 2. odcinku "Tańca z gwiazdami". Mimo trudów, związanych z problemami zdrowotnymi, próbowała swoich sił i walczyła o Kryształową Kulę. Nie udało się i z show Polsatu projektantka rozstała się "z przytupem", jak wskazała Marzena Rogalska w Radiu Złote Przeboje.

Projektantka, która tańczyła z Michałem Bartkiewiczem, wywołała ogromne emocje, zwracając się do Rafała Maseraka. Zdaniem gościni Radia Złote Przeboje, tancerz i juror programu miał ją "ośmieszyć":

Dziękuję ci, Rafale, za to, że ośmieszyłeś nas na koniec, robiąc figurę, którą zrobiłam. Myślę, że to jest klasa sama w sobie... - mówiła Ewa Minge, żagnając się z "Tańcem z gwiazdami".

Ewa Minge o "Tańcu z gwiazdami". Mówi o "ciężkim czasie"

Jak wyznała nam projektantka i bizneswoman, od kilku lat ma "bardzo ciężki czas":

Ja mam od kilku lat bardzo ciężki czas. Oczywiście to jest taki czas, gdzie podjęłam osiem lat temu niewłaściwą decyzję i dzisiaj konsekwencje tej decyzji się za mną ciągną. Ja mam zbroję, miecz w ręku, tu siekierę, tam jakiś karabin maszynowy wezmę. Ale w środku jestem wrażliwa. Pomyślałam sobie, że to jest może taki czas, żebym zdjęła tę zbroję, odłożyła ten miecz i zamieniła go właśnie na obcasiki, na takie delikatne buty do tańca, i na takiego trochę księcia z bajki, jakim dla mnie się rysował Michał Bartkiewicz, mój partner taneczny.
Redakcja poleca

Ekspertka modowa zdradziła również, dlaczego zdecydowała się na udział w show Polsatu.

Przyszłam do tego programu, żeby potańczyć tak długo, jak się da. Jeśli będę tańczyć odcinek - fajnie. Jeśli będę tańczyć dwa odcinki - fajnie. Jeśli będę tańczyć trzy odcinki - bardzo fajnie. Jeśli będę tańczyć cztery odcinki, to oznacza, że nauczę się podstaw, bo trudno mówić o nauczeniu się tańca. Nauczę się podstaw czterech różnych tańców, tak? No już nie marzyłam o tym, że jakiś w ogóle 10. odcinek, finał... Mi to nawet do głowy nie przychodziło. Przyszłam się dobrze bawić. Przede wszystkim ta kontuzja zabrała mi tę przyjemność dobrej zabawy - podkreśliła Ewa Minge.

Kontuzja zmieniła wszystko. "Brałam całą serię tabletek"

Niestety, dobrą zabawę wykluczyła poważna kontuzja, która przyszła do Ewy Minge podczas przygotowań do programu. Jak wyznała, na treningi często szła znieczulona:

Rzeczywiście moje życie wyglądało tak, że ja wstawałam rano. Brałam tabletki przeciwbólowe i całą serię tabletek, które miałam przepisane. Szłam na trening znieczulona. Na tym treningu z Michałem trenowaliśmy na tyle, na ile się dało. Bardzo bolało. W końcu pod koniec treningu obcinaliśmy godzinę, zawsze mieliśmy jedną godzinę więcej, ale ta piąta godzina, dzień w dzień wypadała, bo już mnie nie można było dotknąć. No to już nie było żadnego tańca. Wtedy biegłam szybko do Centrum Rehabilitacji Sportowej. Tam rehabilitację miałam czasami godzinę, czasami cztery, jak było tragicznie, bo bywało tragicznie. Na wieczorny zastrzyk, jeszcze porcja tabletek do spania i siedem dni w tygodniu tak funkcjonowałam. Ja już się czułam zmęczona i znużona. Natomiast walc, którego się uczyliśmy do drugiego odcinka, pozwolił mi trochę odpocząć - wyznała szczerze projektantka w Radiu Złote Przeboje.
Redakcja poleca

Ewa Minge wprost o jury "Tańca z gwiazdami"

Choć publika reagowała entuzjastycznie, a opinie ekspertów były pocieszające, nie wszystko poszło zgodnie z planem. Jak wyznała Marzenie Rogalskiej gościni "Weekendu jak marzenie", owacje na stojąco od publiki i entuzjazm internautów nie przełożył się na noty jurorów:

Ja należę do tych ludzi, którzy chwaleni się nie rozleniwiają, tylko są zachęcani do dalszego rozwoju, bo to znaczy, że umiem, że idę w dobrym kierunku, to chcę jeszcze lepiej. [...] Po naszym, uważam, bardzo trudnym tańcu, ja się nazwałam "rozgwiazdą", bo jakiś sympatyczny internauta do mnie napisał: "Pani Ewo, pani to jest taka gwiazda-rozgwiazda, bo te figury, które pani robiła, te nogi swoje długie, które wyciągała na wszystkie strony, góra, dół i to fruwanie pod sufitem, że to są rzeczy prawie niemożliwe" - relacjonowała w Radiu Złote Przeboje projektantka.

Dodała również:

I publiczność, która była w tym studio, która zaczęła podczas mojego tańca, który był szóstym tańcem, tak naprawdę dopiero reagować bardzo entuzjastycznie. Zaczęli po każdej mojej figurze, podniesieniu przez Michała wstawać, klaskać, krzyczeć, owacje na stojąco. Na koniec dostałam owacje na stojąco i dostałam tak zwane bisowanie. Ja byłam tak szczęśliwa, ja się popłakałam ze wzruszenia.
Redakcja poleca

Minge ma żal po tym, co zrobili Maserak i Pavlović? "Nieadekwatne oceny"

Po udanym tańcu i entuzjastycznie przyjętym występie Ewa Minge nie spodziewała się niskich ocen od jury:

Potem od jury usłyszałam tyle dobrych pięknych, ciepłych, entuzjastycznych ocen i idziemy tam, na ten taki balkonik, gdzie patrzymy w telewizor, jak nas będą oceniali jurorzy i raptem patrzymy, że otrzymujemy tak nieadekwatne oceny do tego, co według nas zrobiliśmy. No ale trudno, posypaliśmy głowę popiołem. [...] Troszkę w zestawieniu z innymi parami wydawało nam się, że jest to, powiedzmy, nieuczciwe, ale ani się nie odezwałam, ani nie zrobiłam z tego żadnej afery, ani nie wykorzystałam moich zasięgów i cytowalności, co jest najważniejsze, bo nie zawsze za zasięgami stoi cytowalność medialna. Pokornie powiedziałam: "Dobra, Michał, pracujemy".

Jak wskazała gościni Marzeny Rogalskiej, światowi mistrzowie tańca również ocenili ich występ pozytywnie. Mimo to czuli, że drugi odcinek będzie ich ostatnim:

Wychodzimy i tańczymy swoje, i się okazuje, że zbieramy tam całkiem niezłe noty, aczkolwiek wciąż i nadal w naszej ocenie bardzo niskie. Powiedzmy, nie tylko w naszej ocenie, bo poza czwórką fachowców, którzy siedzą w tym jury, na widowni są ludzie, którzy uczą tańca, którzy są światowymi mistrzami tańca. I oni twierdzą, że my zatańczyliśmy dużo lepiej aniżeli te noty, ale my dalej sypiemy głowę popiołem, siedzimy na kanapie i się namawiamy, gdzie wyjedziemy. Michał mówi: "To co, Sycylia?" Ja mówię: "No ja pewnie, lecimy na Sycylię". Wszyscy patrzą z boku, o co nam chodzi. My mówimy, że my odpadamy. Wiesz co, intuicja nam powiedziała - mówiła nam Minge.

"Dziewczyna z pękniętym żebrem, z dużą kontuzją"

Projektantka zaznaczyła, że jury formując ocenę, nie zwróciło uwagi na ważny element, jakim była jej kontuzja. Pęknięte żebro, a do tego dojrzały wiek, zdaniem Ewy Minge powinny zostać ujęte w opinii ekspertów z "Tańca z gwiazdami". Jak wskazała na antenie Radia Złote Przeboje:

Gdybym ja siedziała w tym jury, to z całą pewnością wzięłabym kilka czynników pod uwagę. Na przykład to, że dziewczyna z pękniętym żebrem, z dużą kontuzją i jeszcze w moim wieku wykonuje naprawdę niezłą robotę. I chociażby dla tej zachęty, że jest to ten pierwszy odcinek, kiedy oczywiście produkcja wiedziała, oni wiedzieli, że my nie odpadniemy, więc nic by się nie stało, gdybyśmy dostali tych punktów więcej. Wiesz, ja to tak logicznie myślałam. A potem mówię sobie: "Aha, dwa razy tak nisko nie mogą nas ocenić". Więc na wszelki wypadek, gdybyśmy drugi raz zatańczyli lepiej, no to musimy chyba dostać jakieś niskie oceny.
Redakcja poleca

Ewa Minge kwituje Pavlović i Maseraka. Mówi o "kuriozum"

Dodała również, że wraz z partnerem tanecznym byli "pogodzeni" z tym, że odpadną:

- I my pogodzeni, uśmiechnięci z Michałem. Przyjmujemy informację, stojąc już tam. Już widzimy, że jesteśmy na zagrożeniu. Co jest oczywiste i przyjmujemy informacje, że nas nie ma. I fajnie by było, byśmy to przyjęli z jeszcze większą przyjemnością. Gdybyśmy raptem, w którymś momencie po tańcu Basi Bursztynowicz u góry z balkonu nie dojrzeli najbardziej kuriozalnej sytuacji, jaka mogła być. Otóż wychodzi Iwona Pavlović razem z Rafałem Maserakiem i zaczynają tańczyć - mówiła gwiazda.

O tyle to było dla nas ważne, że internet wrzał w pełnej niezgodzie na tę moją bardzo niską punktację, wklejając dokładnie moje zdjęcie, jak ja stoję prawie na tej głowie, czy też wiszę na dwóch rękach Michała. [...] Usiedliśmy na kanapie, mi się zrobiło słabo, przykro. Mówię: "Cholera jasna, przecież wiedzą, że odpadniemy, bo wiedzą, co robią od początku programu z nami".

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZlotePrzeboje.pl!