advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
Włącz radio

Polacy utknęli w martwym punkcie. Ekspert apeluje: “Można inaczej”

10 min. czytania
10.10.2025 11:52
Zareaguj Reakcja

Czasy homo sapiens to już przeszłość. Wojeciech Kardyś, ekspert w dziedzinie social mediów, nie ma wątpliwości – nastała nowa era. Jak odnaleźć się w świecie AI i algorytmów? Czy w dzisiejszych realiach da się uciec od FOMO i skutecznie walczyć z fake newsami? Przeczytaj wywiad z autorem książki "Homo digitalis. Jak internet pożera nasze życie?".

Jak być bezpiecznym w internecie? Polacy masowo ignorują te zagrożenia
fot. Canva / Vkstudio
  • "Homo digitalis" to książka Wojciecha Kardysia, poświęcona cyfrowym zagrożeniom XXI wieku.
  • W wywiadzie dla serwisu ZłotePrzeboje.pl autor ujawnia, jak powstawała publikacja i jak sam wpadł w pułapkę uzależnienia od internetu.
  • Takie są największe wyzwania, jakim musi stawiać społeczeństwo w obliczu postępującego rozwoju i globalnego dostępu do sieci.

Możliwości, jakie stoją dziś przed człowiekiem, są niemal nieskończone. Tempo, w jakim rozwija się świat, sprawia jednak, że za nowinkami trudno niekiedy nadążyć. Tam, gdzie brakuje wiedzy, przewagę zyskują oszuści, a nad faktami górują emocje. Czy tę falę można jeszcze zatrzymać?

Odpowiedzi na pytanie, jak bezpiecznie poruszać się w internetowej przestrzeni, poszukuje Wojciech Kardyś. W swojej ksiażce pod tytułem "Homo digitalis. Jak internet pożera nasze życie?" ekspert do spraw mediów społecznościowych wyczerpująco opisuje różnorodne zagrożenia, czyhające na nas w sieci, a także radzi, jak mądrze surfować po internecie, wystrzegając się przy tym oszustów i fake newsów.

Skąd wziął się pomysł na książkę? Kim właściwie jest "homo digitalis"? Co zrobić, żeby pokonać uzależnienie od internetu i uchronić się przed wszechobecną dezinformacją? Na te i inne pytania Wojciech Kardyś odpowiedział w wywadzie, udzielonym specjalnie dla czytelników serwisu ZlotePrzeboje.pl.

Czy musimy bać się internetu? Wywiad z Wojciechem Kardysiem

Oliwia Przybyszewska, redaktorka serwisu ZlotePrzeboje.pl: Z Pana książki “Homo digitalis” wyłania się dość pesymistyczny obraz przestrzeni wirtualnej, która kiedyś jawiła nam się jako świetne źródło wiedzy i doskonały kanał komunikacji z osobami oddalonymi o tysiące kilometrów. Czy powinniśmy wobec tego bać się dziś internetu?

Wojciech Kardyś: Tak. Ale może zacznę od początku. Intencją powstania książki “Homo digitalis” nie była chęć zniechęcenia do korzystania z technologii czy social mediów. Internet może sprawiać dużo dobrego, bo jest skarbnicą wiedzy.

Można tam znaleźć pracę, można się dzięki niemu utrzymywać, tak jak robię to ja, można porozumiewać się ze znanymi, mądrymi ludźmi czy też ze swoimi idolami… Nie napisałem tej książki po to, żeby wszystkich przestraszyć, ale przede wszystkim po to, żeby ich uświadomić, co dzieje się po tej drugiej, ciemniejszej stronie. Niestety nie chcemy o niej rozmawiać albo udajemy, że jej nie widzimy.

Mam taką refleksję, że wszyscy zachłysnęliśmy się social mediami. Mówiliśmy o nich długo tylko o superlatywach: a to influencer, który zarabia tyle i tyle, a to kolejny tiktoker, który kupił sobie dom… Mówiliśmy, że warto tam być. Że wszyscy muszą tam być. Zachłysnęliśmy się technologią, ale nie było żadnych refleksji.

Nikt nie chce rozmawiać o zagrożeniach w sieci. A one niestety są. To, że zamkniemy na nie oczy, nie sprawi, że magicznie znikną. Mówi się, że social media pojawiły się w Polsce w 2009 roku, bo wtedy też Facebook został przetłumaczony na język polski. To już 16 lat. Dlaczego przez ten czas nie powstało więcej takich publikacji, jak ta moja? Ponieważ nie chcieliśmy dostrzec problemu, który jest, i do tego jest bardzo, bardzo duży.

Nie ma już "Homo sapiens". Jest "Homo digitalis"

Na samym początku książki bardzo dokładnie charakteryzuje Pan, kim jest tytułowy “Homo digitalis”. Świat cyfrowy jest dla niego równie ważny, co ten realny, a z nosem przyklejonym do ekranu potrafi spędzać długie godziny. Czy od takiego życia da się jeszcze uciec? Czy to po prostu konsekwencja rozwoju technologii i powinniśmy do takiego stanu rzeczy przywyknąć?

Nie powinniśmy. Powinniśmy natomiast sobie zdać sprawę z tego, że w taki sposób żyjemy i postarać się zmienić swoje nawyki. Właśnie temu jest poświęcony ósmy rozdział mojej książki. Skupiam się w nim na objaśnieniu, jak powinien wyglądać cyfrowy well-being.

Wcale nie musi być tak, że spędzamy każdy dzień z komórką, pogrążeni w social mediach. Można inaczej, ale to nie jest łatwe. Internet, media społecznościowe i technologia są nam już niestety niezbędne. Cały system powoli opiera się na tym, że wszyscy jesteśmy podłączeni do globalnej sieci.

Kiedy szukamy pracy, w wielu branżach istotne już nie tylko nasze CV. Liczy się też profil na LinkedIn. To jeden z elementów personal brandingu, o który zdecydowanie warto zadbać – tak jak i o swoją pozycję w social mediach. To, jak się ktoś pozycjonuje, jakim jest ekspertem czy jak się wypowiada, może być bardzo istotne i przynieść liczne owoce.

Świat nie jest już taki, jak kiedyś. "Przestaliśmy patrzeć w gwiazdy"

W internecie mamy dziś odpowiedź na każde możliwe pytanie. Jest tam niemal wszystko – i to w dodatku za darmo. Oczywiście, że jest to wspaniałe. Musimy jednak mieć świadomość czających się na nas zagrożeń.

Homo digitalis to osoba, która – jak to napisałem w książce – przestała patrzeć w gwiazdy. Skupiła się zamiast tego na tym sześciocalowym ciekłokrystalicznym ekranie. Zapomniała, że może marzyć, że może samodzielnie myśleć – nie potrzebuje do tego czatu GPT – i że kontakty może nawiązywać niekoniecznie przez Tindera. Co gorsza, homo digitalis nie tylko zapomniał o drugim człowieku, ale przede wszystkim zapomniał, że sam jest człowiekiem.

Na kartach książki zdradza Pan, że także miał Pan w przeszłości problemy z przechodzeniem z trybu online do offline – po części spowodowane rodzajem pracy, jaką Pan wykonywał. Czy to te doświadczenia zainspirowały Pana do napisania “Homo digitalis”?

Tak. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa. Prowadziłem już wówczas swoje pierwsze biznesy social mediowe i właśnie w tamtym okresie moja działalność bardzo się rozwinęła – wszyscy byliśmy w końcu zamknięci w domach, dlatego moje usługi stały się bardzo pożądane.

To w tamtym czasie po wielu latach pracy zacząłem w końcu lepiej zarabiać. Zacząłem też niestety dużo pracować. Chciałem być jak najlepszy, więc zamknąłem się w czterech ścianach i godzinami przesiadywałem przed komputerem. Zawsze chciałem być na bieżąco. Miałem włączone wszystkie powiadomienia. FOMO na 100 procent. Żyłem tak ponad rok, aż wreszcie dostrzegłem, że mam problem.

Zobacz także

W końcu zobaczyłem, że nikogo wokół mnie nie ma. Wiedziałem, że nie chcę tak żyć i potrzebuję pomocy. Cały czas byłem online. Wszędzie chodziłem z komórką, nie potrafiłem wyjść bez niej z mieszkania, a nawet miewałem chwile, kiedy wydawało mi, że dzwoni, choć wcale tego nie robiła. Napisałem o tym wszystkim w książce, bo to przeżyłem. Byłem tam i wiem, że złych przyzwyczajeń można się wyzbyć.

Jak uciec z internetowej pułapki?

Co od tamtego czasu zmieniło się w Pana życiu? Jakie nowe nawyki Pan sobie wypracował?

Wiem, gdzie byłem i mam bardzo silne postanowienie, żeby tam już nigdy nie wrócić. Dlatego wstaję codziennie o siódmej rano bez żadnej komórki. Komórka nie ma w ogóle wstępu do mojej sypialni. Sięgam po nią dopiero wtedy, gdy siadam przed komputerem i zaczynam pracę.

Przez następne kilka godzin, mniej więcej do godziny piętnastej, szesnastej, jestem online. Później nie zaglądam już do maili i mediów społecznościowych. Dla mnie są one pracą. Później staram się ich unikać. Myślę, że warto podchodzić do nich właśnie w ten sposób i korzystać z nich tylko w wyznaczonych godzinach. A później koniec. Kropka. Potem spędzajmy czas z drugim człowiekiem, bo jako homo sapiens o nim zapomnieliśmy.

Wprowadzanie tych nawyków to oczywiście był pewien proces. Jedne wypracowałem sobie szybko – na przykład ten związany z telefonem. Po tygodniu nie wyobrażałem sobie wchodzić z nim do sypialni. Innych uczyłem się dłużej. Używam w telefonie z funkcji, która umożliwia wprowadzenie ograniczeń czasowych na korzystanie z poszczególnych aplikacji. Na początku ciągle przekraczałem limity. Dziś nie mam już tego problemu.

Zobacz także

Nadal zdarzają mi się chwile słabości. Łapię się na przykład na tym, że oglądam film, widzę jakiegoś aktora i chcę sprawdzić, czy grał w takim bądź innym serialu. Po chwili mówię sobie jednak – hej, teraz robisz coś innego. Skup się na tym, zapisz sobie, żeby przeczytać o tym aktorze później, bądź obecny. Na szczęście jestem dziś dużo bardziej świadomy i pozwoliło mi to stać się zdecydowanie lepszym człowiekiem.

Słyszymy rady, ale nic nie zmieniamy

Pana książka to swego rodzaju encyklopedia, pewien przewodnik, prowadzący czytelnika przez rozliczne zagrożenia, jakie czyhają na niego w sieci. Wiele kwestii, które Pan porusza, nie będą dla niego nowością. Podobne przestrogi, jak te o ustawianiu trudnych do odgadnięcia haseł czy niepublikowaniu w mediach społecznościowych wizerunku swoich dzieci, słyszeliśmy przecież wiele razy. Dlaczego mimo to wciąż nie stosujemy się do tych zaleceń?

To prawda. Mówi się o tym często, a jednak dalej najpopularniejszym hasłem w Polsce jest ciąg 123456. Wydaje mi się, że nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, jak łatwo można się włamać na nasz profil i z czym to się wiąże – że można mieć problemy z kradzieżą tożsamości, że ktoś może wziąć na nas kredyt i tak dalej.

Ludzie idą niestety po linii najmniejszego oporu. To dlatego w książce wyczerpująco opisuję, dlaczego warto mieć trudne do odgadnięcia hasło czy jak zabezpieczyć swoje profile w social mediach. W krótkich informacjach prasowych czy wiadomościach w programach śniadaniowych brakuje czasem perspektywy, pełnego obrazka. Bo po co mam zmieniać hasło? Przecież moje dotychczasowe jest proste, łatwiej je zapamiętam.

Zobacz także

To z tego powodu poświęciłem cały rozdział, żeby wytłumaczyć, dlaczego trzeba mieć weryfikację dwustopniową, jak to działa i gdzie to włączyć. Być może przekonam dzięki temu jakieś osoby do zmian. Dostałem już sporo wiadomości, że moje rady były pomocne, więc ten sposób chyba działa.

Dzieci kontra internet. Rodzice gubią się w cyfrowym świecie

Wiele razy pisze Pan na kartach książki o młodzieży i dzieciach. O ile my, dorośli, pamiętamy jeszcze, jak wyglądała rzeczywistość, w której dostęp do sieci nie był powszechny, one nie znają świata bez internetu. Jak rozmawiać z nimi o niebezpieczeństwach, które im zagrażają?

Wspominam w mojej książce o miniserialu pod tytułem “Dojrzewanie”. Opowiada on historię dzieciaka, który zatracił się w social mediach, wpadł w toksyczną manosferę i zrobił wielką krzywdę swojej koleżance. Są tam dwie sceny, o których chciałbym wspomnieć.

Pierwsza dzieje się w drugim odcinku, kiedy to policjant rozmawia ze swoim synem w szkole i zupełnie go nie rozumie. Nie jest w stanie pojąć tego, jak dzieciaki komunikują się w dzisiejszych czasach i tego, że emoji może skrzywdzić.

Druga scena, która utkwiła mi w głowie, to ta, która kończy serial. Zapłakana mama mówi w niej, iż myślała, że kiedy jej dziecko po powrocie ze szkoły zamyka się w swoim pokoju, to jest tam bezpieczne. Oczywiście wcale tak nie jest.

Zobacz także

Dzieci i młodzież nie potrafią dziś funkcjonować bez mediów społecznościowych. Ich życie w dużej mierze toczy się w przestrzeni wirtualnej i my, dorośli, powinniśmy otworzyć do niej drzwi. Nie możemy tylko pytać syna czy córki, jak tam w szkole. Musimy zainteresować się tym, co robią w sieci – co oglądają, w co klikają.

Dorosły przeważnie nie rozumie wirtualnego świata i byłoby wspaniale, gdyby dziecko zaprosiło go do jego wspólnego odkrywania. Prowadzę czasem szkolenia dla rodziców. Na jednym z nich swoją historię opowiadała mi pewna kobieta – matka 13-latki, którą bez reszty pochłonął TikTok. Dziewczynka przesiadywała na nim non stop.

Poradziłem tej kobiecie, żeby zaczęła w takim razie nagrywać razem z córką filmiki, na których będą razem tańczyć. Jakiś czas później dostałem od niej wiadomość. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Mama tej dziewczynki też założyła konto w serwisie i podrzucają sobie teraz zabawne TikToki i wspólnie szukają tam także mądrych, wartych uwagi treści.

Na takie kroki trzeba mieć czas i chęci. Dzieciaki mają swój język, swoje specyficzne zachowania i swoich influencerów. Trzeba postawić się w ich miejscu i zrozumieć ich punkt widzenia. Czasami jest to głupie, czasami jest to nieprzyjemne, ale nie wolno tego wyśmiewać ani negować. Powinniśmy starać się to zrozumieć i mówić: “O, to ciekawe. A widziałaś to lub tamto? Słyszałaś o tym i tamtym?”. Tak możemy nakierować dziecko na inne ciekawe i warte uwagi treści.

Fake newsy, boty i trolle – jak z nimi walczyć?

W jednym z rozdziałów książki przywołuje Pan słowa Marka Twaina: “Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie Ziemię”. Czy według Pana walka z dezinformacją i fake newsami to dziś największe wyzwanie, przed jakim stoimy jako polskie społeczeństwo?

Każde z zagrożeń, które opisałem, na swój sposób wpływa na społeczeństwo. Dzieciaki nie boją się dziś fake newsów. One boją się hejtu. Jeżeli chodzi o oszustwa, to wszyscy możemy paść ich ofiarą. Sharenting też jest bardzo niebezpieczny. Mimo wszystko w mojej opinii – autora książki i osoby, która zajmuje się przestrzenią internetową od wielu lat – to dezinformacja jest najbardziej szkodliwa, ponieważ zagraża demokracji.

Zobacz także

Mówię to z pełną świadomością. W czasach postprawdy często nie wiemy, co jest prawdą. Na nasze decyzje wpływają algorytmy. Polaryzują nas farmy botów i trolli. Stale jesteśmy oszukiwani i poddawani manipulacjom. Możemy dziś zagłosować w wyborach na osobę, która wcale nie jest kimś, na kogo normalnie oddalibyśmy głos, gdyby właśnie nie fake newsy.

Nawet czołowi politycy dezinformują. Często nawet perfidnie kłamią i grają na emocjach, by zdobywać jak największy zasięg, bo w dzisiejszych czasach to on jest walutą, nie prawda. Społeczeństwo, które jest skłócone i które nie wie, komu może zaufać, jest bezbronne.

W social mediach bardzo są dziś promowane filmy, które pokazują, jak słabą mamy armię czy policję. To ma spowodować, że będziemy się bać. A kiedy człowiek się boi, robi dużo głupich rzeczy. Osoby, które publikują takie treści, doskonale zdają sobie sprawę, jak je pisać, żeby na nas zadziałać.

Nie przegap

Pana książka ma interesującą dedykację. “Dla Ciebie – bo Twoja ciekawość oraz chęć uświadomienia i zrozumienia mogą uczynić ten cyfrowy świat odrobinę lepszym, bezpieczniejszym”. Jakiego odbiorcę miał Pan w głowie, pisząc? Dla kogo powstał “Homo digitalis”?

Dziękuję za to pytanie. Myślałem trochę nad dedykacją i ostatecznie podjąłem decyzję, by brzmiała właśnie tak. Niech każda osoba, która otwiera książkę, wie, że to dzięki niej internet będzie nieco lepszy. Bo teraz dwa razy się zastanowi, zanim opublikuje hejt, dwa razy pomyśli, czy informacja, na którą trafiła, jest prawdziwa czy może została stworzona, żeby wzbudzić strach. Być może dzięki tej książce oszuści stracą część swoich ofiar. Tą dedykacją chciałem podziękować czytelnikom za zaufanie do mnie i mojej wiedzy.

Jest Pan ekspertem w dziedzinie mediów społecznościowych i z internetem obcuje Pan profesjonalnie od wielu lat. Czy mimo to jakieś dane lub historie, przytaczane w książce, szczególnie Pana zaskoczyły lub zaniepokoiły?

Były to statystyki dotyczące tego, ile dzieci korzysta codziennie z TikToka i jak często każdego dnia dotykamy telefonu. Zmroziły mnie też niektóre dane o hejcie. To przerażające, że co szósty nastolatek codziennie próbuje sobie odebrać życie, a co czwarty przyznaje, że robi to, bo napotkał w sieci na hejt.

Byłem też zszokowany, gdy dowiedziałem się, że według danych z NASK, rodzice w Polsce publikują w sieci statystycznie 1500 zdjęć swojego dziecka, zanim ukończy ono 13 lat. Proszę sobie tylko wyobrazić, co może się dziać z tymi materiałami w przyszłości.

Czy planuje Pan kolejne książki lub projekty, poświęcone cyfrowym zagrożeniom?

Na ten moment ze względu na brak czasu nie myślę o kolejnej książce. Chciałbym natomiast zorganizować dla rodziców i nauczycieli konferencję, która traktowałaby o najnowszych zagrożeniach w sieci, tak by więcej osób mogło zaktualizować swoją wiedzę. Właśnie nad tym teraz pracuję. Mam nadzieję, że takie spotkanie wkrótce się wydarzy.

Nie pozostaje mi nic innego, jak kibicować Pana działaniom. Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!