Włącz radio

"Społeczeństwo przeżyło szok". Tak mistrz komedii rozprawił się z polską traumą

5 min. czytania
13.12.2025 08:00
Zareaguj Reakcja

13 grudnia 1991 roku na wielki ekran trafił jeden z ostatnich filmów Sylwestra Chęcińskiego. "Rozmowy kontrolowane" miały być satyrą na stan wojenny, którego wspomnienia ciągle pozostawały jeszcze wówczas żywe w pamięci milionów Polaków. Czy film jednego z największych mistrzów komedii zdał egzamin?

"Rozmowy kontrolowane" miały premierę 13 grudnia 1991 roku
fot. Kadry z filmu / reż. S. Chęciński / TVP VOD
  • "Rozmowy kontrolowane" miały premierę 13 grudnia 1991 roku, w dziesiątą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego.
  • Reżyserii filmu podjął się Sylwester Chęciński. Głównego bohatera zagrał natomiast Stanisław Tym.
  • Kultowa produkcja okazała się jednym z ostatnich dzieł w dorobku mistrza polskiej komedii.

Zakopane, zima 1981 roku. W jednym z hoteli zatrzymuje się Ryszard Ochódzki. Co ważne, nie jest sam. Towarzyszy mu pewna tajemnicza piękność. Choć oboje ukrywają się za zamkniętymi na łańcuch drzwiami, nic nie jest w stanie uchronić ich przed czujnym okiem Wielkiego Brata – a raczej Zygmunta Molibdena

Pułkownik SB najpierw chwilę przygląda się rejestrowanym przez ukrytą kamerę poczynaniom dwojga kochanków. Po kilku minutach bezceremonialnie przekracza próg ich małej świątyni, by stanąć oko w oko z tym, który odważył się z nim zadrzeć. Jego przyjazd do miasta nie jest przypadkowy. To część skrupulatnie zaplanowanej akcji.

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Quiz PRL. "Miś" czy "Rozmowy kontrolowane"? 19/20 to pestka dla fana!

1/20 Który film wyreżyserował Stanisław Bareja?

Cóż pozostaje Misiowi? Nakryty in flagranti z żoną pułkownika nie ma już wyjścia – musi zgodzić się na wszystko, co ten mu poleci. A nuż coś na tym ugra? Wkrótce wyrusza więc w kierunku Suwałk. Niefortunny zbieg okoliczności sprawia jednak, że staje się… bohaterem walczącej opozycji. Niestety, podczas gdy jedni są gotowi bić mu pokłony, inni tylko czekają, aż wreszcie wpadnie w ich ręce i odpłaci się za swoje zbrodnie.

"Rozmowy kontrolowane" miały premierę 34 lata temu

W 1991 roku postać Ryszarda Ochódzkiego nie jest już polskim widzom obca. Dobrze znają ją z "Misia" Stanisława Barei, który trafił na ekrany – choć nie na długo – dekadę wcześniej. Tym razem antybohater, kombinator i kanciarz jawi im się jednak w nieco innym wydaniu – wykreowanym przez duet Tym & Chęciński.

Zobacz także

Podjęcie się realizacji kolejnego filmu, opowiadającego o losach prezesa klubu sportowego "Tęcza", było dla obu panów nie lada wyzwaniem – zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę sukces pierwszej produkcji. Na tym trudności się jednak nie kończyły. "Rozmowy kontrolowane" miały bowiem premierę zaledwie dziesięć lat po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego.

Czy na rozdrapywanie ran nie było za wcześnie? Wspomnienia represji i przemierzających ulice w całym kraju czołgów wciąż były w końcu w umysłach Polaków całkiem świeże. Reżyser podjął jednak ryzyko. Jak się finalnie okazało, było warto.

13 grudnia niemal całe społeczeństwo przeżyło szok. Ale nie chciałem zrobić filmu martyrologicznego. Czasem trzeba naruszyć "świętości", żeby można było spokojnie rozmawiać. Tego wymaga sztuka. Zacietrzewienie do niczego nie prowadzi – powiedział w wywiadzie z "Rzeczpospolitą" Sylwester Chęciński.
Zobacz także

Hit lat 90. kiedyś i dziś. Jak zestarzała się komedia?

"Rozmowy kontrolowane" po raz pierwszy pokazano na wielkim ekranie dokładnie 34 lata temu – 13 grudnia 1991 roku. Premiera filmu była nie lada wydarzeniem. Wyjątkowego klimatu nadały jej choćby zaproszenia, które trafiły przed oficjalnym pokazem w warszawskim Kinie Luna w ręce widzów.

Wzywa się […] do obowiązkowego stawienia się 13 grudnia 1991, godzina 20.00, na Rozmowy kontrolowane […]. Stawiennictwo osobiste. Należy zabrać ze sobą szczoteczkę do zębów, dowód osobisty i obowiązkowo strój wieczorowy – można było na nich przeczytać.

Mimo początkowych obaw twórców produkcja została przez Polaków przyjęta z dużą życzliwością. Zabieg, polegający na "leczeniu" ich powojennej traumy przy pomocy śmiechu i wykpiwaniu absurdów epoki PRL okazał się wówczas skuteczny. A jak odbierany jest współcześnie?

Nie przegap

Udana kontynuacja czy mierna podróbka?

W zbiorowej świadomości "Rozmowy kontrolowane" uchodzą przeważnie za film kultowy. Potwierdzają to choćby słowa jednego z internautów. "Doskonała obsada, nieśmiertelne teksty i pełen realizm tamtych czasów pokazany z odpowiednią dawką humoru. Dzisiaj to się ogląda tak samo dobrze, jak w latach 90." – pisze w serwisie Filmweb.

Nie brakuje jednak i takich, którzy w komedii z 1991 roku widzą nieudaną podróbkę mistrzowskiego dzieła Barei, nakręconego dekadę wcześniej. "»Misia« kocham, tego gniota nienawidzę" – dosadnie komentuje film inny kinomaniak.

Głupie, nieśmieszne, chaotyczne, mało przekonujące. Schodząc z poziomu "Misia" na poziom "Rozmów kontrolowanych" można połamać sobie nogi i rozbić głowę, taka jest przepaść... – argumentuje.
Redakcja poleca

"Człowiek nie sznurek, wszystko wytrzyma"

Tym, co zdaniem licznej grupy widzów jest mocną stroną "Rozmów kontrolowanych", są dialogi. Za scenariusz był w końcu odpowiedzialny sam odtwórca głównej roli. Do dziś śmiejemy się więc, gdy z ust bohaterów filmu padają znane wszystkim hasła "Żyrafy wchodzą do szafy" czy "Ryby pływają na niby".

Niewątpliwą zaletą filmu jest także świetna obsada. Poza genialnym Stanisławem Tymem w komedii oglądamy także fenomenalną Irenę Kwiatkowską, czyli ciocię Lusię. W 2008 roku za występ w "Rozmowach kontrolowanych" przyznano jej Złotą Kaczkę w kategorii Kobieca rola komediowa stulecia.

Oglądaj

Na docenienie zasługuje także Marian Opania, który w produkcji wciela się w generała Zenona Zambika. "Beton komunistyczny zagrał antykomunista, tym bardziej to zadanie mnie śmieszyło" – mówił później o swoim angażu w rozmowie z PAP.

Równie do śmiechu nie było jednak niektórym widzom, którzy występ mieli później aktorowi za złe. "W hejtach, które dość często otrzymuję, zarzuca mi się, że śmiałem zagrać generała Służby Bezpieczeństwa" – przyznał Opania w tym samym wywiadzie.

Byłem zażartym antykomunistą. Razem ze śp. Molibdenem, czyli Krzysiem Kowalewskim, działaliśmy w podziemiu. Zbieraliśmy pieniądze na więzionych, internowanych w stanie wojennym. Bez przerwy wzywano mnie na SB i Rakowiecką, pytając, dlaczego występuję w kościołach, a nie w telewizji – opowiadał aktor.
Nie przegap

"Odpowiadałem, że jeżeli do ludzi się strzela i bije pałkami, to ja nie będę siedział w jednej ławce z panem Racławickim" – wyjaśnił, nawiązując w swojej wypowiedzi do postaci znanego Polakom z "Dziennika Telewizyjnego" dziennikarza, który w czasie stanu wojennego pojawiał się na ekranie w mundurze.

Ciekawostką dotyczącą postaci Zambika może być fakt, iż to właśnie Marian Opania wpadł na pomysł niecodziennego hobby, jakim zajmował się generał SB. "Mam zdolności manualne, plastyczne. Potrafię wyrzeźbić różne rzeczy. Od dziecka potrafiłem również robić na drutach, czego nauczyła mnie siostra mojej matki" – wyznał w wywiadzie z PAP. Tym sposobem włóczka znalazła się także w rękach granego przez niego bohatera.

Po "Rozmowach kontrolowanych" Sylwester Chęciński nakręcił jeszcze tylko jeden, ostatni w swojej karierze film. Okazał się nim komediodramat "Przybyli ułani", którego premiera miała miejsce w 2006 roku. Wcześniej reżyser przez ponad dwadzieścia lat współpracował z Teatrem Telewizji. 8 grudnia od śmierci mistrza polskiej komedii minęły cztery lata.

Zobacz także