Na tę rolę Damięcki czekał całe życie. Nie dostał nawet umowy. "Musisz zaufać"
Mateusz Damięcki w Radiu Złote Przeboje. Aktor był gościem Marzeny Rogalskiej w programie "Weekend jak marzenie". Posłuchaj wywiadu z odtwórcą roli Goldena w filmie "Furioza". Poznaj kulisy pracy nad kreacją. "I nagle masz przed sobą reżysera, który [...] cię rozszyfrowuje w ciągu pierwszego spotkania i widzi, jak bardzo ambitnym aktorem jesteś" - wyznał nam aktor.
- Mateusz Damięcki był gościem Marzeny Rogalskiej. Opowiedział o filmie "Furioza" i spotkaniu z pewną kobietą.
- Sprawdź, jak wyglądały przygotowania do roli w filmie Olenckiego i co Mateusz Damięcki usłyszał od reżysera produkcji zanim ruszyły zdjęcia.
- Posłuchaj rozmowy z aktorem w programie "Weekend jak marzenie". Podcast dostępny na ZlotePrzeboje.pl.
Mateusz Damięcki to jeden z najsłynniejszych polskich aktorów. Grał w "Przedwiośniu" z 2001 roku i to właśnie rola Cezarego Baryki przyniosła mu ogólnopolską rozpoznawalność. Z czasem rozgościł się też w rodzimej telewizji w serialach takich jak "Na dobre i na złe", "W rytmie serca" czy "Przyjaciółki". Niewiele osób wie, że jest również aktorem dubbingowym. Znają go m.in. fani Harry'ego Pottera, produkcji Marvela czy Kubusia Puchatka, gdzie "podkładał głos" Krzysiowi.
Aktorskie zdolności wykorzystuje również w domu, gdzie czyta do snu bajki swoim synom. Jak wyznał w Radiu Złote Przeboje: "Zdarzyło mi się, tak zauważyłem, że obaj synowie już zasnęli, ale ja dalej czytałem. Moja żona cały czas myśli, że ja czytam dla nich, a ja już później czytam dla siebie".
Przyznam się szczerze, bez bicia, czytam te bajki trochę dłużej niż to potrzeba, dlatego, że to są jedyne książki, które czytam od 7 lat. Zdałem sobie sprawę, że przez 7 lat przeczytałem trzy dorosłe książki, takie tylko dla siebie. Jadę cały czas na audiobookach. [...] Intelektualnie żeby trzymać się w pionie, trzeba czytać analogowo. [...] Czytałem tym, a może słuchałem o tym [śmiech], że jak się czyta, to troszkę co innego się uruchamia w mózgu.
To usłyszał na ulicy. "Obserwuję od dawna..."
Marzena Rogalska nie mogła się powstrzymać, by nie zwrócić uwagi na sympatię, jaką darzą Mateusza Damięckiego fanki. Zwracają uwagę nie tylko na jego grę aktorską, ale również urok osobisty. Jakie spotkanie z kobietą wspomina najlepiej? Ta anegdota "rozłożyła na łopatki" Marzenę Rogalską.
Najpiękniejsze moje spotkanie z kobietą przy okazji moich aktorskich dokonań było takie: wychodzę na Chmielnej z lodziarni. Dzieci jeszcze nie potrafią wybrać smaków. Żona została z nimi dłużej, żeby pianki, posypkę, żeby się nie ubrudziły, zanim w ogóle dostaną te lody. Ja wychodzę z lodami, liżę sobie te lody i nagle patrzy na mnie kobieta. Siedzi na ławce przy takim klombie i mówi tak: "AAAA! To pan!" – wspominał aktor.
Muszę dodać, że kobieta ma takie 75 lat w porywach do 78 lat. Ja tak się uśmiechnąłem, mówię: "Tak, to ja". A ona mówi do mnie tak: "Ojejku, ja to pana znam. No powiem szczerze, obserwuję od dawna. Od początku, proszę pana, od początku i przyznam, że no wzbudza pan sympatię". Ja mówię: "Bardzo mi miło". Tym bardziej będzie pewnie miło mojej żonie. "Żonę też znam i dzieci wiem też, że pan ma, bo ja obserwuję i śledzę". Ja mówię: "Gdzie pani tak obserwuje i śledzi?". "A wie pan, zarówno w tych czasopismach, i w internecie też. I widziałam wszystkie pana filmy i seriale, ale powiem jedno. Powiem jedno, proszę pana, FRUKTOZA najlepsza. Widziałam dwa razy" - opowiedział Mateusz Damięcki w programie Radia Złote Przeboje.
Mowa oczywiście o filmie "Furioza", w którym Mateusz Damięcki zagrał główną rolę. Wcielił się w Goldena, który chce przejąć władzę w świecie pseudokibiców. Marzena Rogalska zadała swojemu gościowi pytanie: Czy to jest rola, na którą się czeka całe życie?
Tak, tak, ale to się wie dopiero wtedy, kiedy ona się przydarza. Nie wiem, czy rozumiesz, co mam na myśli. To znaczy, fajnie jest, jak pojawiają się na twojej drodze role, gdzie każdą traktujesz tak, jakby to była ta rola, na którą się czekało całe życie. I tylko wtedy, jak traktujesz każdą rolę w taki sposób, czyli dostajesz scenariusz i nie mówisz: "O Jezus Maria, dobra, no coś tam dobra". Tylko chodzi o to... może z grubej rury uderzę. Przepraszam bardzo, ale to są takie złote myśli, które ja otrzymuję od ludzi i staram się nimi dzielić... - zaczął temat aktor.
Po chwili dodał: "Jerzy Bielecki uciekł z Auschwitz i na takiej luźnej parafrazie jego biografii zrobiliśmy film pod tytułem "Die Verlorene Zeit - Zagubiony czas". Był wspaniałym facetem do samego koniuszka. I przygotowując się do roli Tomasza Limanowskiego, czyli takiego jego odwzorowania jako bohatera, pojechaliśmy do niego do Nowego Targu i rozmawialiśmy z nim na różne tematy. Wraz z aktorką, reżyserką, tłumaczką i producentką wtedy. I zadawaliśmy różne pytania. [...] - słyszymy.
I ja zapytałem go, jak to się stało, że uciekł z Auschwitz? Tak po prostu. On mówi: "A ile można siedzieć w Auschwitz?" I mnie to poraziło. Później mówię: "Jesteś ewidentnie szczęśliwy, że uciekłeś, że tak potoczyło się twoje życie, że uciekłeś". On powiedział: "Nie, nie, ja uciekłem dlatego, że ja jestem szczęśliwy". On mnie po prostu rozwalił tym podejściem.
Jak dostałem tę rolę, to pamiętam, że nagle się okazało, że to jest tekst świetny, tematyka niesamowita, spotkanie z ludźmi wspaniałe. [...] I kurczę, za każdym razem to ma być coś takiego, że on był szczęśliwy i dlatego uciekł, bo dawało mu to ten "drive". Ta chęć życia dawała mu taką świadomość, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ja mam troszkę tak samo w mojej pracy, że gdybym miał jej nie lubić, to nie miałoby to najmniejszego sensu, żebym miał ją wykonywać – stwierdził aktor.
"Aktor musi uzbroić się w cierpliwość". Tak przyszła rola w "Furiozie"
I oczywiście aktor musi uzbroić się w cierpliwość, bo na początku musi być dość spolegliwy, jeżeli chodzi o kwestie repertuaru, w którym będzie brał udział. No bo to nie ma tak, że zaraz po szkole czy w trakcie szkoły dostajesz to, co sobie życzysz. [...] Później się okazuje, że dzwoni twoja agentka i mówi, że chce, żebyś przeczytał scenariusz, bo jakiś taki koleś napisał scenariusz, ale to nie wiem, czy w tym roku się uda. Poza tym masz jakiś serial i w ogóle. Po prostu przeczytaj.
Jak czuł się Mateusz Damięcki, czytając pierwszy tekst "Furiozy"? Scenariusz od razu bardzo mu się spodobał. Nie wierzył jednak, że dostanie główną rolę. Jak wyznał Marzenie Rogalskiej:
Czytasz pierwszy tekst "Furiozy" i myślisz sobie "WOW. Zawsze chciałem w czymś takim zagrać, bo to jest spełnienie moich marzeń. Szkoda tylko, że tego lekarza, bo już takie rzeczy grałem. No ale rozumiem". Potem idę do Cypriana i on mówi: "No, którą rolę myślisz, że ci chciałem powierzyć?" Ja mówię: "No tego lekarza, bo takie role już grałem".
Okazało się, że aktor nie miał racji:
On mówi: "Nie, nie. Czemu tego lekarza?" Ja mówię: "No bo takie role już grałem i pewnie chciałeś, żebym zagrał ją po raz kolejny". On mówi: "Nie, nie, ja chciałem tego Goldena". Ja nagle taki: "Przecież ty mnie nie znasz. Dlaczego ty mi proponujesz taką rolę? Przecież ja nie umiem. Ja nigdy w życiu tego nie robiłem". To są wszystko moje monologi wewnętrzne.
Reżyser wspomniał Mateuszowi Damięckiemu, że oglądał też film "Kochaj i tańcz", z którego śmiało się wielu Polaków. W nim Mateusz Damięcki miał "udawać", że umie tańczyć. W rozmowie o filmie "Furioza" usłyszał od Cypriana T. Olenckiego: "Przecież udawałeś, że umiesz tańczyć, więc mam świadomość tego, że umiesz się tego nauczyć, czyli widzę, ile jesteś w stanie zrobić dla roli" - zacytował filmowca w Radiu Złote Przeboje Mateusz Damięcki.
I nagle masz przed sobą reżysera, który dokładnie jako pierwszy kuma wszystkie intencje, które przyświecają ci przez całe życie twojej pracy i on cię rozszyfrowuje w ciągu pierwszego spotkania i widzi, jak bardzo ambitnym aktorem jesteś. To jest pierwszy człowiek, który to dostrzega w twojej historii. [...]
Później masz pół roku czytania tego scenariusza i jesteś z nim codziennie. Później masz informację, że zaczynamy tego i tego dnia, więc fajnie by było, żebyś się zdążył do tego przygotować. Później ja piszę sobie całe wytłumaczenie, kim był ten bohater i mam na to czas.
Zaczął pracę nad "Furiozą" bez umowy
Mało tego, Cyprian mówił: "Ja nie mogę ci dać umowy do podpisania. Musisz mi zaufać. Masz ten rok, to pół roku ode mnie. I zaufaj mi, bo my to zrobimy. [...] Nie mogę ci powiedzieć dokładnie kiedy". Ale ja czytałem "Furiozę" każdego dnia. Każdego dnia. I ta agresja nie była wynikiem tego, że ja tam w ogóle przypominałem sobie najtrudniejsze momenty życia.
W Radiu Złote Przeboje, Mateusz Damięcki zdradził też, że postać Goldena tworzył krok po kroku. Jak udało mu się wprowadzić w stan tak wielkiej agresji? Jak wyznał w "Weekendzie jak marzenie":
To w ogóle nie ma z tym nic wspólnego. To jest żmudne, krok po kroku, cegła po cegle, warstwa po warstwie, arkusz po arkuszu. Przepraszam, że mówię takie rzeczy. To jest takie nabudowywanie. [...] Tamtej agresji, ona jest do niczego nikomu niepotrzebna, żeby wprowadzać się w stan, żeby sobie nabudowywać złe wspomnienia. To w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że masz to wymyślone, napisane. Czas. Czas, który daje ci reżyser, producent. Nigdy im tego nie zapomnę, ani Cyprianowi ani Marcinowi. Zarębskiemu, którzy pokazali mi, że w Polsce też tak można to robić.