Włącz radio

Walczy z nim już co czwarta Polka. "Wczasy na Malediwach nie zdają egzaminu"

11 min. czytania
24.06.2025 06:35
Zareaguj Reakcja

Mierzy się z nim nawet co czwarta Polka. Często ignorujemy jednak jego objawy – mając nadzieję, że wkrótce same miną – aż do momentu, gdy staną się nie do zniesienia. Wypalenie zawodowe, bo o nim mowa, można jednak skutecznie zwalczyć. O tym, jak to zrobić, opowiedziała specjalnie dla czytelników serwisu ZłotePrzeboje.pl Marta Młyńska – autorka książki "Wypalona. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym i całkiem nie zgasnąć".

Czym jest wypalenie zawodowe?
fot. Freepik / Wayhome Studio / Domena publiczna
  • Wypalenie zawodowe to problem, dotykający każdego roku tysiące Polek.
  • Objawów tego stanu nie powinno się lekceważyć. 
  • O tym, jak wyjść na prostą i odzyskać radość z życia, opowiada Marta Młyńska.

Krocząc zawiłą i niekiedy wyboistą ścieżką kariery nietrudno się zgubić. Rok w rok boleśnie przekonują się o tym tysiące Polek, wpadających w sidła wypalenia zawodowego – stanu, w którym wykonywana przez nie praca – choćby była kiedyś spełnieniem marzeń – nie przynosi dłużej satysfakcji, a chroniczne zmęczenie, poczucie bezsensu i utraty wiary we własne możliwości.

Jak rozpoznać, że grozi nam wypalenie? Gdzie szukać pomocy? Tym i wielu innym zagadnieniom, dotyczącym tego stanu, poświęca uwagę Marta Młyńska – edukatorka, trenerka, coachka, psycholożka in spe oraz autorka książki "Wypalona. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym i całkiem nie zgasnąć". O kulisach jej powstania, swojej codziennej pracy, a także własnych doświadczeniach z wypaleniem zawodowym, opowiedziała w rozmowie z dziennikarką serwisu ZłotePrzeboje.pl.

Wywiad z Martą Młyńską

Oliwia Przybyszewska, redaktorka serwisu ZłotePrzeboje.pl: Zajmuje się pani na co dzień prowadzeniem różnych warsztatów i szkoleń, dotyczących rozwoju osobistego i zachowywania w życiu równowagi, zwłaszcza jeśli chodzi o pracę i czas dla siebie. Proszę powiedzieć, jak wśród Polek ma się work-life balance? Po przeczytaniu pani książki odnoszę wrażenie, że nie jest z tym najlepiej…

Marta Młyńska: To prawda. To, że "nie jest z tym najlepiej", to zdecydowanie eufemizm. Jako kobiety przez lata byłyśmy poddawane socjalizacji do roli "tej usłużnej", która jest opiekunką domowego ogniska, która powinna troszczyć się o innych, dbać o cudze potrzeby, opiekować się ich emocjami… To dlatego mamy bardzo dużą tendencję do nadużywania siebie i swoich zasobów w różnych obszarach życia.

Problem z work-life balance jest duży. Z drugiej strony, wizja tego, że w dzisiejszych czasach będziemy w stanie postawić mur między życiem zawodowym i osobistym, przypomina raczej niemożliwą do spełnienia fantazję. Ja jestem zwolenniczką szukania mądrego połączenia i przełączania się między trybem domowym a tym związanym z pracą. To model w dużej mierze sprzyjający dobrostanowi i zdrowiu psychofizycznemu.

Dobrze byłoby stawiać granice i wiedzieć, kiedy powiedzieć: dość, nie pracuję. Myślę, że szukanie między tymi obszarami balansu jest lepsze niż decydowanie się na trudne do spełnienia postanowienia, że przykładowo od godziny 15:00 nie będę już myśleć o pracy. Wiadomo, że są okresy, kiedy nagromadzenie obowiązków jest większe, ale i takie, kiedy mamy więcej luzu, a wtedy napięcie i presja opadają.

Zobacz także

Od spełnienia do wypalenia

W pani książce pełno jest historii kobiet, które doświadczyły wypalenia zawodowego. Co więcej, jedną z nich była także pani. Jak zaczęły się u pani problemy?

Byłam nauczycielką. Pracowałam w szkole na każdym etapie edukacyjnym, więc nie można powiedzieć, że się nudziłam. Zawsze miałam poczucie, że kocham to, co robię, a dmuchanie w skrzydła innych dawało mi dużo satysfakcji. Wszelkie niedogodności systemu edukacji też nigdy nie sprawiały, że byłam zniechęcona.

Przyszedł jednak taki moment, kiedy poczułam, że dałam z siebie już wszystko, co mogłam. Widziałam przed sobą szklankę, która była pusta. Nie było już z czego rozlewać, czym się dzielić. Nie widziałam już w swojej pracy sensu. Pamiętam bardzo dobrze ten stan, kiedy ciałem byłam niby obecna w klasie, ale duchem już kompletnie gdzie indziej, bo tak bardzo nie chciałam już tkwić w tym środowisku.

To wszystko ewoluowało bardzo powoli i brało się ze zbyt dużego zaangażowania, ciągłego dawania i stopniowego zatracania się w pracy. W pewnej chwili ciężar zniechęcenia i frustracji stał się jednak nie do uniesienia. Przychodziłam na zajęcia z zegarkiem w ręku i od rana z niecierpliwością czekałam na ich koniec. Ta pasja bladła, a ja marniałam. Wiedziałam już, że muszę odejść.

Bardzo pomogło mi w tamtym czasie wsparcie bliskich i terapia. Przeżywałam trudny stan i nie do końca mogłam zrozumieć, jak mnie, tej nauczycielce, która powinna wspierać innych, a nie sama być w kryzysie, mogło się coś takiego przytrafić. Dręczyły mnie myśli, że jestem beznadziejna. Nie życzę nikomu, by znalazł się w takim miejscu.

Czy to właśnie osobiste doświadczenia popchnęły panią do napisania książki?

Cały proces potoczył się bardzo naturalnie. Zaczęłam mówić o wypaleniu po odejściu ze szkoły, kiedy byłam jeszcze w procesie terapeutycznym. Później to eskalowało. Postanowiłam zajmować się szkoleniami i webinarami, żeby dzielić się doświadczeniem i dzięki temu pokazać innym ludziom, że przeszłam przez wypalenie i można sobie z tym poradzić. 

Teraz to wszystko jest już bardzo moje, autentyczne. Od kilku lat poruszam ten temat w mediach społecznościowych, szkolę z niego, znam odpowiedzi, tysiące przykładów z życia innych kobiet, z coachingów… Książka to był kolejny krok. Powstała z poczucia, że wiem, jak to jest walczyć z wypaleniem, ale też umiem z niego wyjść i pokażę, jak to zrobić.

Czy zważywszy na ten fakt przelewanie swojej historii na papier było dla pani jakkolwiek trudne?

Na początku zastanawiałam się, co pomyślą inni, ale trwało to bardzo krótko. Wiedziałam, że to nie będzie żaden ekshibicjonizm, że w moim przypadku to już jest blizna, a nie rana, z której cieknie krew i która nadal boli. Szybko zauważyłam też, że ludzie doceniają taki autentyczny przekaz, z którym mogą się utożsamiać i zobaczyć w mojej historii siebie. Chętniej słucha się kogoś, z kim można się identyfikować, kiedy widzi się, że ta osoba też tak miała, też przeszła kryzysy.

Nie przegap

Dziś wypalenie zawodowe jest już za panią. Co z perspektywy czasu chciałaby pani powiedzieć dawnej sobie? Jaką dałaby pani sobie radę?

Może to zabrzmi jak truizm, ale powiedziałabym, że zaniedbywanie siebie i zostawianie dla siebie resztek, to jest najgorszy pomysł na świecie. Stawianie siebie w kolejce i czekanie, aż przyjdzie optymalny moment, żeby się sobą zaopiekować, nie ma sensu. Ten moment już jest, a ty jesteś naprawdę wspaniałą osobą, która nie musi zasługiwać na swoje miejsce w świecie. 

To nie jest jakiś pseudocoachingowy bełkot. Myślę, że mamy tak wiele do zaoferowania światu, że szkoda byłoby, gdybyśmy czegoś dobrego, wartościowego, mądrego po sobie nie zostawiły. Warto o siebie zadbać, bo mamy siebie tylko jedną. Naprawdę można uczynić swoje życie lżejszym i można wejść na ścieżkę zdrowienia, choć oczywiście nie jest to łatwe, ale funkcjonowanie w permanentnym bólu też nie jest.

Jak często powtarza psychoterapeuta Wojciech Eichelberger, aby uniknąć wypalenia, trzeba dbać o swój organizm przynajmniej tak, jak dba się o średnio lubianego psa: regularnie karmić, wyprowadzać na spacer i czasem pogłaskać.

Po czym rozpoznać, że to wypalenie?

Jakie są najczęstsze sygnały ostrzegawcze, że zbliżamy się do wypalenia zawodowego? Co powinno być dla nas alarmujące?

Chociaż wypalenie nie jest chorobą, a jest opisywane przez WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) jako syndrom wynikający z przewlekłego stresu w pracy, charakteryzujący się wyczerpaniem emocjonalnym, depersonalizacją i obniżonym poczuciem osobistych osiągnięć, to ma oczywiście swoje objawy. Do tych fizycznych zalicza się przede wszystkim ciągłe poczucie braku sił, kłopoty ze snem, różnego rodzaju problemy jelitowo-żołądkowe oraz bóle kręgosłupa i karku.

Osoby wypalone stają się na ogół bardziej cynicznie i sarkastyczne. Ponadto mogą pojawiać się u nich problemy z koncentracją, zaburzenia poznawcze, lęki antycypacyjne, poczucie zwiększonej drażliwości albo też ciągła irytacja, bardzo niskie poczucie sprawczości i skuteczności. Z tym wszystkim wiąże się oczywiście stres chroniczny i poczucie wiecznego przeciążenia. 

Wiele spośród tych symptomów występuje też przy chorobie, jaką jest depresja, tyle że w jej przypadku pojawia się też wzmożona apatia i anhedonia, czyli stan, w którym nie da się odczuwać radości. W przypadku wypalenia zawodowego dojmująca staje się natomiast sfera życia, dotycząca pracy.

Zazwyczaj potrafimy się wtedy jeszcze cieszyć z relacji z bliskimi ludźmi, naszej pasji czy hobby. To w departamencie "praca" się wypalamy i to właśnie z nią mamy toksyczną relację. Inne przestrzenie nadal napawają nas radością, wdzięcznością, poczuciem spełnienia i satysfakcji.

Zobacz także

Jak poradzić sobie z wypaleniem? Ekspertka: to nie minie samo

A czy zawsze same jesteśmy w stanie dostrzec, że w naszym życiu dzieje się coś niedobrego? Że warto się na chwilę zatrzymać, wcisnąć "stop", a może nawet pomyśleć o zmianie ścieżki zawodowej?

W obserwowaniu objawów może pomóc dziennik uważności. Można w nim zapisywać wszystkie kłębiące się nam w głowie myśli i emocje dotyczące pracy. Jeśli po dwóch, trzech tygodniach dostrzeżemy, że zbiera się w nas lęk, smutek, gniew czy złość, to powinnyśmy być zaalarmowane.

Często zdarza się jednak tak, że na początku próbujemy te symptomy racjonalizować. Mówimy: jakoś to będzie, odpocznę sobie na wakacjach, samo minie. Niestety to często nieprawda. Ciało mówi nam wtedy: "No sorry, stara, kładę cię. Zejdź z pionu do poziomu".

Niestety często trudno nam obiektywnie na siebie spojrzeć. Cudownie byłoby dlatego mieć wokół siebie serdecznych, życzliwych ludzi i słuchać tego, co mają nam oni do powiedzenia. Jeśli ktoś, z kim łączy nas bliska relacja, zauważa na przykład, że od dłuższego czasu jesteśmy bardzo rozdrażnione albo reagujemy na wszystko z dużą irytacją, warto mu zaufać. Takiego obiektywnego spojrzenia na naszą osobę może też oczywiście dokonać terapeuta.

Nie przegap

Z szukaniem pomocy nie ma co czekać

Co kiedy dostrzeżemy już te objawy? Jakie są pierwsze kroki, które powinna podjąć osoba, która podejrzewa u siebie wypalenie zawodowe? Gdzie szukać pomocy?

Często uświadamiamy sobie, że mamy problem, kiedy wypalenie staje się naprawdę dokuczliwe i nie do zniesienia. Wtedy żadne praktyki, takie jak medytacja, praca z arkuszami samopomocowymi, kolorowanie mandali czy wczasy na Malediwach albo w Bieszczadach nie zdają już egzaminu.

Oczywiście nie musi być tak, że będziemy od razu zmieniać całą ścieżkę kariery. Przykładowo nauczycielki mogą zdecydować się na roczny urlop zdrowotny i jeśli nie ma w nich nienawiści do swojej pracy, ale jest ogromna niechęć, pojawia się cynizm, to w czasie tej przerwy mają szansę to przepracować.

Jeżeli umiejętnie do tego podejdą, zgłoszą się do specjalisty i zaczną szukać sposobów na radzenie sobie ze swoim perfekcjonizmem czy też na przykład nauczą się stawiać granice, to bardzo prawdopodobne, że po roku będą mogły z powodzeniem wrócić do zawodu i dużo lepiej, mądrzej i dojrzalej funkcjonować.

Zobacz także

Z szukaniem pomocy nie warto przede wszystkim czekać. Jeśli czujesz, że coś jest nie tak – działaj. Ja zaczęłabym od badań i wizyty u lekarza pierwszego kontaktu, bo może być tak, że nasze objawy okażą się na przykład anemią albo wycieńczeniem. On wtedy pokieruje nas do odpowiedniego specjalisty.

Można też od razu zgłosić się do psychologa lub terapeuty. Można skorzystać ze wsparcia powstających coraz liczniej linii pomocowych czy ośrodków interwencji kryzysowej, nawet takich darmowych. Istnieje wiele organizacji, oferujących pomoc pro bono. Nie ma zatem jednej drogi. Najważniejsze, żeby zacząć działać i nie pozwolić sobie zgasnąć.

Kocham książkę "Wyczerpani. Jak odzyskać radość życia w świecie, który przytłacza" Corey Keyes, która jasno wskazuje, jak wyjść błędnego koła nawyków i niesłużących nam uwarunkowań, wtrącających nas w stagnację, marazm i ogromne poczucie bezsilności.

Zobacz także

"Żeby kwiat mógł kwitnąć, czasem trzeba go przesadzić"

Nie od dziś wiadomo jednak, że pewnym schorzeniom czy dolegliwościom lepiej zapobiegać, niż później je leczyć. Jakie działania prewencyjne można w takim razie podjąć, by zminimalizować ryzyko wystąpienia u siebie wypalenia zawodowego?

Istnieje kilka obszarów, którymi powinnyśmy się w tym celu zaopiekować. Zacznijmy od zdrowia somatycznego, choć wiadomo, że zdrowie fizyczne i psychiczne to jedność, konstrukt połączony. Tu ważne jest dbanie o dobry jakościowo sen, nawodnienie, zróżnicowaną dietę i relaks.

W swojej książce "Wypalona. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym i całkiem nie zgasnąć" oferuję narzędzia do budowania świadomego planu samoopieki na każdej płaszczyźnie, począwszy od zdrowia kanwy fizjologicznej, po emocjonalną czy duchową. My kobiety często chcemy być takimi ciągle działającymi robotami, jak w "Żonach ze Stepford". Nie umiemy odpoczywać, bo nieustannie mamy poczucie, że ciągle trzeba coś robić, że jesteśmy wystarczająco dobre tylko wtedy, gdy funkcjonujemy w trybie "działam, tworzę, jestem w ruchu". 

Później jest obszar emocjonalny. W ramach zajęcia się nim dobrze byłoby przykładowo zobaczyć, czy umiemy radzić sobie z lękiem i czy na samą myśl o pracy nie jesteśmy rozdygotane, bo może należałoby podziałać właśnie w tym obszarze. Metod są naprawdę setki. Może sprawdzi się joga, medytacja, modlitwa?

Zawsze polecam kontakt z naturą. Może potrzeba więcej czasu dla siebie? Te drzwi i okna zostały już dawno pootwierane. A najlepsze jest to, że my to wszystko niby wiemy, jednak z jakichś powodów nie wdrażamy i siedzimy w poczekalni życia. Marniejemy. Kurczymy się i trwamy w miejscach, z których dawno wyrosłyśmy…

Ważny jest również obszar poznawczy. Może jestem przestymulowana? Rozmawiam ze współpracownikami przez dziesięć różnych komunikatorów? Wysyłam maile poza godzinami pracy albo wyjeżdżam na wakacje ze służbowym telefonem? Warto zadbać o minimalizację liczby bodźców. Dobrze też byłoby nauczyć się odpuszczać. Tak jak pisze Terri Cole w "Strażniczce swoich granic", to sławetna umiejętność, by nie skupiać się na tym, co pomyślą o mnie inni, jak powiem im: "Nie, nie dam rady, to dla mnie za dużo, nie podołam".

Przy okazji dobrze jest przyjrzeć się swoim relacjom w pracy. Może jestem w bardzo niesprzyjającym środowisku? Przebywanie w miejscach, w których na porządku dziennym jest mobbing albo gaslighting, także sprzyja popadaniu w wypalenie. Żeby kwiat mógł kwitnąć, czasem trzeba go przesadzić. Podobno Freud powiedział kiedyś: "Uczyń widocznym to, czego bez ciebie być może nigdy nie byłoby widać". Nie kurczmy się więc, bo to jest wielka strata dla nas i dla świata.

Czy cierpią tylko kobiety?

W książce skupia się pani wyłącznie na kobietach, które zmagają się z wypaleniem zawodowym. Czy to znaczy, że mężczyzn ten problem dotyka rzadziej?

To po części pokłosie mojej działalności zawodowej. Na co dzień pracuję przede wszystkim z kobietami i to ich historii przeważnie słucham, im pomagam. Kobiety częściej pracują też w zawodach pomocowych, a to ich przedstawicielki są jednymi z najbardziej narażonych na wypalenie osób. Wszystko dlatego, że często wymaga się od nich dużo empatii, samopoświecenia i zatracenia w swojej pracy. Łatwo w takiej pracy nadużywać mocy zbawicielki świata, angażować się za bardzo i funkcjonować w trybie Xeny Wojowniczej Księżniczki.

A do kogo adresuje pani swoją książkę? Kto pani zdaniem powinien ją przeczytać?

Dobrze byłoby, żeby przeczytała ją każda kobieta, która czuje, że zaczyna gasnąć. Która czuje, że przypomina atrapę samej siebie. Która czuje, że zapomniała o swoich marzeniach, pragnieniach, potrzebach. Że już nie do końca wie, kim jest, a jej życie wypełnia mnóstwo nieprzyjemnych emocji, napięcia, presji, pędu, pośpiechu… Która nie chce rozdawać światu resztek i wie, że dobrze byłoby się sobą zaopiekować.

Piszę do każdej kobiety, która czuje, że marnieje, ale w jej sercu jest przekonanie, że jest warta więcej i że może coś w swoim życiu zmienić. Która powinna usłyszeć: "Zobacz, naprawdę nie trzeba się zajeżdżać, nie trzeba iść w stronę samozamordyzmu. Warto iść w stronę samożyczliwości i bycia dla siebie sprzymierzeńczynią, bo w końcu to relacja samej ze sobą jest najważniejsza".

Nie przegap

Gdzie widzi pani największe wyzwania w kontekście walki z wypaleniem zawodowym w przyszłości? Czy planuje pani kolejne książki lub projekty związane z tematem zdrowia psychicznego?

Na ten moment skupiam się na promocji mojej debiutanckiej książki, prowadzeniu szkoleń, spotkaniach autorskich, ale jednocześnie mam świadomość, że pisanie to jedna z moich supermocy, a chęć wspierania innych to coś, co pcha mnie do przodu, więc będę dalej działać w tym obszarze. Zdecydowanie widzę to jako swoją drogę i przestrzeń do rozwoju.

Jeśli okaże się, że mój książkowy przekaz ma moc, a dziewczyny, które ją przeczytają, uznają "Wypaloną" za ważną i potrzebną książkę, dzięki której mogą zdrowieć, wybierać siebie i wychodzić z klatek perfekcjonizmu, samozajechania i że odnajdą, jak pięknie o tym pisze Clarissa Pinkola Esté w swojej "Biegnącej z wilkami", swoją dziką dziewczynę, to znaczy, że dokonałam tego, o czym marzę – pomagać jak największej liczbie kobiet i pokazać im, że są zbyt ważne, mądre, potrzebne sobie i światu, aby zgasły. 

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na ZłotePrzeboje.pl!